Ideał jest w bruku

Obublikował pavvel dnia

– Nie dziwi Cię to, że tę drogę naprawiają kilka razy w roku – spytał mnie kolega, gdy tak siedzieliśmy sobie dobre kilka minut w samochodzie obserwując robotników. A dokładnie przyglądaliśmy się pracy wielkiej maszyny, która w huku i w znoju zdzierała asfalt. Siedzieliśmy to dobre określenie, bo przecież, choć byliśmy w aucie, to się nie poruszyliśmy nawet na minimetr, bo nie dało się tego zrobić przez remont drogi. Mną, jak i zapewne innymi kierowcami targały w tym korku ambiwalentne uczucia. Bo to niby dobrze, że remontują, ale czy muszą to robić w czasie największego natężenia ruchu? – Pewnie muszą skoro to robią – filozoficznie skomentował mój współtowarzysz.  Nasz samochód stał w korku a my dyskutowaliśmy nad zadziwiającą rzeczą, jaką jest nietrwałość asfaltu występująca w naszym kraju. Jak przekonywał mnie mój kolega nawierzchnia dróg u naszych bliskich sąsiadów z zachodu Europy ma wytrzymałość obliczoną na dwadzieścia pięć lat. A tu kilkaset kilometrów dalej na wschód nie da się wykonać drogi, która przetrwałaby w całości jeden sezon bez generalnego remontu. Prawdziwa zagadka. Gdy tak rozmawialiśmy sobie o rzeczach nadprzyrodzonych, maszyna skończyła swą pracę i odjechała. A naszym oczom ukazał się widok pięknej lśniącej, w miarę równej nawierzchni drogi.  W słońcu mieniła się jezdnia ułożona z pięknie dopasowanych kamiennych kostek, którą do tej pory skrywał czarny i wiecznie popękany asfalt. To było dzieło drogowców, którzy ułożyli ten bruk prawie sto lat temu. – Jakie to równe – zdołałem tylko wyksztusić, bo widok równej nawierzchni drogi w tym miejscu był dla mnie zbyt mocnym przeżyciem.  – Równe i nie ma dziur, zdecydowanie lepsze niż ten nowoczesny asfalt – mój znajomy był równie zachwycony i zadziwiony jak ja.

Faktycznie, maszyna zdarła dziurawą nawierzchnię na długości kilkunastu metrów. Tam gdzie wcześniej było to czarne i wiecznie dziurawe… teraz pojawiła się równa jezdnia.  – Niech oni lepiej już nic z tym nie robią – usłyszałem głos kolegi. – Pewnie, niech zostawią jak jest – powiedziałem.  – Ci specjaliści od dzwonków gazowych znów wszystko zepsują – dodałem.  Przecież widać było gołym okiem, że po zdarciu asfaltu powierzchnia drogi może nie była idealnie równa jak asfalt minutę po jego ułożeniu, ale była przynajmniej cała. Bez dziur. A to zdecydowanie lepsze niż nowoczesny asfalt stosowany w tym miejscy z marnym skutkiem od lat. W dawnych wiekach to potrafili robić drogi, ale potem człowiek nauczył się organizować przetargi na remonty dróg i mamy jak mamy, czyli wieczne remonty ulic, dopiero, co oddanych do użytku.. Przypomniałem sobie, że przed moim biurem też jest taka nawierzchnia. Kilka lat temu zerwano w centrum miasta nowoczesną nawierzchnie i ktoś wpadł na pomysł, żeby tak zostawić. Jako widoczny znak minionych czasów. Konserwator zabytków wydał odpowiednie rozporządzenie i została na tej ulicy brukowana jezdnia. Od tego czasu, a było to dość dawno, nie pamiętam żeby ktoś tam coś na tej drodze naprawiał. A może tak zerwać asfalt wszędzie tam gdzie pod spodem została stara kamienna nawierzchnia? Może to jest pomysł na poprawę jakości naszych dróg? Napłynęły mi do głowy takie swoiste wnioski racjonalizatorskie.  Po prostu wrócić to tego, co było. Nie, to niemożliwe. Tak się nie da. Popadłem szybko w przekonanie o niemożliwości takich działań. Przecież ilu ludzi straciłoby pracę a kilku nawet pieniądze. Bo, na tych przetargowych, wiecznie remontowanych ulicach, zbyt wielu zarabia. A mogło być tak pięknie. Równo, bez dziur i pęknięć i to tego historycznie…