Jednostka niczym
Obserwując dyskusje nad kolejnymi zmianami w przepisach emerytalnych przypominałem sobie o moim znajomym, który czekał właśnie na ten dzień, w którym osiągnie ten upragniony przez niego wiek. Był już schorowany, ale jeszcze brakowało mu odpowiedniej liczby lat przepracowanych. Nie był jednak na tyle chory by w myśl przepisów państwowych dostać rentę. Liczył, więc na to, że odpocznie sobie na emeryturze. Takie miał on skromne marzenie, że już za pół roku przestanie przychodzić do pracy lub przynajmniej będzie miał możliwość wyboru czy chce nadal pracować czy może odda się innym zajęciom. Przez ostatnie lata pracy z nim, nie było dnia, by, choć raz nie wspomniał, że to już niedługo. Że już za kilka miesięcy. Każda dyskusja z nim na jakikolwiek temat schodziła w końcu na ten temat. Po prostu był bardzo zmęczony. Miał już dość, ale w myśl przepisów państwowych nie przysługiwała mu jeszcze emerytura. Musiał poczekać. Leczył się a dostęp do służby zdrowia jest, jaki jest, więc na każde badania czy wizytę u lekarza też musiał poczekać. Bo w naszym kraju trzeba nauczyć się cierpliwości. Nie można tak zwyczajnie iść do lekarza, bo u nas są zawsze przejściowe trudności, do których społeczeństwo musi się przyzwyczaić i przeczekać. Był więc cierpliwy. Płacił podatki i czekał. Liczył na to, że już za kilka miesięcy odpocznie po latach ciężkiej pracy. I co? I zmarł dwa miesiące, jeśli dobrze pamiętam, przed tą upragnioną datą, kiedy miał nabyć emerytalne uprawnienia. Nie doczekał. Całe życie odkładał teoretycznie na godziwą emeryturę, ale nie doczekał. Wczoraj przeczytałem w gazecie, że zmiany w systemie emerytalnym będą miały pozytywny wpływ na kondycję finansów publicznych. Tak podobno uważają pytani przez Polską Agencję Prasową ekonomiści. Dobrze. Ale czy będą miały taki wpływ miały na kondycję tych, którzy te emerytury dostają lub będą dostawać? Teoretycznie tak. Ale to tylko teoretyczne rozważania. Kilka lat temu podobne zapewnienia o długich wakacjach na wyspach kanaryjskich po przejściu na emeryturę słyszałem przy wprowadzaniu otwartych funduszy emerytalnych. I okazało się, że tamto nie było najlepszym rozwiązaniem. Teraz będzie lepsze. I pewnie to też nie jest ostateczne. W tej całej dyskusji nad zmianami bardzo mało jest człowieka, więcej jest finansów państwowych. Tak jakby jedno z drugim nie miało wiele wspólnego. Mnie nikt nie tłumaczy: nie bój się dostaniesz taka emeryturę, że nie będziesz się musiał o nic martwić. Raczej słyszę: nie licz na nic… dostaniesz grosze, bo państwo ma wieczne przejściowe trudności, ale płacić musisz, bo jesteś tego państwa obywatelem. Ja nie ma pewności czy cokolwiek dostanę. Nie mam pewności czy doczekam. Niczego nie jestem pewien. Poza podatkami oczywiście. – Proponujemy więc, aby równocześnie wprowadzić system dobrowolny, na początek dwa procent, potem trzy procent, a od 2017 roku cztery procent dodatkowego ubezpieczenia – tak mówi premier. Czyli rozumiem, że jeśli nie poradzę sobie sam, to nie mam co na nich liczyć? Coraz częściej odnoszę wrażenie, że jestem wykorzystywany, jako budulec i siła napędowa państwa, rozumianego jako zbiór urzędników. Mam pracować maksymalnie długo a potem szybko umrzeć, by nie obciążać finansów państwa. Już Majakowski pisał – Jednostka niczym, jednostka bzdurą.
