W gorącej wodzie kąpani?
Zrobiło się ciepło. Zazieleniło się wkoło. Nie było już powodów oraz chęci siedzieć w domu. Postanowiliśmy wybrać się za miasto, nad wodę. – Tylko niedaleko – usłyszałem ,gdy brałem do ręki urządzenie do wyznaczania trasy, a w wyobraźni słyszałem już głos panienki z pudełeczka – za sto kilometrów skręć w prawo. Planowałem coś większego, ale fakt, ze względów ekonomicznych może lepiej jest wybrać jakieś mniej oddalone od domu miejsce potencjalnego wypoczynku? Przypomniałem sobie o urokliwym zakątku nad wodą. Kilka kilometrów za miastem, nad niewielką rzeką wśród pól uprawnych z łatwym dojazdem. Jeździliśmy tam w kolegami rowerami w dzieciństwie. Jest tam stara tama, pamiątka, po dawno już rozpadłym się młynie wodnym. – Ładne miejsce – oceniłem i pojechaliśmy. Miejsce było z daleka takiej jak je zapamiętałem, ale gdy już zaparkowałem samochód w stosownym miejscu, gdy stałem nad rzeką wszystko było podobne ale jednak inne. Tama, która przecinała kiedyś rzekę teraz była już tylko kupą kamieni. Wielkie drewniane bale wbite w dno, zamieniły się w niewielkie pieńki. – Czas upływa- pomyślałem. Wybraliśmy najmniej zaśmiecone pozostałościami po wielu imprezach przy grillach i ogniskach miejsce. I zaczęliśmy odpoczynek. Strumyk płynął z wolna, szumiały zioła, las. Siedziałem na kamieniu zanurzonym w wodzie i obserwowałem zaskoczony tym widokiem jaszczurki, wybiegające na kamienie aby tam wygrzewać się w słońcu. Szumiały pobliskie drzewa, szumiała woda opływająca kamienie w wodzie. Śpiewały ptaki. Kumkały żaby. Sielanka. Przyroda. I w to wszystko wjechał mi samochód wypełniony ludzikami młodymi, a jak wiadomo młodzież lubi się wyszumieć, więc ci bardzo szumieli. Ich auto powoli lecz systematycznie, przedzierało się w stronę rzeki po bezdrożach, które w zasadzie powinna pokonać dobra terenówka, a nie leciwy, lecz w dobrym stanie, wymuskany, i od bajerowany, czarny , i sportowy w założeniach producenta i posiadacza też zapewne – samochód. Z za otwartych szyb łomotało coś, co przy znacznych chęciach można by nazwać muzyką. Z wnętrza pojazdu słychać było też, jak drużyna młodych wojów plus jedna dziewica(?) zachęcali się wzajemnie do podjechania jak najbliżej rzeki. No i się udało, ich dzielny czarny rumak, zwielokrotniony liczbą koni mechanicznych pod maską, mógł, gdyby tylko chciał, chłeptać wodę prosto z rzeki. Auto zatrzymało się na plaży. Muzę podkręcili. Wypadli młodzi wojowie z wnętrza pojazdu tak, jakby był to koń trojański. – Jaka woda – zawołali jeden, do tego, który pierwszy dotarł do rzeki. – Eeeee, zimna – odparł ten wysłany na zwiady. – Nie jest taka zimna– stwierdziła panieneczka zamaczając koniuszek palca w wodzie. – No, co ty jest zima – odparł ten pierwszy. – Pierdolisz, nawet ciepła – rzekł kolejny tester odmętów. – Ty się znasz!? No co ty, zimna jest jak lód – zdecydował kolejny. – Ja to bym się jednak wykąpała – znów przemówiła złotowłosa. -Eeeee kurewsko zimna woda – wypowiedział się kolejny. I tak trwało to ocenianie temperatury wody w rzece dobre dziesięć minut. I gdy tak ich słuchałem z konieczności, bo przecież wcale im nie przyszło do głowy że mi przeszkadzają, naszła mnie refleksja. Doszło do mnie, że ja takie pytania słyszę od zawsze. Że to pytanie, nadwodne tradycyjne Polaków pytanie. – I co ciepła woda? – Słyszę po raz sto tysiączny i może w końcu choć raz bym się zdecydował na odpowiedź tym zbiorowym pytaczom. – A jaka ma być? GORĄCA??!!!! Taka jak w kranie w domu? Jak w wannie? Jak pod prysznicem? A może z pianką do kąpieli?! – cisnęło mi się w odpowiedzi na ich pytania bez sensu. No przynajmniej dla mnie bez sensu. Ale jak zawsze przemilczałem z rozsądku. Nie wiem jak to jest, że jak na zewnątrz ponad trzydzieści stopni, słońce świeci jak oszalałe, wydaje się rozsądnym, że woda w rzece ma ochłodzić to Polaków, to zawsze ogarnia ich wątpliwość i pytają. -Zimna woda czy ciepła? – z nadzieją że będzie ciepła oczywiście. – Panie, panie GORĄCA, WRZĄTEK, NIE WŁAŹ PAN! – powinno się odpowiedzieć. A może nie, bo to pytanie – zimna woda? –to taki nadwodny polski rytuał, a ja się wyśmiewam i złoszczę bez potrzeby?
