Chciałbym nie wiedzieć, kim jest żona piłkarza

Obublikował pavvel dnia

Tak się czasami zdarza, że ja naprawdę nie wiem, kim jest dany piłkarza. Bo przecież w głębokim poważaniu mam te wszelkie bramki, asysty, rozgrywki, super podania, najlepsze cieszynki (skąd ja znam takie wyrażenia!), spalone, karne i super ligi. Nie znam nazwisk najlepiej zarabiających piłkarzy. Nie interesuje mnie ich kariera zawodowa, a tym bardziej ich życie prywatne. A już na pewno nie interesuję mnie życie żon czy narzeczonych jakichkolwiek piłkarzy. Ogólnie nie jestem zainteresowany światem sportu, w tym piłki kopanej. Dlatego chciałbym nie wiedzieć, kim jest i co robi w życiu żona jednego czy drugiego piłkarza. A jednak wiem takie rzeczy.

A najbardziej wykurzające jest to, że choć mnie to absolutnie nie interesuję, to mam takie wrażenie graniczące z pewnością, że otaczający nas świat na złość mnie stara się zrobić wszystko, abym doskonale był poinformowany o każdej nowej gwieździe sportu i rekreacji.

Komuś najwidoczniej bardzo zależy żebym na bieżąco wiedział, kim jest, co zjadała na śniadanie, na obiad i na kolacje, jak mieszka, co kupuję, jak się gimnastykuje żoną piłkarza, o którym słyszałem, ale którego słabo kojarzę. I to właśnie mnie niezmiernie wkurza.

A przecież nie węszę po pudełkach i innych faktach czy superekspresach. Jak tylko wpadnę na mecz w telewizji to natychmiast zmieniam stację. Nie jestem z fitnessjugend. Nie szukam obsesyjnie po internetach nowych przepisów na nową cud dietę. Nie trenuje zgodnie ze wskazówkami zapisanymi w książce wydanej przez obecną królową fitnessu. Ale przecież wiem, kim jest żoną tego piłkarza, co to gdzieś tam gra w piłkę dla Niemca. I to mnie najbardziej denerwuje, że nie chce wiedzieć, a jednak to wiem.

Staram się selekcjonować to, co do mnie dociera, ale informację o tej pani są jak wirus. Przenikają do mojej świadomości mimo blokady dla tego typu wiadomości. Nic nie powstrzyma tego żebym się dowiedział, że coś tam powiedziała, że coś tam zjadła, coś ugotowała, jakoś tam się wygimnastykowała w wyjątkowy sposób. No, jest to wszystko wokół mnie mimo tego, że tego nie chce i tego nie potrzebuje.

Tak, ja nie tylko wiem, że istnieje świat sportu i rekreacji. Ba, nawet przeczuwam, że ktoś może być zainteresowany sportem, dietetyczną kuchnią, medalami za skoki, czy czymś równie absurdalnym, ale widocznie innym potrzebnym. Staram się tym jednak nie interesować tak jak nie interesuję się światem wyższej matematyki czy światem cyrku.

Tak, możliwe, że jednego, drugiego i trzeciego w równym stopniu nie rozumiem i dla tego z tymi światami nie szukam kontraktu. Zwyczajnie nie pojmuję, dlaczego tak bardzo sport i jego gwiazdy przenikają ze swym życiem do mojego życia. Informacje o tych osobach są wręcz napastliwe. Są wszędzie i wychyną zewsząd czy tego chce, czy nie chce. A tak bardzo bym chciał całkiem świadomie nie wiedzieć, kim jest ten znany zawodnik niemieckiej ligi piłkarskiej, a tym bardziej chciałbym nie wiedzieć, kim jest jego żona i co tam ważnego robi w swoim pewnie bardzo ciekawym życiu.

Jeden z moich przyjaciół ma tak, że po lekturze tego, co opublikuje często w żartach zadaje pytanie, przeciwko komu jest ten tekst napisany. Dlatego na zakończenie czuję się zobowiązany do pewnych wyjaśnień. To, co napisałem nie jest przeciw żonom piłkarzy. Nie jest przeciw moje przyjaciółce, która broniła takową żonę przed internetowym hejtem. Bo to ona mnie zainspirowała do napisanie tego, co powyżej i poniżej, za co jej serdecznie dziękuję. Napisałem to, co napisałem, bo nie potrafię postawić tamy zalewowi niepotrzebnych i całkowicie zbędnych informacji, które mnie atakują ze wszystkich stron i które mimowolnie przyswajam. I to mnie zdecydowanie wkurza najbardziej. Dziękuje państwu za uwagę.