Kapelusz emerytalny

Obublikował pavvel dnia

Widziałem jak w telewizjilekarz państwowej służby zdrowia dziękował orkiestrze świątecznej pomocy za wsparcie,bo – jak wyznał dziennikarzowi – bez tej pomocy ich szpitala nie byłoby stać natak drogi i nowoczesny sprzęt ratujący życie. – Może kupi pan cegiełkę przeznaczoną na leczenie ciężko chorego dziecka– zaczepiła mnie wczoraj pani na ulicy. Ogłoszenia, w których ktoś prosiczytelników o wsparcie w walce z chorobą są w prawie każdej gazecie.  – Może kupi pan krzyżówkę, z której dochódprzeznaczony jest na pomoc chorym dzieciom – zagadnęła mnie dziś rano pani naulicy. I takie pytania zadawane mi są prawie każdego dnia. Tydzień temuodwiedziła mnie w domu pani zbierająca datki na hospicjum. Za każdym razemwyciągam portfel i staram się pomóc jak mogę. Nie zawsze mogę wspierać takieakcje dużymi kwotami, bo mnie na to po prostu nie stać, ale zawsze staram sięwygrzebać przynajmniej złotówkę czy dwie. Zgodnie z artykułem sześćdziesiątym ósmympolskiej Konstytucji każdy z nas ma prawo do ochrony zdrowia. Obywatelom,niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równydostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Todlaczego płacąc bardzo wysokie podatki mam nieodparte wrażenie, że jeślispołeczeństwo w zbiórkach nie będzie wspierać służby zdrowia, to nasze szpitaleco najwyżej będzie stać na leczenie dobrym słowem. Gdzie są pieniądze z naszychpodatków? Gdzie jest to, co mam konstytucjonalnie zagwarantowane? Ostatnio mojaznajoma miała kłopoty z oczami. Po tym jak powiedziano jej, że na wizytę ulekarza będzie czekała ponad miesiąc postanowiła za poradę lekarza okulistyzapłacić sama. Nie miała jednak pieniędzy, bo koniec miesiąca, więc wsparła jąfinansowo rodzina.  Może wprowadzićpowszechną zasadę zbieractwa. W znaczeniu pozytywnym.  Żadne tam żebranie, ot jednym z nas, tymzaradnym i tym u władzy powodzi się lepiej, to niech wspomogą tych, którym jestnie tak dobrze jak im. Nauczyciele przeprowadzaliby zbiórki wśród rodziców iuczniów na własne pensje oraz na działalność szkoły. Pacjenci przed wizytąlekarza sprzedawaliby na ulicach cegiełki na własne leczenie.  Przed odjazdem pociągu konduktor zebrałby, cołaska na paliwo lub prąd do lokomotywy. A emerytury? No cóż może już terazzacznę wieczorami wystawać na rogu ulicy z kapeluszem w ręku zbierając naprzyzwoitą emeryturę? Bo wiem, że państwo mi jej nie zapewni. I tak rośnie namrzeczpospolita żebracza. Na tych co rządzą nie ma co liczyć.