Moja rzeczywistość. Ja sam, nikt inny

Obublikował pavvel dnia

A jeśli jestem tutaj sam? Jeśli to tylko ja i mój świat? Jeśli nie mam nic tylko to, co sam kreuje? Jeśli sam tworzę świat wokół mnie? To ja nadaje mu kształty. To moja wola tworzy całą rzeczywistość wokół mnie. To ja nadaje sens mojemu istnieniu lub tylko ja odpowiadam za jego bezsens. To moja wola stworzyła ten świat. To ja powstrzymuje tą całą iluzje rzeczywistości. Jestem tylko ja i moje postrzeganie. Moje doznania. Ja jestem twórcą i tworzywem. Jeśli tak jest to co wtedy?

To ja jestem sprawcą wszystkiego, co widzę i co czuje. To ja odpowiadam za wschody i zachody słońca. Za zmiany pór roku. Tylko mój umysł ma siłę tworzenia wszechrzeczy. Mój umysł jest Bogiem kreatorem. On tworzy sam dla siebie labirynt rzeczy, spraw i zdarzeń, w którym żyje moja świadomość. Choć teraz już nie mam zbyt dużej władzy nad nim i nad tym. Co zostało raz stworzone trwa tu w moim umyśle wiecznie. Co nowe musi współistnieć z tym, co już istnieje. Czym jestem starszy, czym więcej stworzyłem tym mniejszy mam wpływ na rzeczywistość. Tym bardziej jestem w niej zamknięty. Tym mniej mogę zmieniać. Coraz bardziej gubię się w labiryncie, który sam dla siebie stworzyłem.

Ja tu jestem jedynie a cała rzeczywistość wokół mnie to tylko niekończący się i ciągle się modyfikujący zbiór moich subiektywnych wrażeń. Wszystko jest częścią mojego umysłu. I choć dla mnie i przeze mnie to zostało stworzone to jednak wszystko pozostaje nieprzerwanie w ciągłej interakcji ze sobą powoduje, że świat zmienia się też poza moją wolą, choć nie uzyskuje pełnego samostanowienia. To tylko wielka nieskończoność, w której jestem zamknięty za sprawą mojej własnej wyobraźni, który sama sobie nadaje chęć i powód istnienia.

Paradoksalnie to niestety ja sam pewnie kiedyś doprowadziłem do tego jak teraz czuje i teraz żyje. To ja sam stworzyłem dla siebie swoje własne nieszczęście. By poczuć? By żyć pełniej? Bo cierpienie jest większym, silniejszym doznaniem niż szczęście i spokój? Z małych rzeczy i małych spraw stworzyłem wielką zależność, nad którą straciłem prawie zupełnie kontrole. I choć to wszystko istnienie tylko w moim umyśle to przecież nie jestem już w stanie wpływać tak bardzo na jego kształty jak mogłem to robić na zupełnym początku.

Nie mogę formować na nowo. Nie mogę kazać słońcu wschodzić i zachodzić o dowolnej porze. Nie przeniosę gór ani nie roztopi się przede mną morze. Nie panuje już nad tym, choć przecież to tylko moja wyobraźnia. I chociaż nic nie istnieje, to nie da się stąd uciec nie niszcząc wszystkiego. Można zacząć tylko od nowa, bo nie można radykalnie zmienić zasad raz stworzonego świata, choć przecież jest on tyko mój.

Wszyscy inni ludzie i rzeczy na tym świecie istnieją w moje wyobraźni. Wszystko, co istnieje, co zdaje się być materialne, namacalne jest tylko ideą, wyobrażeniem w moim umyśle. Jestem tu zamknięty na zawsze puki chce tu być. Jest tylko jedno wyjście z tego labiryntu zdarzeń. Tylko ja mogę doprowadzić do całkowitej zagłady mojego świata. Tylko ja gaszę ostatecznie światło. I tylko ja mogę je w nowej rzeczywistości ponownie zapalić.  Ale puki co, puki tu jeszcze jestem to muszę grać w tą grę z samym sobą, choć już dawno mnie znużyła to przecież jest to moja gra i nie ma nikogo innego.