Jestem taki zmęczony

Obublikował pavvel dnia

Jestem tym wszystkim tak bardzo zmęczony. Jestem zmęczony plątanina własnych myśli.  Tym natręctwem nie do zatrzymania. Codziennym błądzenie w labiryncie własnych rozważań.  Jestem zamknięty w świecie, w którym nie potrafię już być wolny.  Za dużo we mnie myśli. Dość. Zebrało się i już się przelewa. Jestem taki zmęczony.

Odebrałem wczoraj telefon. Dzwoniła pani w mało ważnej dla mnie, ale pewnie dla niej ważnej sprawie. Krótko mówiąc telefon dotyczył ewaluacji projektu, w którym kiedyś uczestniczyłem. Każdy w miarę zwyczajny człowiek, odebrałby telefon, odpowiedział dzwoniącej na kilka prostych pytań, grzecznie się pożegnał z panią i zapomniał, że kiedykolwiek ktoś do niego dzwonił. Ale nie ja. Ja od wczoraj cały czas myślę o tym czy aby wszystko powiedziałem podczas tej rozmowy telefonicznej dobrze. Analizuje czy nie popełniłem błędów. Rozkminiam czy nie za mało albo czy nie za dużo powiedziałem. Czy aby zaszkodziłem sobie czy innym nieodpowiednim słowem.

I powtarzam w myślach to blachę przecież zdarzenie wiąż od nowa. Rozkładam na czynniki pierwsze. Analizuje każde słowo. Myślę, wciąż o tym myślę czy  nie lepiej byłoby gdybym powiedział inaczej niż wtedy powiedziałem. Czy to co jednak było tam powiedziane to, aby nie przyniesie strat osobą innym, a może to zaszkodzi tylko mnie? Jeszcze to że mnie to zaszkodzi, to nic, ale jak to mam wywołać lawinę zdarzeń, która doprowadzi do totalnej zagłady ludzkości? A czy ja może byłem niegrzeczny? A może za bardzo wylewny? A może za mało stanowczy? A może za dużo było w tej rozmowie telefonicznej asertywności z mojej strony? Co będzie jak teraz inni się dowiedzą, co powiedziałem? A może nie mówić nikomu? A jak nie powiem nikomu to co będzie? Może lepiej powiedzieć? I tak godzinami.

Nie wiem co jest ze mną nie tak, że ja wszystko muszę tak rozkminiać. Nie mogę jak inni przejść nad czymś do porządku, ale mam taki przymus się zastanawiać i analizować. Nie mogę zasnąć, bo się rozmyślam czy nie popełniłem nieświadomie błędu. Budzę się z tego powodu w nocy, bo przecież nie ma to jak dumać nad pierdołą o trzeciej nad ranem. Nie mogę się skupić jak przyjdzie popracować, bo nagle wypływa we mnie z odmętów myśli na wierzch to wspomnienie o jakieś nic przecież dla nikogo nieznaczącej rozmowy telefonicznej. I już jest to natrętne pytanie: a może to jednak było ważne, a ja nie wszystko dobrze powiedziałem? Może zaszkodziłem komuś w czymś?

Jak ja bym chciał mieć większość spraw w głębokim poważaniu a nie musieć się z nimi użerać po tysiąckroć, przez dni, przed tygodnie, miesiące i lata. Ja takich powodów do niepotrzebnych rozważań mam mnogość i co pewien czas nagle sobie przypomnę, że kiedyś coś gdzieś z kimś po coś i już nie mogę spać i już myślę i już ma spierdoloną godzinę czy dwie. Jestem taki zmęczony.