Nowa praca powyborczej sierotki
Po każdych głosowaniach, po tym jak już naród (choć trafniej jest powiedzieć, że tylko część narodu) w swej wielkiej mądrość wypowie się co do tego kto ma nim rządzić zaraz pojawiają się takie powyborcze polityczne sierotki , co to straciły posadki posłów, senatorów czy radnych. Liczna grupa takich, co to z woli głosujących nie załapała się do sejmu i teraz muszą żyć jak zwyczajni szarzy ludzie. W tej grupie są tacy, którzy samodzielnie znajdują swoje miejsce w nowej dla siebie rzeczywistości, ale są też tacy co liczą na tych, którzy pozostali u władzy. Na kolegów co to pomogą im utrzymać się u steru władzy lub przynajmniej w jego pobliżu. Polityczne sierotki powyborcze liczą, że znajdzie się dla nich godne zajęcie. A co może być dla nich godniejsze niż dalsze pozostawanie na świeczniku lub w jego pobliżu. No może nie na najwyższych szczeblach drabiny władzy, ale z pewnością w górnych jej rejonach. Nie inaczej było i w moim mieście. Pewien poseł, niestety, dla niego oczywiście, nie przeszedł wyborczej weryfikacji. Nie zdobył zaufania wśród tych co głosowali. Przepadli nie zostali nominowani do sprawowania władzy, ale koledzy o nich nie zapomnieli. – Przecież to osoby bardzo wartościowe, należy zagospodarować ich doświadczenie – słyszę od różnych przedstawicieli władzy którzy chcą nieść pomoc tym którzy zostali bez poselskich diet. Z lokalnej gazety dowiedziałem się, że pewien pan co to chciał zostać ponownie posłem, ale niestety wyborcy postanowili inaczej, znów powrócił na rynek pracy. To zdecydowanie zła wiadomość, bo w moim mieście panuje duże bezrobocie sięgające dwudziestu procent , więc kolejny bezrobotny nie jest dobrą wiadomością dla społeczeństwa. Ale z lokalnych gazet dowiedziałem się też i to już kilka dni po wyborach, że partyjni koledzy nie dadzą zginąć tej powyborczej sierotce. Co dnia słyszałem nowe wieści o tym, gdzież to wyląduje ten którego naród nie wybrał pewnie ze złośliwości. I doczekałem się! Tak, nie dali mu zginąć w męczarniach bezrobocia. Partyjni koledzy, którzy na szczęście dla byłego posła są u władzy w mieście, znaleźli godne miejsce dla byłego posła. Pan były parlamentarzysta będzie teraz sprawować funkcję doradcy prezydenta mojego miasta do spraw osób wykluczonych i organizacji pozarządowych. Czyli całkiem nowe, bo nie istniejące do tej pory stanowisko w magistracie. Zdaniem włodarza miasta, posiadane przez niego „doświadczenie i wiedza gwarantują głębokie i wszechstronne zajęcie się problematyką osób wykluczonych i organizacji pozarządowych w Radomiu.” Fakt, przecież w końcu przez te kilkadziesiąt dni które minęły od wyborów, żył były poseł w ciągłym zagrożeniu bezrobociem i jak nic czuł się wykluczony, więc się zna jak nikt inny . Szanowni Czytelniczy, życzę wam z całego serca aby gdy was będą kiedyś zwalniać z pracy wasi koledzy też postarali się o to, aby stworzyć dla was specjalne stanowisko pracy. Życzę wam aby ktoś docenił tak bardzo wasze „doświadczenie ” że nie zostaniecie sami, bez pomocy, na bezrobociu. Oczywiście tacy koledzy muszą się znaleźć w jakimś państwowym lub urzędniczym interesie, bo tam można dowolnie mnożyć stanowiska. Jakby szło o prywatne pieniądze to nie sądzę żeby nawet prezydent mojego miasta był skłonny do płacenia doradcy który nie przeszedł wyborczej weryfikacji. Ale to przecież nie to samo. To inne pieniądze i łatwiejsza przyjaźń.
