Nie palcie kuźwa komiksów!
Wczoraj media przez cały dzień atakowały mnie informacją o tym, że polska ambasada w Berlinie wraz z Ministerstwem Spraw Zagranicznych wydały wspólnie zawierający wulgaryzmy komiks zatytułowany „Chopin New Romantic”, który miał promować Polskę oraz muzykę Chopina wśród Niemców. Ale nie będzie, bo został ukarany uwięzieniem w magazynie za używanie brzydkich wyrazów. Ileż to było politycznego oburzenia na o, że autor powarzył się w swoim dziele użyć słów, które są powszechnie w Polsce używane, choć rzeczywiście można uznać je za wulgarne. Ostatnio wyczytałem w gazecie, że naukowcy badający naszą językową rzeczywistość są zdania, że można spokojnie stworzyć słownik polszczyzny rzeczywistej, składający się zaledwie z czterech wyrazów. Za to takich bardziej dosadnych, i występujących w trzystu pięćdziesięciu konfiguracjach. Fakt, sam znam osoby, które za pomocą jednego słowa na k… mogą opowiedzieć długą i zajmującą historię. Bo taka jest Polska mowa powszechna czy to się nam podoba czy nie. Pewnie, że może to nie najlepsza promocja roku Chopinowskiego, ale to przykład tego, że u nas czytelnictwo książek, w tym komiksów, jest na bardzo niskim poziomie. Niewielu u nas czyta. Czego przykładem jest właśnie to wydarzenie. Jeśli urzędnikom odpowiedzialnym za wydanie trzydziestu tysięcy euro na druk tej książki nie chciało się jej wcześniej przeczytać, to chyba nie można mieć pretensji do autora komiksu,tylko do tych, którzy nie czytali a pieniądze wydali. Mnie bardzo rozśmieszyli politycy, którzy biadolili na temat zawartych w tym wydawnictwie wulgaryzmów. Tak jakby nigdy ich nie słyszeli. – Ja bardzo dużo czytam, odświeżam umysł i kur… będę jak brzytwa – to fragment rozmowy byłego premiera Józefa Oleksego z Aleksandrem Gudzowatym. Czyli jednak nie tylko w komiksach jest takie słownictwo. – Jaki kolor ubrała jeszcze, kuźwa! – To już wypowiedź posła Węgrzyna na temat stroju Marzeny Wróbel, posłanki PiS. Takie inwektywy w wypowiedziach publicznych też, jak widać się zdarzają, więc skąd takie święte oburzenie na to, że autor komiksu używał wulgaryzmów w swoim dziele. Tam wypowiadały się w dosadny sposób postacie fikcyjne a przykłady przyszły z życia realnego. Choćby tego politycznego. Przed jednym z posiedzeń rządu pani minister pracy Jolanta Fedak rzuciła do ministra rolnictwa i partyjnego kolegi Marka Sawickiego swojskie „spierdalaj”. Czyli zdarza się wszystkim. Nawet kobietom u władzy. Bo taka jest nasza współczesna mowa. Nie najlepszy jest pomysł, aby ten komiks trafił do szkół, ale może warto, zamiast go zmielić czy spalić po prostu wprowadzać go do obiegu. Niech to, czy to jest dobre czy złe wydawnictwo zweryfikuje rynek. Bo zapowiedzi o tym, że książka zostanie na przykład spalona źle mi się kojarzą, gdy w jednym zdaniu występuje niszczenie książek i Berlin.
