Bo naklejka była za duża …
Tak się czasem zdarza,że nie mam innego wyjścia jak udać się na pocztę. Piszę tak dlatego, że staramsię unikać takich wizyt jak ognia, bo wiem, że choć wybieram różne pory dnia,to zawszę trafię na kolejkę. Tak już po prostu mam. I zdecydowanie winny jestmój pech, bo przecież nie instytucja państwowa z takim dorobkiem i z takimitradycjami. Jak już wspomniałem tak się czasem dzieje, że zacytuję klasyka, że choćbardzo nie chcę, to jednak muszę… bywaćna poczcie. Jak tylko otworzyłem drzwi, oczywiście z głośnym skrzypnięciem, odrazu moim oczom ukazała się ogromna kolejka. Miałem już list w kopercie, a żemusiałem wysłać go poleconym nie pozostało mi nic innego jak grzecznie ustawićsię w ogonku do okienka. – A co to znowu? Co to jest?! – usłyszałem jakniewidoczna dla mnie jeszcze pani z pocztowego okienka prawie krzyczy nakulącego się po przeciwnej do niej stronie lady klienta. – Przecież już panukiedyś mówiłam, żeby nie takimi wołami adresować listy! – usłyszałem od paniukrytej za ladą. – Przepraszam, ja tu tylko przynoszę te listy, ja ich nieadresuję, ja im mówiłem, że trzeba teraz inaczej, ale nie słuchają – bronił sięklient. – Gdzie to teraz mam przykleić, no gdzie?! – grzmiała pani. Po wielujeszcze marudzeniach pani z okienka, spocony klient uciekł. A przed okienkiempocztowym stanął kolejny petent. – No proszę! Znów to samo – usłyszałem głosniewidocznej nadal dla mnie pracownicy poczty. – Przecież jak tak panizaadresowała to nie mam gdzie tego przykleić – usłyszałem. Zaintrygowało mnieto, bo zastanawiałem się czy ja aby dobrze wszystko napisałem, i nie bardzowiedziałem czego też takiego ta pani pocztowiec, nie może z braku miejscanakleić. – Nie wiedziałem, że teraz tak trzeba – bronił się kolejny klient. –poprawię się – przyrzekał. A ja, w coraz większym napięciu czekałem na swojąkolej przyglądając się trzymanej w dłoniach kopercie. – Może znaczki jakieświększe teraz zrobili? – zastanawiałem się. – No proszę! Na całej kopercie,nawet trochę miejsca nie zostało! – usłyszałem jak kolejny klient poczty obrywapo uszach. – Jeszcze trzy osoby –dotarło do mnie i poczułem lekką niepewność jak przed egzaminem w szkole. –Ciekawe czy ja też coś mam nie tak – zastanawiałem się. Pani, która w tejchwili była pierwsza w kolejce miała szczęście, kupiła tylko kilka znaczków.Potem był pan co chciał wysłać paczkę, ale okazało się, że nie może, bo byłazabezpieczona zszywkami, a jak się dowiedział, a przy okazji ja i wszyscy wkolejce „ od dawna wiadomo, że zszywek nie można”. Moja kolej. Z bijącym sercempodałem list i blankiet poleconego pani z okienka – No i znów to samo! – rzekłagłośno, nawet nie podnosząc na mnie wzroku. – No, no, no… gdzie ja mam nakleić „ erkę” – powiedziała zdecydowanie zagłośno. Fakt, może za bardzo zamaszyście wypełniłem miejsce na kopercie adresemodbiorcy zostawiając tylko miejsce na znaczek. Pani z poczty trzymała w rękunaklejkę, która zdecydowanie była za dużo do tej mojej małej, acz standardowejkoperty. – No, gdzie według pana mam to przykleić – rzekła pani już raczejrozpaczliwie, następnie oderwała na początek część naklejki z kodem kreskowym i umieściła go na moim potwierdzeniunadania. To było proste, bo to niewielki paseczek, ale musiałem przyznać niewiedziałem gdzie przykleić wielką naklejkę z „ erką” jak się pani o niejwyraziła. – Może z tyłu – szukałem rozwiązania, bo nie chciało mi sięprzepisywać adresu na nową kopertę. W odpowiedzi, pani tylko westchnęła ipokiwała znacząco głową. W końcu po wielu przymierzaniach naklejka zostałaumieszczona ryzykownie w górnej części koperty, ale jej część i tak musiałazostać zawinięta na tyle koperty. – Udało się – powiedziałem do pani z okienka radośnie. Zapłaciłem i uciekłem. Miałemwrażenie, że udało mi się zdać trudny egzamin do którego nie byłemprzygotowany. Wracając do domu zastanawiałem się nad logiką produkowania takwielkich naklejek, gdy wszyscy od latużywają standardowych kopert i na nich wypisują adres tak, aby był duży iczytelny. – Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta – Lądyn! JestLądek, Lądek Zdrój… – nagle przypomniała mi się scena z pewnego polskiegofilmu i już wszystko stało się jasne. Cotradycja… to tradycja, na poczcie nie może być inaczej – pomyślałem.
