W oczekiwanie na nieuniknione

Obublikował pavvel dnia

Widzisz, co za los? Psi taki, z całym szacunkiem do psów. Tak już jest. Jest jak jest, że mimo tego, że człowiek wie z góry jak się stanie i co się stanie. Co tam wie? On, czyli ja, mam stuprocentową pewność. Bo przecież wie jak jest i jak z pewnością inaczej być nie zamierza. To jednak zawsze liczy na to, że stanie się coś niespodziewanego. Cud jakiś nastąpi. Otworzą się niebiosa. Ziemia się zatrzecie. Aniołowie stopią z niebiesiech. Głos donośny się rozniesie szeroko po ziemskim padole. Krótko mówiąc stanie się to, co się stać nie mogło, a jednak się stało. Tak się zawsze tego niemożliwego do końca wyczekuje.

Ja to już z pewnością takie więcej pesymistyczne podejście mam do wszelkich spraw na tym bożym świecie. Chce czegoś bardzo. Wiem, że tego i tak niedostane czy osiągnę. Ba! Wiem, że to moje „zamarzenia” nie do spełnienia. To jednak coś tam we mnie na samym dnie jednak oczekuje tego niemożliwego rozwiązania. Tak, wbrew wszystkiemu. A jeśli jednak zdarzy się to, czego tak pożądałem a nie spodziewałem się otrzymać, to jestem wtedy mile zaskoczony i mile rozczarowany. W tym przypadku mój pesymizm działa pozytywnie.

Tym razem tak się jednak jak widać nie stanie. Tym razem będzie tak samo źle jak zawsze. Tym razem nie doczekam się interwencji boskiej. Tym razem mój pesymizm okazał się jak najbardziej słuszny. I choć przewidywałem, że stanie się jak się stało, to jednak żal. Bo choć raz na jakieś czas mógłbym się pomylić. Byłoby miło z tego powodu. A tak jest do dupy.

Najlepiej to zignorować. Po co odpowiedzieć na grzeczne pytanie. Przecież z paninego punktu widzenia to takie nie męskie prosić. Co prawda nie poprawne jest też tak przyjść, przypierdolić i sobie samemu wziąć, co tam się chce, ale to przynajmniej męskie. – Dziękuje, że pytasz – powtarzała kiedyś często. I to dawało jej szanse na większą wypowiedź. Teraz, w czasach, kiedy generalnie ma mnie w głębokim poważaniu, to już nawet nie podziękuje, kiedy ja zapytam. Teraz zwyczajnie unika odpowiedzi.

Mógłbym zasadniczo poczekać jeszcze z kilka dni na odpowiedz. Przecież te kilka dni milczenia, to tylko kilka dni w tym trwającym latami paśmie totalnego ignorowania mojej osoby. To i tak nic nie zmieni, ale przynajmniej ta moja skrywająca się gdzieś głęboko w duszy nadzieja będzie zadowolona. Umrze sobie jak zwykle ostatnia, ale przynajmniej ja jej nie dobije. Umrze sobie z głody, gdy już nie będzie ją, czym karmić.

Czy to panience naprawdę sprawie tyle kłopotu skrobnąć tych kilka zdań odpowiedzi? Zareagować w jakikolwiek sposób, bo brak reakcji nie uważam za odpowiedz? Co ona jest bóg w niebiesiech, co zazwyczaj ignoruje prośby maluczkich? Pomijam też to, że nie widzę żadnego większego problemu w spełnię mojej prośby. To również nic takiego. Drobiazg dla niej.  A mnie może pomóc. Ba! Zdecydowanie pomoże. Jednak, przecież wiem, że pewne sprawy, rzeczy się już nie zmienią. Wiem, ze ludzie się nie zmieniają. Przynajmniej niektórzy. Wiem, że brak odpowiedzi jest nieunikniony. A brak pozytywnej odpowiedzi jest wręcz pewny. To jednak jeszcze poczekam, na to nieuniknione.