… no gorzej niż zbrodnia.
Taka już jest ta nasza narodowa specyfika, że zasadniczo, prawie każdego dnia jest u nas jakaś rocznica. A jak nie rocznica, to dzień pamięci lub święto państwowe, międzynarodowe, świeckie lub kościelne. Zawsze coś tam w kalendarzu jest zaznaczone i trzeba dokładnie sprawdzić, co tam na dziś przypada i to zaraz po przebudzeniu, żeby się upewnić, dostosować i nie popełnić niezręczności albo czegoś gorszego.
Trzeba być bardzo ostrożnym. Ja nie byłem. No i popełniłem niewybaczalny… błąd, przynajmniej w ocenie niektórych. Choć nie widziałem w moim zachowaniu nic nagannego, to z pewnością znalazłoby się paru takich, którzy w tym, co zrobiłem, wynajdowaliby znamiona mojej pogardy dla narodowych symboli, pamięci oraz historii narodu. Żyłem sobie w nieświadomości popełnionych zbrodni aż do chwili, w której przeczytałem, że pewien minister popełnił błąd, bo w pewną rocznicę udał się z wizytą w miejsce, w które w taki dzień wybrać się, jak się okazuje nie wypada. – To gorzej niż zbrodnia – to błąd – takimi słowami pewien poseł prawy i sprawiedliwy skomentował obecność wspomnianego ministra, trzynastego grudnia w Moskwie.
A była to trzydziesta, okrągła rocznica. Zamarłem w przerażeniu… Ja, co prawda cały ten dzień przebywałem w biurze i oczywiście trzymałem się z daleka od Moskwy, ale… jeśli nie wypada tego dnia bywać w Moskwie, to może też niemile jest widziane inne działanie czy czynności związane z Rosją? – Symbolem tego jest po pierwsze wystąpienie ministra Sikorskiego w Berlinie, a po drugie obecność pana ministra Sikorskiego w Moskwie w dniu trzydziestej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Polsce – powiedziała pewna pani poseł, oczywiście też prawa i sprawiedliwa. W Berlinie nie byłem już kilka lat, będę musiał uważać jak będę się wybierał, żeby moja obecność w tym mieście nie okazała się dla kogoś symboliczna w sposób negatywny.
Trzeba uważać na rocznice, bo jakże symboliczna mogłaby się stać moja wizyta w Berlinie pierwszego września? Co do ministra w Moskwie, to ja, jak już pisałem, do Moskwy nie pojechałem, ale tego dnia spożyłem coś, jak zauważyłem ze zdziwieniem, co dla niektórych mogło okazać się, co najmniej symboliczne.- Chciałbym się obronić przed zarzutem zbrodni, jakobym w dniu trzynastego grudnia – rocznicę stanu wojennego, ale także traktatu lizbońskiego, miał przebywać w Moskwie – powiedział minister od spraw zagranicznych. -Rzeczywiście, wyleciałem z Warszawy w dniu trzynastego grudnia, ale ze względna różnicę czasu „plus trzy” wylądowałem po północy – dodał.
Ja widać musiał się minister tłumaczyć. Ja mam mniej na swoje usprawiedliwienie. Ja już trzynastego wczesnym wieczorem zostałem przez mojego podstępnego kolegę poczęstowany pierwszym kieliszkiem ROSYJSKIEJ wódeczki a ostatni wypiliśmy po północy. Czyli ja, choć tylko zwykłym szarakiem jestem a nie ministrem, to zgodnie z logiką posła cytowanego wcześniej, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, rosyjską wódkę piłem kieliszkami… Całe szczęście, że nie szklankami jak Rosjanie, bo to by dopiero było symboliczne i zbrodnicze. Dobrze, że dla pani poseł nie jestem żadnym przeciwnikiem politycznym, bo jak nic mój czyn okazałby się dla niej zapewne symboliczny. Rosyjską wódkę w taki dzień… Tak, jestem pełen samokrytycyzmu… no, błąd … no… gorzej niż zbrodnia.
