Tag Archives

9 Articles

pesymistyczny.pl

Kult zajętości

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– To naprawdę dziwne. Już od świtu ktoś coś ode mnie chce – powiedział bawiąc się pustym kieliszkiem. – Jak tylko otworze oczy słyszę lub czytam w przychodzących na telefon wiadomościach o kolejnych bardzo istotnych niestety nie dla mnie zadaniach. Czemu na Boga nie mogę się wyspać do południa i obudzić z myślą, że przede mną dwa tygodnie, może miesiąc, rok spokoju od pilnych zadań?

pesymistyczny.pl

Czekając…

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Moja codzienność. Czekanie, to z tego składają się moje dni. Przechodzą one w miesiące, potem w lata. Czekam. Każdego dnia na coś czekam. Z wiekiem zrozumiałem, że nie ma w moim życiu nic stałego oprócz czekania. Nie biorę już w tym życiu udziału, nie jestem jego podmiotem. Ja tu tylko obserwuje i czekam.

pesymistyczny.pl

Strach jak łapią

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Po kilku dniach przebywania w czterech ścianach mojej norki postanowiłem z niej wychynąć na świat. Tym bardziej, że sytuacja pogodowa sprzyjała wyjściu na słoneczko jak ten żuczek co spod kamienia właśnie na słoneczko był wyszedł. Ale obostrzenia rządowe zakazywały wyjścia z domu bez uzasadnionej przyczyny.

pesymistyczny.pl

Ogólne męczenie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Przyjmują ogólne standardy społeczne ja w swojej pracy wcale, ale to wcale się nie przemęczam. Można powiedzieć, że wykonywane przeze mnie zajęcie jest lekkie, łatwe i przyjemne. No to, dlaczego jest tak że jestem przez cały czas zmęczony? Nie chodzi już nawet o to, że wracam w tej fabryki do norki styrany jak koń po westernie i padam na łóżko z płonną nadzieją na sen do rana. Ja już budzę się zmęczony. I potem przez cały boży dzień łażę zmęczony. I ze zmęczenia zasypiam.

pesymistyczny.pl

Jak fatalista

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Jakieś dwa tygodnie temu przez kilka dni czułem, że jest w miarę spokojnie. Moje życie wpadło w przyjemną rutynę i nawet myślałem o tym, że być może jestem umiarkowanie, ale jednak szczęśliwy. Coś jednak na samem dnie mojej duszy ostrzegało: uważaj, to tylko złudzenie! Coś pewnie zaraz się stanie! No i się stało. Zaczęło się. Nagle społeczeństwo sobie o mnie przypomniało. I siłą wielu instytucji i urzędów zaczęło mnie nękać.  I tak już od samego rana, telefon za telefonem. Plus listy, takie zwykle polecone, więc z instytucji. Maile. Esemesy. Wezwania. Spotkania. Konsultacje. Badania.

pesymistyczny.pl

Wewnętrzny anarchista

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

W Takich chwilach jak ta mam tylko jedno marzenie. Chce żeby to wszystko się skończyło. Tu i teraz. Żeby przestało boleć natychmiast. Żeby nie było już strachu. Żeby zapanował wreszcie święty spokój. To moje „coś” siedzi we mnie i nie pozwala normalnie żyć. Nie pozwala też normalnie, w sensie przyjętych obyczajów i norm społecznych, pracować zawodowo.

dziennik pesymistyczny

Ambicja to twoja szalona religia…

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 15

Dlaczego mam być lepszy? Doskonalszy? – Gdzie pracujesz – to najczęściej zadawane pytanie przez tych, których spotykam każdego dnia. Tak jakby to, co wykonuję zawodowo mnie określało. – A ile zarabiasz? – pytają, bo przecież to ile masz w kieszeni, czy w portfelu jest dla nich najważniejsze. – Biznesmen z płótnem w kieszeni –mówią, bo oczekują, że będę jeszcze lepszy, bo sami też chcą być lepsi. Więcej! Lepiej Szybciej! Najlepszy w klasie. Najlepsze oceny. Najlepsze wypracowanie. Najładniej powiedziany wierszyk u cioci na imieninach. Najszybszy na bieżni. Najlepszy w kopaniu piłki. Zawsze w ataku.  Choć przecież też najlepszy w obronie. Najlepsze stopnie z języka obcego, choć okazało się, że język nie ten, co trzeba, bo świat się zmienił.

– On jest taki ambitny! Pierwsza nagroda w konkursie recytatorskim. Książka z dedykacją od prezydenta. Najlepszy, wybitny. Czasami zdolny, choć leniwy. Ale jak się zabierze porządnie do roboty to jest szansa, że będzie tym najlepszym. Najładniejsza dziewczyna. Najmodniejsze spodnie. Najnowsza płyta. – Te buty są najmodniejsze w tym sezonie – mówi pani sprzedawczyni. Tak książka to bestseller. Jak to nie zna pan  angielskiego? W dzisiejszych czasach w Polsce to podstawa.

– Ten krawat jest z jedwabiu, jest najdroższy, te też są ładne, ale niestety bardzo tanie. Najlepszy na roku. Najlepszy student. Najlepsza praca. Dobra praca. Wielkie zarobki. Przykładać się, starać się, żeby być docenionym, bo przełożony patrzy i ocenia. Bo jak zauważą to nagrodzą. Awans. Najmłodszy kierownik sprzedaży w regionie! Najmłodszy menager od promocji. – Wiesz kolego, nie zawsze tak szybko dopuszczamy tak młodych pracowników do tak ważnych spraw– mówi grubas zza wielkiego biurka. Staraj się! Szczeble korporacji. Zasoby ludzkie. Praca po nocach. – Wiesz nie spałem już trzy doby – mówię i widzę podziw w ich oczach.  Jak się pracuje to się zarabia. Może dobry samochód? – No tak, ty to się dobrze wżeniłeś.

– Czynie pomyślałbyś nad zmianą pracy na lepiej płatną. Nowy samochód, nowy większy telewizor. Nowe meble. Większe mieszkanie. Znów mnie ktoś mnie popycha. Szybciej. Biegnij. Zdobywaj.  Realizacja. Może polityka? W tym też może być pan najlepszy. Pierwsze miejsce na liście. Dobre miejsce. Wybory. Nawet jak pan przegrał nie należy się zrażać, niech pan będzie ambitny.  – Sprzedawaj albo giń –czytam napis nad biurkiem, wycięty starannie z gazety i przyszpilony do tablicy korkowej. Poranki, osiem godzin, dziesięć, dwanaście. – Czy ja wysłałem sprawozdanie? – pytam sam siebie o trzeciej dwanaście jeden nad ranem. Bezsenność. Myślenie. Myślenie o tym będzie. A nie założyłby pan własnej firmy? Szkolenia, kursy, pierwsze lokaty. Trochę szczęścia, więcej walki. Cały tydzień pracy to za mało. Cała noc nieprzespana. Zdobyć, sprzedać, zarobić. Sprzedawaj! Boże podatki! Czy ja się rozliczyłem? Księgowa, klienci, kontrahenci. Naprzód, szybciej. No musisz być najlepszy. – Wie pan, taki jest biznes, jest bezwzględny – uśmiecha się do mnie nieszczerze. Przetrwają tylko najlepsi. Najwytrwalsi. Dobór naturalny. Poniedziałek, wtorek… co już piątek.

– Czy pana firma jest najlepsza? Tak, oczywiście. Mamy najlepsze ceny. Już kwiecień? Przecież tak niedawno był grudzień. Ile zarobiłeś? Czy uda ci się to sprzedać? Ile na tym możesz zarobić? Plany! Zaplanować! Tak, znów jesteś dobry! Bezsenność. Ambicja. Sprzedawaj albo zgiń. Może w garniturze? Jak cię widzą tak o tobie mówią. Szybko, tanio, solidnie. Biegnij na spotkanie. Nie zwalniaj. Tabletki! Czy ja zażyłem dziś lekarstwa? Dla pieniędzy, bo bez nich nie da się żyć. Aby zarabiać musisz być najlepszy. Jestem dobry? Ale czy dostatecznie dobry? Ile pan zarabia miesięcznie? Promować! Reklamować! Czy to się nadaje na fejsa? Czym nie na to stać? Czy nie da się z tego więcej wyciągnąć?  Ile sprzedałeś w tym tygodniu? Na ile wystawić fakturę? Najlepszy, doskonały, wybitny.

Ile to ja ma lat? Leżę i nawet nie wiem, która to godzina. Czuję bardziej niż widzę morze. Czuję, że o mój policzek opiera się książka. Wiersze. Co poezja? Tak! Wiersze! Czuję ciepło. Spokój. Cisza. Bardzo przyjemna lekkość bytu. Mała senność. Słyszę w głośników: twoja ambicja zabija ciebie, ambicja to twój wróg, ja nie gram, ja nie przegram, bo nie mam żadnej ambicji, ambicja to twoja szalona religia… ambicja- szalona religia… Spałem.

dziennik pesymistyczny

Denerwuje mnie awizo

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 15

Osobiście nie przepadam za otrzymywaniem listów poleconych. Zawsze wzbudzają we mnie lęk. Dobrze, może zazwyczaj jest to strach nieuzasadniony, ale jednak coś w tym jest.  Z tej całej poleconej korespondencji która mnie denerwuje, szczególnie nie lubię dostawać listów, w których wymaga się ode mnie pisemnego potwierdzenia ich odbioru. Tak jak dla moich dziadków czy rodziców otrzymanie niespodziewanego telegramu stanowiło powód do wielkich stresów, tak dla mnie polecony jest czymś co przyprawia mnie o palpitację serca. Otwieram skrzynkę na listy, a tam leży i łypie na mnie swym białawym oczkiem kartka zwana awizo. Na niej listonosz zapisał wezwanie do stawienia się mojej osoby na poczcie, w terminie określonym, abym tam potwierdził własnym podpisem że list otrzymałem.

– Wrzuciłeś Grzesiu list do skrzynki, jak prosiłam?  – List, proszę cioci? List? Wrzuciłem, ciociu miła!  – Nie kłamiesz, Grzesiu? Lepiej przyznaj się kochanie!  -Jak ciocię kocham, proszę cioci, że nie kłamię! – z dzieciństwa pamiętam wiersz Juliana Tuwima o Grzesiu kłamczuchu i jego cioci. Teraz bez mojego podpisu ten co do mnie ten list wysyła za nic nie uwierzy, że go poczta dostarczyła a ja przeczytałem. Widać poczta państwowa dla niektórych jest jak Grześ kłamczuszek– jak nie ma na zwrotce mojego podpisu to jej nikt nie uwierzy, że list do mojej skrzynki  został dostarczony.

Boję się listów poleconych, bo one najczęściej przynoszą złe wieści. Jak wiadomo sztukę epistolarną kultywują u nas głównie instytucje, banki oraz wszyscy, którzy z jakichś powodów coś ode mnie chcą. Nikt kto chciałby przekazać mi najszczersze życzenia nie wyśle do mnie listu poleconego. Do mnie piszą tylko banki oraz urzędnicy państwowi i nie są to najczęściej miłe dla mnie listy. Uległem kiedyś namowom pani na poczcie i podpisałem umowę, że listonosz listy polecone będzie zostawiał dla mnie w mojej skrzynce pocztowej, ale oczywiście nie dotyczy to tej korespondencji,  w której wymaga się ode mnie potwierdzenia odbioru.

Przed weekendem zajrzałem do przegródki oznaczonej numerem mojego mieszkania, a tam już był ten złośliwiec czyli awizo. Było za późno aby natychmiast pobiec na pocztę i zobaczyć co tam nowego i złego jest w tym liście. Godzina -znacznie po osiemnastej -więc mój trud byłby daremny. W sobotę też nie miałem co próbować, bo poczta zamknięta. Pozostało mi więc rozmyślanie przez weekend o tym, co też ode mnie chcą instytucje które do mnie piszą listy.

W poniedziałek o ósmej rano stawiłem się karnie na poczcie i już po piętnastu minutach oczekiwania w kolejce przed okienkiem dostałem list polecony. Oczywiście pani urzędniczka spisała moje dane z dowodu osobistego a ja to, że to pismo dostałem, potwierdziłem w dwóch miejscach własnoręcznym podpisem. Drżącymi rękoma rozerwałem kopertę i wydobyłem kartkę papieru.  Rozłożyłem i przeczytałem…  że urzędnicy magistratu zapraszają mnie do siebie na spotkanie które odbyło się sześć dni temu. Faktycznie trzeba było to do mnie wysłać poleconym, za zwrotnym potwierdzeniem odbioru. Inaczej przecież za nic bym nie zdążył.