Idziemy w mrok
Idziemy w mrok, cały czas wymachując flagami. Staramy się rozjaśnić mrok przy pomocy trzymanych w dłoniach pochodni, ale na niewiele się to zdaje. Co chwila złowróżbny mrok rozświetlają płomienie wzniecone przez to, co nazwano na cześć pana Mołotowa. Idziemy smagani batami tych co wydają rozkazy,oraz tych co szepczą nam do ucha podpowiedzi jak i gdzie iść. Gdzie będzie nam lepiej, czyli tak jak to sobie oni wyobrażają. Idziemy spychani tarczami ciężkozbrojnych najemników z pałkami w rękach. Oczy bolą od dymu i gazu. Chłód listopadowej nocy przenika mokre od wody ubranie. Idziemy pod narodowymi flagami w noc nieznanego, ale chyba już przewidywalnego nowego ładu. W mrok nowego tytana, idziemy pod pomniki nowego boga pieniądza składać mu hołdy. I choć nie wszyscy tam byli, to mam wrażenie, że zbiorowo zmierzamy do nowego zamordyzmu. A będzie jak w starych legendach, bo na świecie mimo tego, że historia ma nas uczyć to się też powtarza. Może się mylę, – Boże spraw żeby tak było – a może tak jest, że ktoś tym pogrobowcom dawnych ideałów wmówił,że dobrze jest coś podpalić i coś zniszczyć i kogoś pobić w imię nowego ładu i narodowych ideałów. Mam wrażenie,że ktoś skryty w mroku z dobrze w swym mniemaniu pojętego państwowego obowiązku chciał walk na ulicach. Chciał tego co się stało aby móc powiedzieć: patrzcie co narobili gdy my w swej dobroci dajemy im tyle wolności. I po co to wszystko było? Dlatego, żeby mieć pretekst do wprowadzenia praw, które w przyszłości nie pozwolą wyjść na ulice tym, którzy upominać się będą o swoje prawa? Bo czas jest taki, że tym co u władzy zaczyna się ta ich władza wymykać z rąk i póki ona jeszcze jest przy nich, chcą przy zachowaniu prawa wprowadzić zmiany w tymże prawie takie,które dadzą im moc powstrzymania rozruchów i fali niezadowolenia. System który miał być rajem na ziemi teraz chwieje się w posadach i ci którzy posiadają obawiają się tych, co nic nie mają. Państwowa demokracja obawia się zarazy, która przywędrowała ze stron, gdzie przed wiekami prawdziwa demokracja powstała. Obawiają się, bo dobrze wiedzą, że ich demokracja to tylko fasada, za którą jest władza i bogactwo dla niewielu, a nędza i cierpienia dla wielu. Dlatego jak w bajkach, jest tu ten Zły, co podszeptuje wiejskiemu głupkowi aby podokazywał. I jest ten dobry i prawy król, co przywraca ład i porządek i choć ten, co podszeptuje głupkowi jest na pańskim wikcie, to wszyscy udają że on nie istnieje. Że go nie ma i że nigdy gonie było. Pan nad nami, chwilę dosłownie po zamieszkach w swej stolicy zlecił swym sługom prace nad znalezieniem rozwiązań, które – bez zmiany konstytucji co jest znamienne – nowelizowałyby prawo o zgromadzeniach. Pomniejsi panowie u władzy opracowali w tempie nadzwyczajnym i godnym lepszej sprawy propozycje zmian w przepisach o zgromadzeniach; wieczorem rozwiązania te przekazano panującemu. – Służby postępowały zgodnie z prawem, które w moim odczuciu jest zbyt liberalne. Dwadzieścia dwa lata temu została uchwalona taka ustawa, po reakcji na system komunistyczny, kiedy manifestacje były zakazane i nielegalne. Jest to chyba najbardziej liberalna ustawa w Europie – powiedziała pani panująca w stolicy królestwa. Widać ktoś chciał zmian i potrzebował dobrego pretekstu. Idziemy więc w mrok.
