Z woli wyborców… tak, ale ilu?

Obublikował pavvel dnia

W tabloidach jest takizwyczaj, że przy imieniu i nazwisku bohatera tekstu prawie zawsze podawany jestjego wiek. – Genowefa  Pipszycka,  lat 35 – tak to mniej więcej wygląda. Wczorajprzeglądając wyniki wyborów wpadłem na taki, może i dziwny, ale dla mniecałkowicie racjonalny pomysł. Zastanawiałem się ile głosów wyborców potrzeba dozdobycia mandatu posła na sejm? A może tak, dobrze by było podawać przynazwiskach posłów liczbę głosów wyborców, którzy udzielili im poparcia? Tak dlajasności. Sprawdziłem. Taki pan Zbigniew z prawych i sprawiedliwychpotrzebował, żeby dostać się do parlamentu dwadzieścia dziewięć tysięcydwieście dwadzieścia trzy głosy. Wydaje się dużo i zapewne nie jest to mało,ale jeśli popatrzymy na ogólną liczbę uprawnionych do głosowania, to nie jestto już takie imponujące.   Pan poseł MarekSuski, z tego samego ugrupowania, aby znów zasiąść w sejmie potrzebowałpoparcia siedemnastu tysięcy dwustu pięćdziesięciu jeden osób.  Czyli można przyjąć, że reprezentuje on tylkoich, bo tylko ich zdołał przekonać do siebie a jest przecież posłem z tegomiasta. Ja wiem, że pewnie jest jeszcze jakaś bliżej nieznana liczba osób,którym podoba się ten czy drugi poseł, ale co zrobić, nie wiem ile to jestludzi, tak naprawdę to ja tylko wiem, że głosowało na niego siedemnaścietysięcy dwieście pięćdziesiąt jeden osób. Czy nie dobrze by było wiedzieć, tak, na co dzień, że pani Marzena zprawych i sprawiedliwych zdołała przekonać do siebie 11 738 wyborców, auprawnionych do głosowania można liczyć w setkach tysięcy. Pani Ewa z platformyzdobyła czterdziestu jeden tysięcy pięciuset pięćdziesięciu czterech wyborców.Dobra liczna grupa, ale to nadal lekko ponad czterdzieści tysięcy. A z pewnegoruchu poparcia wystarczyło poparcie siedmiu tysięcy ośmiuset dwunastu wyborców.I już jest się posłem. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, serdecznie gratuluję tym,co zdołali do siebie przekonać mieszkańców mojego miasta do poparcia ich wwyborach. Mnie tylko chodzi o to żeby stale im przypominać, że to nie naród wswej milionowej liczbie ich wybrał, ale raczej tysiące i to z jednego miasta naprowincji. Tak dla pokory. Według nieoficjalnych danych z państwowej komisjiwyborczej w Warszawie na premiera głosowało ponad trzysta sześćdziesiąt tysięcyosób. Sporo? A na szefa największej partii opozycyjnej głos oddało około studziewięćdziesięciu sześciu tysięcy wyborców. Też dużo. Ale na przykład ministerfinansów zdobył jedynie nieco ponad dziesięć tysięcy. U nas jest taki zwyczaj,że polityk często utożsamia się z narodem. – My Polacy, chcemy … – słyszę, copewien czas. – W imieniu moich wyborców – mówi to jeden to drugi poseł. Częstotak bywa, że politycy powołują się na wolę ludu, na wyborców. Dlatego chybadobrze by było wiedzieć ilu to wyborców tak naprawdę na nich głosowało. Z ilukonkretnie ludzi składa się ta „wola ludu” czy „ my naród”, na który się takczęsto powołują.