Państwowa lichwa czyli przypowieść o Panu, który płaci

Obublikował pavvel dnia

Będzie to opowieść o pewnym człowieku, który co miesiąc płaci ratę zaległego podatku w Urzędzie Skarbowym i o jego uczuciach względem tego jego comiesięcznego płacenia. Pan ten w 2003 roku sprzedał swe stare mieszkanie i kupiłem nowe. I w tym też czasie popełnił wielki błąd, za który pokutuje do dzisiaj. A mianowicie nie wypełnił jakieś pitu dla urzędu skarbowego i był tak bezczelny, że nie zachowałem faktur za remont swojego nowego lokum, które nabył w stanie surowym. A kto trzyma faktury tyle lat – myślał Pan jak pewien bohater filmu Psy Pasikowskiego.

Pan ten też nie trzymał, bo nie wiedziałem, że ma je trzymać, te faktury i rachunku. Tak, to jego błąd, bo nie znajomość prawa nie zwalnia z obowiązku podporządkowania się jemu. I gorzko się rozczarował ten Pan jak po pięciu ratach nagle dostał list z wezwaniem do zapłacenia zaległego podatku plus prawie w tej samej wysokości odsetków. Podatek miał zapłacić natychmiast, bo zbliżał się pięcioletni okres po którym urząd skarbowy nie mógł żądać od niego pieniędzy. Jako że tradycyjnie dla siebie nie miał Pan ten wolnych kilku tysięcy poprosił, więc o rozłożenie na raty swych zaległości. Wypełnił wniosek, w którym poproszono go o wyłuszczenie dlaczegoż to nie może od razu wpłacić. Musiał Pan napisać, co tam ma za majątek, ile to zarabia, ile wydaje na jedzenie, ile na czynsz, na kredyt, ile na prąd, wodę, telefon. Czy przechodziłem jakieś choroby a jeśli tak to jakie? Po prostu zeznać wszystko jak na spowiedzi.

Pan wszystko spisał, a miła Pani urzędniczka poprawiła mu to jego pisanie do standardów US. Już po tygodniu dostał Pan decyzje, że może oddać wszystko w ratach i z odsetkami. Żadne tam umorzenia ze względu na trudna sytuacje życiową, żadne takie. Wszystko, co spotkało tego mojego znajomego rozumiem, bo żyjemy wspólnie w państwie, państwo nami włada, państwo tworzy prawa i ściąga podatki na swą pożyteczną działalność a my mamy prawa przestrzegać i podatki płacić. Nie mamy z Panem pretensji, bo jesteśmy przecież obywatelami tego kraju i przestać nimi nie możemy być i musimy w tych obywatelskich realiach żyć. Pan i ja mamy jednak żal o to, że Urząd czekał cierpliwie aż pięć lat, aby się do Pan dobrać.

Wiem, że urząd wiedział o sprawie wcześniej, ale nie zrobił nic. Bo to było w jego interesie. Czekał aż odsetki przekroczą sumę podatku i wtedy się zgłosił. Więc jak mamy traktować urząd państwowy, który jest jak lichwiarz. Siedzi cicho, nic nie mówi i czeka aż narosną odsetki. Pytania bez odpowiedzi, bo i kogo pytać? To tak jakby państwo istniało w całkowitym oderwanym od obywatela. Jakby zależało państwu na tym żeby nie informować swojego obywatela, że popełnił błąd. Lepiej poczekać pięć lat i zarobić na nim dwa razy tyle. Biedny ten mój znajomy Pan i biedne państwo, które tak traktuje swych obywateli.