Wygląda na to, że w Polsce najlepszym narzędziem zbrodni stał się samochód. Za zabójstwo młotkiem, nożem, siekierą, za zastrzelenie z broni palnej czy za uduszenie swojej ofiary morderca niechybnie dostanie po schwytaniu i osądzeniu, jeśli nie najwyższą kare, to na pewno karę bezwzględnego pozbawiania wolności. Jeśli jednak zabije jadąc samochodem z prędkością ponad stu dziesięciu kilometrów na godzinę i nawet, jeśli dokona tego czynu na przejściu dla pieszych, to możesz liczyć jedynie na kare dwóch lat w zawieszeniu na pięć lat.
Ponad rok temu zawodowy kierowca Krzysztof I. pędził samochodem miejską ulicą z prędkością około 110 km/h. Wjechał na pełnej szybkości na przejście dla pieszych i na pasach potrącił dwie dziewczyny. Osiemnastolatka doznała ciężkich obrażeń ciała i zginęła na miejscu. Jej o rok młodsza koleżanka przeżyła, ale została ciężko poturbowana. Ponad tydzień spędziła w szpitalu i do dziś odczuwa zdrowotne skutki wypadku.
Prokuratura za czyn, którego dokonał Krzysztof I. zażądała dla niego dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat, czyli za rozjechanie dwóch nastolatek na pasach zażądała drastycznie niskiej kary i do tego w zawieszeniu.
Sędzina Katarzyna Siczek w procesie karnym skazała oskarżonego na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat. Dodatkowo orzekła zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych przez pięć lat, wypłacenie po 10 tys. zł nawiązki dla każdego z rodziców zmarłej i 5 tys. dla dziewczyny która przeżyła potrącenie na pasach oraz dla obu rodzin pokrycie kosztów procesowych.
– Oskarżony przyznał się do stawianego mu zarzutu, w żaden sposób nie utrudniał postępowania – mówiła sędzia uzasadniając wyrok. – O taką karę prosił prokurator, a także sam oskarżony, który chciał dobrowolnie poddać się karze, choć rodzice, jako oskarżyciele posiłkowi żądali dla niego roku bezwzględnego więzienia.
Sędzina Katarzyna Siczek nie neguje faktu tragicznych skutków tego wydarzenia, jednak przyjęła wbrew stanowisku oskarżycieli posiłkowych, że czyn oskarżanego miał charakter nieumyślny. Mimo tego, że zawodowy kierowca pędził samochodem przez miasto ponad sto dziesięć kilometrów na godzinę, co już samo w sobie stanowiło naruszenie zasad ruchu drogowego przez oskarżonego i zdecydowanie było działaniem umyślnym, to jednak skutek, który spowodował, zdaniem sędziny, nie był objęty jego zamiarem.
– Dlatego to zdarzenie pozostaje tylko spowodowaniem wypadku o określonych skutkach w sposób nieumyślny – tłumaczyła pani sędzina. Czy to nie jest sygnał dla kierowców, że na ulicach miasta kierowcy łamiący ograniczenia prędkości i rozjeżdżający pieszych na pasach pozostaną prawie bezkarni? No niech nawet będzie, że kara jest, ale co to za kara w zawieszeniu, to sygnał, że rozjechanie kogoś nawet jadąc z nadmierną prędkością nie jest zabójstwem tylko tragicznym wypadkiem.
Wyrok w zawieszeniu tak naprawdę będzie dla sprawcy nieodczuwalny. Ten kto wsiada do samochodu i jedzie przez miasto z prędkością prawie 120 km/h musiał wiedzieć, że łamie przepisy i że może spodziewać się pieszych na przejściach. Musiał wiedzieć, że zderzenie z pieszym na przejściu będzie dla tego ostatniego śmiertelne. Musiał wiedzieć, że jeśli samochody stoją przed przejściem to stoją tam w określonym celu i omijanie ich jest śmiertelnym zagrożeniem dla przechodzących przez pasy. I dlatego ktoś taki bezwzględnie powinien mieć zarzut umyślności. Jednak polskie sądy często wydają w takich sprawach łagodne wyroki chociaż w żadnym innym europejskim kraju nie ginie tylu pieszych, co w Polsce. To wynika z pobłażania kierowcom. Z niskich wyroków, ale też retoryki policji, która ostrzega tylko pieszych, tak jakby tylko oni byli winni tego, że giną na przejściach dla pieszych.
Może nadszedł czas żeby wzorem innych krajów zacząć traktować samochód jako niebezpieczne narzędzie? A kierowca będzie musiał pamiętać, że posiadając takie niebezpieczne narzędzie i używając go w zagrażający innym sposób ma zdecydowaną przewagę nad tymi, którzy takiego narzędzia nie posiadają. Prowadzący samochody muszą być świadomi faktu, że jadąc z nadmierną prędkością narażają na śmierć pieszych. A taką świadomość wymusi na nich tylko nieuchronność kary pozbawienia wolności i to nie w zawieszeniu.