Cześć, i do zobaczenia
Nikt tak nie potrafił wyjechać z bramy motorem jak on. Pamiętam jak po wielkiej, suto zakrapianej imprezie, Piotr postanowił, że pojedzie do domu, czy gdzie on się tam właśnie wtedy wybierał, motocyklem. – Słuchaj, nie rób głupstw, nie dasz rady, to niebezpieczne i po prostu głupie – starałem się go przekonać. – Słuchaj ten motor ma tyle w silniku mocy, że ja boje się na mim jeździć na trzeźwo – usłyszałem w odpowiedzi. Wszystkich tych których zaniepokoiło to co piszę czyli pijany na publicznej drodze spieszę poinformować, że nigdzie nie pojechał. Nie dał rady ujechać daleko… ale to z jaka gracją wypadł z podwórka kamienicy przez bramę napełniło mnie wielkim szacunkiem dla jego umiejętności oraz zdrowo przeraziło. Nigdzie nie pojechał, bo mu zabroniono. Nie wiem doprawdy, dlaczego zapamiętałem właśnie to wydarzenie z tysiąca innych jakie były udziałem jego i moim. Ale właśnie o tym pomyślałem jak dowiedziałem, że nie ma już Piotra wśród nas. Był przecież zawsze. Gdzieś tam w moim mieście była zawsze osoba, na którą można było liczyć. Przynajmniej ja tak o nim myślałem. Był człowiekiem, z którym uwielbiałem rozmawiać. Pamiętam dyskusje o muzyce i o życiu. I na zawsze zapamiętam ten jego wygłąd prawdziwego punka. Ja zapamiętałem tę jego pewność, że da radę i że nie dla niego są wszelkie zasady. Nie było dla niego rzeczy niemożliwych. Piotr nie przychodził na śluby, bo jak mawiał nie wierzył w instytucje małżeństwa. Ogólnie zawsze miałem takie wrażenie, że nie darzył szacunkiem żadnych instytucji państwowych oraz kontestował, tak zwany, porządek społeczny. On zrobił już bardzo dawno to o czym ja nadal tylko piszę lub mówię, czyli stanął z boku systemu. Przyglądał się temu naszemu wyścigowi szczurów z rezerwą i pewnym rozbawieniem. Pamiętam też jak na koncertach stał zawsze za mną i wyciągał mnie z kotłowaniny pod sceną. Był zawsze… a teraz go nie ma. Jak bardzo wielu z tych co odchodzą za wcześnie. Kilkanaście dni temu widziałem Piotra jak przechodził po drugiej stronie ulicy. Nie zauważył mnie a mnie nie chciało się za nim gonić. Pomyślałem, że przecież i tak spotkamy się, jak zawsze, gdzieś w przelocie na ulicy, że znów będzie mi opowiadał swoje przygody. Wtedy nie miałem dla niego czasu … Nie zawołałem za nim gdy znikał za rogiem ulicy. A teraz żałuję. Bo już tego nigdy nie zrobię. To smutne że nasza młodość odchodzi w ten sposób. Tak znika. – Czy nikt nie będzie pamiętał o tamtych czasach? O tych imprezach, koncertach, numerach różnych. O tym jak potrafiło być kupę śmiechu z niczego? Jak żyło się w młodości tak jakoś inaczej – spytał mnie kolega. No i co tu mu odpowiedzieć? Świat jakoś tak sparszywiał. Inna jest teraz jakość naszego życia. Ale czy lepsza?- Ty pamiętasz, i ja pamiętam, to dużo… i punki my pamiętamy to tamto będzie żyło i on będzie żył – odpowiedziałem. Ale czy w to uwierzyłem? Czy on by uwierzył? Pewnie by się śmiał ze mnie, że się tak roztkliwiam. Więc powiem mu na koniec to, co zawsze mówiłem jak się rozstawaliśmy – Cześć, i do zobaczenia.
