Tanie pijane latanie?

Obublikował pavvel dnia

Zarząd radomskiego Portu Lotniczego niedawno podpisał umowę z łotewskim przewoźnikiem AirBaltic. Był to prawdziwy cud, bo nie udawało się to od lat, a tu proszę sukces zaprzeczający twierdzeniom niedowiarków, że lotnisko to inwestycyjny niewypał. Ja jednak pozostałem sceptyczny uważając, że pomysł na taki interes musiał zrodzić się w głowie kogoś wstawionego, mówiąc najłagodniej.

W tym przekonaniu utwierdziła mnie dodatkowo niedawna medialna informacja, że pijana załoga czarterowego samolotu linii AirBaltic miała zamiar zabrać stu dziewięciu pasażerów na urlop z Norwegii do Grecji. Lot z pijaną załogą jednak się nie odbył, bo ktoś przytomnie zawiadomił policję o załodze wskazującej na spożycie.

Pilot, drugi pilot oraz dwie stewardessy trafiły do aresztu. Wszyscy członkowie pijanej załogi pochodzą z Łotwy i są pracownikami zatrudnionymi przez linie AirBaltic. Członkom załogi samolotu grozi kara do dwóch lat więzienia.

– Rezultaty testu na obecność alkoholu potwierdziły, że u czterech z pięciu członków załogi przekroczony został limit określony na 0,2 promila – powiedziała agencji AFP Edith Ek Sorensen, prokurator policji w Romerike.

Ja tam nic nie sugeruje. Ja tylko się zastanawiam. Może ktoś tam jest trzeźwy. Może nawet większość pracowników i zarządu linii to abstynenci. Ale jeśli Łotysze z  AirBaltic po pijaku usiłowali latać z Norwegii, to może też po pijaku będą chcieli polecieć z radomskiego lotniska? Nie wiem, bo kto to może wiedzieć? Może zarząd radomskiego Portu Lotniczego powinien dodatkowo zainwestować z alkomat, bo to zdecydowanie poprawi bezpieczeństwo potencjalnych pasażerów?

Radomskie lotnisko nie miało bardzo długo szczęścia. Ponad sto czterdzieści osób na etacie, koszty utrzymania na poziomie miliona złotych miesięcznie oraz wieczna obawa o to czy potencjalny zapowiadany przewoźnik nie wycofa się z umowy, co już się zdarzało. Teraz doszedł nowy strach. Bo jeśli nawet obietnice się ziszczą, to latanie z AirBaltic też może być ryzykowne.