No skąd ja wezmę, jak nie mam?!

Obublikował pavvel dnia

Opowiadał mi znajomy, który ostatnio stracił pracę, że zarejestrowanie się, jako bezrobotny w moim prowincjonalnym mieście to prawdziwe wyzwanie. Autentyczny bieg z przeszkodami.Aby zostać bezrobotnym z papierem, bo jak wiadomo papier jest w Polsce najważniejszy, trzeba udać się do urzędu wcześnie rano. Ale to dla kolegi żaden problem, bo jako nie posiadający stałego zatrudnienia, ma przez to więcej czasu. Jak w każdym biegu z przeszkodami i na orientację trzeba dysponować numerem startowym. W tym przypadku mój znajomy musiał posiąść papierek z numerkiem uprawniający go do rozmowy z urzędniczką. Zjawił się on mroźnym świtem przed drzwiami urzędu pracy w chwili, gdy zgromadzony tłumek petentów ruszył biegiem korytarzami do automatu wydającego numerowane papierki ustalające kolejność wizyty przed okienkiem. Mój kolega to jednak żaden tak wyczynowy sportowiec, więc zajął przykrą pozycję w piątej dziesiątce. To pewnie taki test na bezrobotnego, który musi się wykazać tężyzną fizyczną i znacznym refleksem. Bo jak potencjalny człek bez pracy zjawi się godzinę po rozpoczęciu pracy przez urzędników, to odejdzie z kwitkiem. To znaczy bez kwitka, bo numerki kończą się bardzo szybko. Kolega miał szczęście.Był pięćdziesiąty trzeci. Dobry wynik zważywszy, że trzydzieści minut później automat z numerkami informował już kandydatów na bezrobotnych o braku kolejkowych numerków. Wydał siedemdziesiąt i szlus. Koniec. – Potem miałem test na cierpliwość – opowiadał kolega. Przez trzy godziny obserwował wyświetlacz,na którym w żółwim tempie zmieniały się cyfry informujące, na kogo teraz kolej przy urzędniczym okienku. Jak już miał nadzieję, że teraz on, okazało się, że jest trzydziestominutowa przerwa w pracy urzędników. 

Postanowił kolega ten czas spożytkować na sprawdzenie czy i jak można skorzystać z aktywnej formy walki z bezrobociem. A że miał w planach założenie działalności gospodarczej to po wielu trudach i biegu na orientację po korytarzach dotarł do w końcu miejsca gdzie… niczego się nie dowiedział. – Ale czego Pan chce konkretnie – wrzasnęła na niego urzędniczka? – A, bo ja… ja chciałbym się dowiedzieć – wymamrotał znajomy. – Informacja na parterze – ryknęła pani.Niestety w informacji też był tłum i do tego kończyła się urzędnicza przerwa. Wrócił,więc mój znajomy do kolejki, aby zarejestrować się jako bezrobotny z uprawnieniami.Obok na krześle ktoś zostawił gazetę. Znajomy sięgnął po nią i jego uwagę przykuł artykuł – Bezrobotni w tym roku naprawdę mają powody do zmartwień.Urząd ma mniej pieniędzy na aktywne formy walki z bezrobociem. W ub. r. przeznaczył na ten cel 70 mln zł, w tym roku będzie to 11 mln zł. I jeszcze nikt z nich nie skorzystał – PUP nie wysłał nikogo na staż, nikt też np. nie otrzymał pieniędzy na stworzenie nowego stanowiska pracy – przeczytał w lokalnej prasie. Dowiedział się też, że urząd nie ma decyzji finansowej z ministerstwa pracy i polityki społecznej w sprawie pieniędzy na dofinansowania.Oraz tego, że dyrektor urzędu nie może opłacać żadnych działań na kredyt. Od początku roku urząd pracy w moim prowincjonalnym mieście nie wydał ani złotówki na aktywne formy walki z bezrobociem. – No tak – pomyślał kolega – ja tu rejestruję się i pragnę aktywnie ze swym bezrobociem powalczyć, a tu proszę. Pewnie dlatego urzędnicy robią takie trudności z rejestracją. Bo potem, taki zarejestrowany bezrobotny, jeszcze wpadnie na pomysł dofinansowania a przecież pieniędzy nie ma. A tak jak nie dostanie numerka kolejkowego to może się zniechęci. – Cham się uprze i mu daj. No skąd ja wezmę, jak nie mam?! – Jak powiedział szatniarz do swego kierownika w pewnym polskim filmie. Skąd wezmą urzędnicy jak nie ma decyzji finansowej z ministerstwa pracy i polityki społecznej,czyli od innego urzędnika.