Strajk prywatny – kontynuacja

Obublikował pavvel dnia

– Jak tam twój prywatny strajk! Jakieś nowości? Strona rządowa przystąpiła do rozmów? Bo czytałem, że górnicy odnieśli zwycięstwo – zapytałem przyjaciela, gdy po wypatrzeniu go w tłumie podszedłem. Stał on sobie spokojnie z kubeczkiem w ręku tuż przy stoisku z warzywami. – A dziękuje, rozwija się. To wszystko jest dla mnie bardzo ważne. Planuje nowe akcje i to nie tylko informacyjne – podkreślił. Dodał jednak, że nie zdradzi szczegółów dotyczących ewentualnej eskalacji jego poczynań protestacyjnych, bo scenariusz ten ma być zaskoczeniem. – Nie dla społeczeństwa, ale dla rządzących, bo to oni ponoszą winę – zaznaczył.

Staliśmy tak sobie gawędząc tuż przy beczce z ogórkami kiszonymi omawiając jego plany i poczynania. – Czytałem, że górnicy zrealizowali hasło „kopalnie nasze, straty wasze” to i ty masz szanse w swoim konflikcie z władzą – zauważyłem. – A pewnie, spłata długów Kompanii Węglowej (około 4,2 mld zł) spadnie na podatników. W sumie za tak zwany plan restrukturyzacji KW zapłacimy około 6 mld zł. Korzyści z tego wydatku dostrzec nie sposób. To i mnie się kilkadziesiąt tysięcy należy od podatników. A co ja gorszy jestem niż górnik? – odpowiedział jakby czytał z gazety.

– Co ty pijesz? – zainteresowałem się spojrzawszy na plastikowy kubeczek który przyjaciel trzymał w ręku, bo obawiałem się, że to co pije może mieć wpływ na to co mówił. – Wodę z ogórków kiszonych – odparł z godnością – wczoraj miałem akurat naradę z kolektywem która przeciągnęła się do późnych godzin nocnych. Po jego słowach ja też poczułem, że musze uzupełnić bilans płynów w organizmie. Poprosiłem więc miłą panią ekspedientkę o kubek z życiodajnym płynem również dla mnie.

– Jestem wkurzony i zdeterminowany. Będę walczył o swoje pojedyncze miejsce pracy ile się da i jak długo się da – zaznaczył po kolejnym łyczku z kubeczka. – Pamiętasz, że ty jesteś samozatrudniającym się pojedynczym przedsiębiorcą z jednym dominującym kontrahentem – upewniłem się. – Oczywiście, ale jak już wspominałem moje miejsce pracy jest dla mnie równie ważne, jak dla górnika dołowego jest ważna jego kopalnia – zauważył. Trudno się z tym nie zgodzić i choć nadal byłem sceptycznie nastawiony to jego strajku to jednak nie mogłem przyznać mu racji, co do słuszności obrony miejsca pracy.

– A skontaktował się ktoś z Tobą? Może premierzyca? Któraś z ministerek, minister lub podsekretarz stanu przynajmniej? – zapytałem. – Jeszcze nie, ale zastanawiam się nad podpaleniem opony przed biurem a to na pewno przyciągnie uwagę – odparł. Zarzucił też przy okazji stronie rządowej brak dialogu. – To już jest dyktatura, a nie demokracja – ocenił. – Strona rządowa pokazała jedno: idą ku konfrontacji, ta kula śniegowa już ruszyła – podkreślił.

– Oj Pijaki! Pijaki! Pijaki! – usłyszeliśmy za plecami głos naszego kolegi, który w swej karierze zawodowej poszedł w urzędniki czy inne tam rzeczniki. Zniesmaczył mnie jego widok, bo zawsze tak mam jak go widzę. – Pijemy wodę z kiszonych ogórków dla zdrowotności. Taka nowa dieta. Nie dostałeś wytycznych z centralnego urzędu w tej sprawie – zapytał nowo przybyłego przyjaciel. – Co słychać – spytał kolega urzędnik czy inny rzecznik ignorując zaczepkę. – Zależy gdzie ucho przystawić. Przyjaciel na przykład strajkuje – poinformowałem. – Tak? Nie wiedziałem, że zostałeś górnikiem? – zdziwił się kolega urzędnikorzecznik. – Wszyscy jesteśmy górnikami – odparł filozoficznie przyjaciel. W tym miejscu postanowiłem w skrócie przedstawić sytuacje strajkową przyjaciela czyli to, że samotnie podjął walkę w obrobię własnego pojedynczego miejsca pracy.

– Nie wierze? Jak tak można sobie żarty robić? – zaperzył się urzędnik czy rzecznik gdy obaj z przyjacielem zaczęliśmy go przekonywać, że akcja strajkowa przyjaciela jest jak najbardziej na poważnie. – Jak można naigrawać się z tak poważnej sprawy! Nie znacie ciężkiej pracy górników to się nie wypowiadajcie, dają z siebie dwieście procent żeby było wam ciepło. Sercem jestem byłem i zawsze będę z górnikami. I mam prośbę, nie wypowiadajcie się na ten temat, jeżeli w ogóle nie macie pojęcia o tej pracy i co by stało gdyby zamknęli kopalnie. Słuchaliśmy go spokojnie popijając kolejną porcje życiodajnego płynu.  – Nawet nie jestem w stanie nazwać was chamami spod budki z piwem, którzy „wywalili” kilka jabcoków, bo to jest dla was zbyt dobre określenie – wykrzyczał kolega urzędnik lub rzecznik, po czym złożył wniosek formalny o wykluczenie się z naszego grona i poszedł sobie mrucząc coś pod nosem. – Co mu się stało przecież on przy korytku na trzecim piętrze chlewika gabinet swój ma? – zapytałem. – Przy korycie, na urzędniczym wikcie i owszem jest, ale on z tych uśpionych opozycjonistów prawych i sprawiedliwych, więc ma zdanie jak najbardziej odmienne – odparł przyjaciel.

cdn.