Komputer mówi nie

Obublikował pavvel dnia

Przekonałem się po raz kolejny jak wielkie znaczenie dla życia przeciętnego Polaka mam opinia, jaką o nim wyrazi komputer podpięty to rządowego systemu. Jeśli komputer powie nie, to nie mam siły. Nie załatwisz, nie przetłumaczysz, bo komputer powiedział nie, i już. Teraz trzeba komputerowi, a właściwie tym, którzy są zarządcami jego woli, udowodnić, że nie jest się wielbłądem. A właściwie, że jest się wielbłądem. W moim przypadku musiałem udowodnić, że jest ubezpieczony, bo komputer twierdził, że nie jestem ubezpieczony.

Muszę brać leki. Jakbym ich nie brał, to wzrosłoby we mnie ciśnienie, co z kolei mogło spowodować to, że zrzedłbym dynamicznie z tego świata i państwo straciłoby podatnika i płatnika. A to nie byłoby patriotyczne, bo jestem jeszcze w wieku przed emerytalnym. Potem, jak będę na emeryturze to co innego. Po medykamenty udałem się do lekarza. Zasiadam na krzesełku w gabinecie i słyszę od lekarza: nie mam pana karty. Proszę udać się do kartoteki.

To ja w te pędy do wspomnianej kartoteki. A tam wśród tłumów chcących mnie zlinczować, bo przecież ja bez kolejki, informuje panią w okienku, że ja od lekarza do niej, bo tam nie mam mojej karty i mam się tu zgłosić. – Pewnie jest pan nieubezpieczony – informuje mnie rejestratorka. – Jak ja mogę być nieubezpieczony jak ZUS teraz płaci za moje zwolnienie, na którym obecnie przebywam i nawet ostatnio sprawdzał wnikliwie czy nie symuluje? – odpowiadam pani. Okazało się, że komputer powiedział nie. Bezduszna maszyna powiedziała, że nie jestem ubezpieczony i już. Ale mogę to załatwić jak tylko dam dowód osobisty i jak napisze oświadczenie, że jestem ubezpieczony, bo komputer twierdzi, co prawda, że nie jestem ubezpieczony, ale jak mu pisemnie zaprzeczę to jakoś tą wizytę lekarską będę mógł odbyć.

Nie miałem ze sobą dowodu osobistego, bo z zasady go nie noszę. – No to nic pan nie załatwi, bo komputer mówi nie, jak mu nie podam danych z pańskiego dowodu – mówi mi pani z okienka. Zagotowałem się, bo przecież nie po to czekam tydzień na wizytę u lekarza, potem dymam tu przez pół miasta, żeby teraz wracać do domu i jeszcze raz tu przychodzić z dowodem, tylko po to żeby udowodnić coś, co jest przecież prawdą, tylko, że komputer twierdzi inaczej. Podniosłem trochę głos, niepotrzebnie jak się potem okazało. Dla opanowania sytuacji wysłano mnie do kierownika przychodni.

Tam bardzo miły pan kierownik wyjaśnił że może i jestem ubezpieczony dla komputerów ZUS, ale to nie znaczy, że dla komputerów NFZ jestem ubezpieczony. Bo one, systemy komputerowe Narodowego Funduszu Zdrowia, tych danych z systemów ZUS to nie widzą. A już zupełnie nie jestem ubezpieczony dla komputerów systemu ministerstwa, który prowadzi przychodnie, bo on jest niezależny od tych dwóch poprzednich i nic go nie obchodzi, że ja jestem ubezpieczony dla komputerów ZUS. Jak Zakład Ubezpieczeń Społecznych przejmował moje zwolnienie, po ustaniu mojego zatrudnienia, to on nie miał obowiązku informowanie innych systemów, że jestem ubezpieczony, po tym jak mnie były pracodawca wyrejestrował i dla innych poza Zusowskim systemem stałem się nieubezpieczony. Proste nie?

No i teraz – jak wyjaśnił kierownik – trzeba wydrukować oświadczenia, które mam podpisać i dzięki temu komputer przestanie mówić, że nie, że nie jestem ubezpieczony. Przypomniałem sobie, że mam dowód w formie cyfrowej w telefonie i jakimś cudem to wystarczyło. Podpisałem oświadczenie, wydano kartę lekarzowi i ten zapisał leki. Jestem wdzięczny kierownikowi przychodni, bo wyjaśnił mi zawiłości tego rządowego systemu informatycznego, w którym trzy systemu komputerowe, trzech oddzielnych państwowych instytucji działają niezależnie i wcale o sobie nic nie wiedzą. Że on i jego pracownicy nie zwariowali od tego to jakiś cud.  Ja osobiście byłem bliski szaleństwa.