Nie pożyje se a juści!
W zamierzchłych czasach błędów i wypaczeń, czyli w państwie, które istniało tu gdzie teraz jest nasza ojczyzna mieliśmy często do czynienia ze zjawiskiem klęski, za które odpowiadały wredne rządy zachodnie. Jako obcy agenci w tych wojnach partyzanckich po naszej stronie żelaznej kurtyny czasami występowały na przykład owady. Przecież chyba każdy, kto choć raz słyszał o Polsce Ludowej musiał też słyszeć o stonce. Leptinotarsa decemlineata, czyli stonka ziemniaczana stała się pasiastym dywersantem, który na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku straszył dzieci i dorosłych. Ten wróg podstępnie zrzucony na polską ziemie przez siły wrogie wobec ustroju, na wiele lat stał się bohaterem plakatów, filmów i haseł propagandowych. Lata zimnej wojny z udziałem owadzich agentów odeszły w niebyt ponad dwadzieścia lat temu, ale wiara w zwierzęcego agenta przetrwała. I to nawet nie tyle w Polsce ile w krajach, w których nasz uroczy system PRLu nie dotarł nigdy. Na pustyni niedaleko miasta Hyall w Arabii Saudyjskiej, wylądował ranny sęp, który wzbudził podejrzenia Saudyjczyków. Ptak miał przymocowane urządzenie GPS z sygnaturą Uniwersytetu w Tel Awiwie. Część arabskich mediów błyskawicznie podchwyciła sensacyjną historię o wyszkolonym przez Izraelczyków sępie z Mosadu. Na nic zdały się zapewnienia izraelskiego ornitologa, który przekonywał, że ptak jest niewinny – Ten sęp nie został w Izraelu na sezon lęgowy, więc może to być ptak turecki, jordański, a nawet saudyjski. Ptak został internowany a jego losy nie są znane. No przynajmniej ja już nic więcej na jego temat nie wyczytałem.
U nas w kraju może nie ma już agentów na czterech łapach czy ze skrzydełkami i czółkami, ale głęboka wiara w szkodliwość wszystkiego, co żyje a nie jest człowiekiem jak najbardziej pozostała.
– Niech pani nie karmi tych gołębi! One potem zapaskudzą nam całe podwórko i zasrają samochody! To szkodniki! – krzyczała starsza pani na naszą wspólną sąsiadkę. Bo przecież nie na gołębie, które i tak po pierwszym słowie pani, wykrzyczanym z taką mocą, że umarłego by obudziły, poderwały się do lotu. – Na jaki samochód? – spytała spokojnie pani od karmienia gołębi. – Ten czerwony! To syna… znów cały będzie zasrany – wskazała ta krzycząca auto, zaparkowane dokładnie pośrodku trawnika. – Jak tak zaparkował to nie dziwne, że się ptaki mylą – odparła ta od gołębi. – Jak tak można szkodniki dokarmiać, skandal! – zakończyła definitywnie wymianę zdań przeciwniczka dokarmiania zatrzaskując okno, z którego wykrzykiwała swoje opinie na temat ptaków. Tak było na moim podwórku. A na świecie? Tam znów afera międzynarodowa, której głównymi bohaterami są zwierzęta. Kilka dni temu Arabskie media wielokrotnie powtarzały wypowiedź egipskiego gubernatora południowego Synaju, który oskarżył Izrael o zorganizowanie ataków rekinów na turystów.
A ja dziś rano widziałem w parku miejskim jak niewielkich rozmiarów piesek obszczekiwał ze znacznej odległości i bez specjalnego entuzjazmu wiewiórkę. Wydawał z dwa szczeknięcia na piętnaście sekund. Tak mniej więcej. Obserwowałem tę scenkę, bo to szczekanie psa na wiewiórkę, która i tak sobie z tego nic nie robiła spokojnie obgryzając to, co tam w zimę rudzielce w parkach obgryzają, wydawało mi się wielce zabawne. Tę sielankową scenę przerwał ryk tuż za moimi plecami. – Czy ten pies musi tak szczekać! Nie może go pan uspokoić?! Dziecko się denerwuje – wydarła się na pana z psem pewna „dama” spacerująca z dzieckiem po parku. Dodać należy, że zrobiła to na tyle głośno, by rzeczony pies przestał szczekać kuląc ogon pod siebie a za to dziecko, które trzymała za rękę tak się przestraszyło, że zaczęło wrzeszczeć jak opętane. – No niech pan zobaczy, co ten pański kundel narobił – darła się wniebogłosy pani, a jej dziecko jeszcze głośniej. Za to pies był tak przerażony, że właściwie to zaczął się czołgać po ziemi ciągnięty na smyczy przez równie silnie spanikowanego właściciela. – Jak można tak z psem do parku! – darła się w ślad za znikającym psem i jego panem zdenerwowana matrona przekrzykując zawodzenie dziecka. Pewnie, w jej świadomości świat jest tylko dla człowieka. A zwierzęta to w większości albo szkodniki albo agenci Mosadu. – Chłop żywemu nie przepuści! Jak się żywe napatoczy, Nie pożyje se a juści! – śpiewał Kazimierz Grześkowiak.
