Po alkohol będzie bliżej

Obublikował pavvel dnia

Dość często zdarza się, że odnoszę wrażenie, iż żyję na innym poziomie percepcji rzeczywistości niż inni zamieszkujący to miejsce, ten wymiar i ten czas. To co dla innych jest oczywiste dla mnie jest dziwne, śmieszne, straszne lub kompletnie niezrozumiałe. Wyczytałem w publikatorze, że radni mojego miasta zmienili przepisy tak, że teraz minimalny dystans dzielący punkt sprzedający alkohol od szkół, przedszkoli czy kościołów będzie wynosił nie 150, ale 100 metrów. Czyli „po alkohol będzie bliżej” – jak rezolutnie zauważył dziennikarz opisujący to wiekopomne wydarzenie w dziejach mojego miasta.

Od lat odległość sklepów z alkoholem od szkół, przedszkoli, żłobków, schronisk młodzieżowych, poradni psychologiczno-pedagogicznych, szpitali czy kościołów wynosiła w mym mieście 100 metrów. W ubiegłym roku rada miejska, w związku z nowelizacją ustawy o przeciwdziałaniu alkoholizmowi, postanowiła zaostrzyć przepis mówiący o odległości od tzw. obiektów chronionych. Zaproponowano, by było to nie 100 metrów, jak dotychczas, ale 150. Teraz im się odwidziało i znów jest 100 metrów.

Tak się właśnie zastanawiam, po jakiego grzyba ktoś kiedyś uchwalił taki przepis, który ustala minimalny dystans między monopolowym a powiedzmy kościołem? Już zacząłem sobie nawet wyobrażać teoretyczną staruszkę, która wieczorkiem wybiera się do kościoła na nabożeństwo i nagle przechodząc obok sklepu z gorzałą ulega pokusie. Na widok sklepu z alkoholem zmienia zdanie i zamiast udać się na wieczorne modły do świętego przybytku dokonuje zakupu połówki i obala ją w pobliskiej bramie. Starsza pani uległa mocy szatańskiej, bo sklep z wódką był 90 metrów od kościoła, a przecież jakby był 100 metrów czy 150 to jak nic byłaby starowinka ocalona. No i ten przepis o 100 metrach pewnie ma chronić babinkę przed grzeszną pokusą.

Już widzę oczami wyobraźni jak tłumy pacjentów wymykają się ze szpitala i ustawiają się w kolejce po wódkę czy piwo, bo sklep z tym towarem był za blisko. Wszyscy wiemy na jak doskonałym poziomie jest nasza służba zdrowia, więc całkowicie rozumiem ten przepis w przypadku szpitali. Po prostu przeciętny pacjent nie przejdzie 100 metrów i przez to może pozostać w trzeźwości przez cały okres leczenia.

Albo taki przedszkolak idący do domu z mamą za rączkę nagle dostrzega sklep monopolowy, który nie jest oddalony o 100 metrów, ale o 58 metrów od przedszkola i już przepadło dzieciątko z kretesem, bo w przyszłości stanie się jak amen w pacierzu alkoholikiem entuzjastą, bo sklep z gorzałą był za blisko przedszkola.

A może to 100 metrów ma chronić dzieci ze szkoły, aby nie mogły wybiegać na przerwie po mapkę wódeczki, bo przecież 100 metrów to spora odległość. A jakby sklep znajdowałby się powiedzmy 78 metrów w budynku szkoły to jak nic dziatwa oraz wszyscy nauczyciele chodziliby od rana aż do wieczora zalani w pestkę. Bo sklep był za blisko.

Tyle się teraz mówi, że młode pokolenie jest za grube. Może warto wprowadzić nowy przepis, wzorem tego, który opisałem? Sklepy ze słodyczami, z napojami słodkimi też powinny się znajdować przynajmniej 200 metrów od szkół czy przedszkoli. Dla ochrony niewinnych istot.