Zastępczo doręczona niesprawiedliwość
Czy można zostać skazanym prawomocnym wyrokiem o spłatę długu, o którym się nawet nie wiedziało, że istniał? Czy można nawet nie wiedzieć że odbywa się nad tobą sąd? Ależ można, i to w majestacie prawa. Procesuje nad d tobą tym e-sąd, na wniosek firmy windykacyjnej, która kupiła dług, o którym nie wiedziałeś lub o nim zapominałeś. Potem z mocy prawa następuje doręczenie zastępcze. No i płacisz dług z gigantycznymi odsetkami z mocy obowiązującego w Polsce prawa.
A oto przykład, opowieść o Janku Przeciętniaku. Jan miał żonę, ale rozwiódł się już przeszło dziewięć lat temu. Wtedy też zaczęły się jego kłopoty, ale on o tym przez te lata nie wiedział. Bo nic mu nikt nie powiedział. Nikt do niego nie napisał. Nikt nie zadzwonił. Nikt go nie szukał, aby mu powiedzieć , że jest coś komuś winny. Wręczyć mu pismo z sądu czy od windykatora. Wręcz przeciwnie, on żył w radości nowych związków. Nowej pracy. Nowego miejsca zamieszkania. Żyło mu się zdecydowanie lepiej, bo się uwolnił. Jan żył w pełnej i radosnej nieświadomości. Nawet nie podejrzewając, że gdzieś tam daleko ktoś czyha na jego pieniądze. Ale przecież państwo z jego prawem o nim nie zapomniało. Kapitalizm nie zapomina o tych, na których można zarobić. Tam gdzieś za jego plecami od lat rozrastały się jego długi, o których nic a nic nie wiedział. Rosły sobie i pęczniały z miesiąca na miesiąc i z roku na rok odsetkami, aby to co kiedyś było zaległością w niewielkich abonamentowych płatnościach np. za telewizję, czy za telefon, teraz stało się poważnym kilkutysięcznym długiem. Widać wszyscy czekali aż dług dojrzeje. Będzie wielki i dorodny. Aby go potem wyrwać od nieuświadomionych.
Jan mieszkał z żoną przy ulicy X, ale wraz z rozwodem zmienił miejsce zamieszkania i oczywiście zameldowania. Teraz mieszka w innym mieście i przy innej ulicy zgodnie z tym co ma wpisane w dowód osobisty. Zgodnie z polskim dziwnym, ale obowiązującym prawem meldował się za każdym razem gdy się przeprowadzał. No i na ten ostatni jego domowy adres któregoś dnia przyszła gruba koperta informująca go, że ma oddać poważną sumę zaległości . Było to brutalne w swej wymowie pismo od komornika sądowego, który ostrzegał, że jak nie spełni się jego żądań, to zajmie panu wszystko. Wejdzie do jego domu wyłamując drzwi, a nawet przeszuka czy nie chowa gdzieś po kieszeniach gotówki. – Jakie długi – zastanawiał się pan Janek. – Co to za firma mnie pozwała – dociekał, choć z pisma od komornika nie wynikało wiele. Ot tyle, że ma płacić i to szybko, bo jak nie to… Pan Jan przeprowadził śledztwo, a nie było to łatwe. Z prywatnego dochodzenia wynikało i owszem miał zaległość za telefon, którego używał dziewięć lat temu. Jego ex żona była tą odpowiedzialną w ich podstawowej komórce społecznej za opłaty, ale widać jakoś tak tych akurat nie zapłaciła. Umowa była na niego. Zrezygnował z usług operatora dziewięć lat temu, ale widać dług pozostał. Potem kupiła go firma windykacyjna, a gdy dług obrósł odsetkami zażądała pieniędzy.
Potem był e-sąd, ale całkiem realny wyrok i komornik. O procesie nie wiedział pan Janek, bo wszelka korespondencja sądowa wysyłana była na jego stary adres. Dlatego cała procedura odbyła się bez jego udziału i wiedzy. Teraz może się odwołać, to prawda, ale komornik i tak zrobi swoje. A jak wygra, to się zobaczy. Bo komornik przecież bez problemu znalazł nowy adres pana Janka, firma telekomunikacyjna, potem windykacyjna, potem sąd, nie mógł sobie z tym poradzić, a komornik mógł. Ale ci pierwszy nie musieli dzięki doręczeniu zastępczemu. To prawne „coś” polega na tym, że jeżeli listonosz nie zastawszy adresata w mieszkaniu (a jak miał pana Janka zastać, skoro on tam nie mieszkał od lat) zostawia w skrzynce pocztowej awizo ze wskazaniem, gdzie i kiedy sądowe pismo pozostawiono. Ale pan Janek nie dowiedział się o tym, bo tam nie mieszkał. Listonosz czynność zawiadomienia powtórzył z przewidywalnym skutkiem, bo pan Janek nie mógł być tam gdzie nie bywał od lat. Pan Jan pisma nie odebrał, ale dzięki tej sprytnej procedurze, doręczenie sąd uważał się za dokonane. I potem, już wyrok i komornik, który skutecznie w kilka dni, jak wynika z pisma, namierzył nieukrywającego się bynajmniej Janka. I tak na mocy prawa możne odbyć się nad kimś sąd całkowicie bez jego wiedzy. – A najśmieszniejsze jest, że on to wszystko robi legalnie…– to zdanie z komedii Stanisława Barei idealnie ilustruje działania firm windykacyjnych oraz e-sądów.
