Równouprawnienie
– Idziemy na piwo? –zapytałem kolegę z nadzieją, że tym razem wykaże zainteresowanie i znów powrócimy do dawnej, nieodżałowanej przeze mnie dobrej tradycji. Cóż myliłem się. Popełniam znów błąd w ocenie jego preferencji i czyniłem tak regularnie od pewnego czasu, to znaczy, od kiedy mój kolega postanowił że zostanie mężem idealnym. Nie powiem, ja choć nie jestem mężem, bo żyję sobie szczęśliwie w konkubinacie, też bardzo lubię to, co jeszcze mój ojciec nazywał damskimi zajęciami. – Nie, nie mogę się dziś spotkać, dziś idę z synem do kina –usłyszałem kilka dni temu od znajomego. Słyszę to bardzo często, w zasadzie on stale jest zajęty wychowywaniem syna. – To żona nie może się nim zająć? –walczyłem, bo to byłoby nasze pierwsze spotkanie od miesięcy. – Nie, nie może, wiesz ona pracuje do późna, pomagam jej – usłyszałem w odpowiedzi. – I słusznie! – jakby powiedział klasyk, dobrze że sobie pomagają. Kilka dni temu spotkaliśmy się w kilku facetów w supermarkecie. Wszyscy sami, bez swych kobiet, robiliśmy tam wielkie zakupy. Z drugiej strony mam kilka znajomych oraz koleżanek, które zajmują eksponowane stanowiska w dużych firmach oraz instytucjach samorządowych i zarabiają spore pieniądze. Znam też wiele kobiet, które z powodzeniem prowadzą własne przedsiębiorstwa. – Co się z wami porobiło! – usłyszałem od przyjaciela. – Kiedy zadzwonię, kiedy bym się chciał umówić, to słyszę tylko że nie, bo macie jakieś babskie zajęcia! – utyskiwał na swoją samotność przy kuflu piwa. To prawda, coś się chyba zmieniło. A może to tylko taki dziwny przypadek zniewieścienia? Chyba nie, bo jak już się w końcu spotkamy, to nasze gry, rozmowy oraz zachowanie jest jak najbardziej męskie. Tylko dlaczego tak rzadko się spotykamy? No bo my, żyjemy w czymś co dla wygody nazwałbym związkiem partnerskim. Mnie i moim znajomym nie przeszkadza, pranie, zmywanie, gotowanie, robienie zakupów i takie tam, że znów użyję słów ojca „damskie zajęcia”. Co ciekawsze ja znajduję w tym przyjemność. Ale to też nie oto chodzi, po prostu mnie i moim znajomym wydaje się to po prostu naturalne. Tak już jest, że jak się żyje razem to wszystko robimy razem. I taką filozofię jak przypuszczam wyznają też moi koledzy. Dlatego też niezmiernie mnie dziwią takie opowieści kobiet, głównie tych wysiadujących w programach telewizyjnych, o tym jak to one są zapracowane i na nic nie znajdują czasu. Jak to po dziesięciu godzinach pracy przychodzą do domu, wcześniej robiąc zakupy, by tam zastać męża siedzącego na fotelu przed telewizorem z piwem w jednej ręce i pilotem w drugiej. I tak, co pewien czas czytam i oglądam w telewizji jak panie, których nigdy bym nie posądził o to, że dają się zapędzić do kuchni, opowiadają o tym, jaki to ciężki los mają kobiety, bo przecież one po pracy zawodowej tylko piorą, prasują, gotują a to wszystko z dwójką dzieci przy piersi. Ja wiem, pewnie są takie uciskane przez los kobiety i pewnie ja mam jakieś wybiórcze spojrzenie, bo na swej drodze spotykam jakichś dziwnych mężczyzn, ale może w tym morzu narzekania znajdzie się choć kropla pochwały dla tych facetów, którzy zajmują się domem w stopniu równym paniom lub nawet większym? Może dla tej mniejszości, która dzielnie dzieli się obowiązkami domowymi z kobietami, a wręcz mam wrażenie, że czasami je wręcz z tych obowiązków wyręczą, też zostanie ustanowione święto, i panie będą po pracy ganiać po sklepach, aby kupić swoim chłopakom oraz mężom… no nie, nie kwiatka, może butelkę piwa przynajmniej? Kieliszeczek zimniutkiej wódeczki? No dobrze, kończę bo jeszcze mam zrobić zakupy i ugotować obiad… no i przecież jutro ósmy marca… też należy się do tego dnia przygotować. I słusznie.
