Domniemania posiadania

Obublikował pavvel dnia

– Nie mam w już domu telewizora – powiedziała moja koleżanka z dumą w głosie. A oznajmiła to w taki sposób jakby mi oświadczała, że zdjęto jej z nóg kajdany albo zwolniono ja z więzienia, gdzie miała odsiadywać dożywocie.

Pomyślałem o sobie. Ja zdecydowanie jestem z „telewizyjnego pokolenia” – słyszałem to określenie … No tak zgadliście… Usłyszałem to w telewizji, bo najwyraźniej jestem klasycznym przedstawicielem tej generacji.  Czyli wynika z tego, że ja jednak jestem skazany na dożywocie z telewizorem. – A ja właśnie zastanawiam się nad wymiana telewizora na nowy, na lepszy, większy – powiedziałem. – Jesteś niereformowalny – fuknęła na mnie koleżanka z wyższością. Mam takie szczęście, że od kilku lat spotykam coraz więcej takich ludzi, którzy z wyraźna dumą w głosie informują mnie, że pozbyli się ze swojego domu odbiornika telewizyjnego.

Ci telewizyjni wyzwoleńcy informują mnie, i każdego, kto chce ich słuchać, że się uwolnili – wyzwolili od zła. – Teraz mam znacznie więcej czasu – wyznała koleżanka, która radykalnie odcięła się od kontaktu z telewizyjnym ekranem.  – Sprzedałam tego złodzieja czasu i teraz czuje się taka wolna. Mam czas na książki, na spacery… – ciągnęła w uniesieniu. Ileż ja razy to już słyszałem. Iluż to ja spotkałem takich wyzwolonych od telewizji. Choć ostatnio pojawili się też tacy, co nie posiadają telewizora, ale nie gardzą telewizją, bo wybrane programy oglądają na ekranie komputera.

Całkowicie ich rozumiem. Ja też coraz częściej uzupełniam to, czego nie dostaje w programie telewizyjnym o pozycje dostępne w internecie. – I nie będę musiała płacić abonamentu – rzekła koleżanka używając tej wypowiedzi, jako argumentu, który ostatecznie miał przekonać nieprzekonanego, czyli mnie. Wiadomo, kryzys, oszczędność… tędy mnie chciała zajść. Ale się nie dałem. Przypomniałem sobie, że czytałem gdzieś, że przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji ma nową pomysł jak doprowadzić do pełnej ściągalności abonamentu.  Nowa koncepcja ma być oparta na założeniu, że każde gospodarstwo, do którego jest doprowadzona elektryczność, ma możliwość odbioru programów radiowych i telewizyjnych.

Nie wiem, może się mylę, ale wygląda na to, że urzędnicy przyjęli zasadę domniemania posiadania odbiorników. Czyli masz prąd… to jak nic posiadasz też telewizor, a już w ostateczności radio albo komputer, przez który coś oglądasz. Czyli sprawiedliwie będą płacić tacy, co posiadają wielkie ekrany i ci, co nie posiadają telewizji. Bo jak tu siedzieć przy świecach, tak bez prądu, z którego zrezygnowaliśmy, aby udowodnić ostatecznie, że telewizji nie posiadamy.

– Wyłącz też prąd, wtedy urzędnicy przyjmą założenie, że nie masz też telewizora, bo teraz, choć nie masz odbiornika TV, to mogą domniemywać, że jednak go posiadasz, choć nie posiadasz- poradziłem.  Można przyjąć założenie, że trudno będzie udowodnić urzędnikom, że się go nie ma, jeśli nie zrezygnuje się też z prądu.  Teraz żeby uwolnić się od telewizji trzeba będzie przyzwyczaić się do życia bez elektryczności. Tego to ja nawet w telewizji nie widziałem.