Trwam. Istnieje. Czekam.

Obublikował pavvel dnia

Obudziłem się po kilku godzinach nocnego letargu. Wstałem, popłakałam, rozmyślałem, poczłapałem, przygotowałem, zagotowałem, otworzyłem lodówkę, zamknąłem lodówkę, jadłem, zażyłem tabletki, oglądałem, nakarmiłem Ferdynanda Wilhelma, zrobiłem co musiałem zrobić plus czytałem, pływałem, znów poczytałem, pisałem, czytałem, oglądałem, pisałem, szukałem, czytałem, posprzątałem, leżałem, stałem, wyglądałem przez okno, podlałem kwiaty, rozmyślałem, siedziałem, czytałem, pisałem, chodziłem, sprzątałem, przeklinałem, bo oglądałem. Ponownie szukałem, znalazłem, czytałem, znów szukałem i znów czytałem. Słuchałem. Człapałem. Leżałem. Bałem się. Nasłuchiwałem. Zamarłem bez ruchu, bo ktoś zapukał. Znów czytałem, pisałem, szukałem, nasłuchiwałem, oglądałem, znów się bałem się. Przestałem dążyć do chorego perfekcjonizmu. Ale to tylko tak na chwile. Potem było jak zawsze. Leżałem, leżałem, leżałem i czytałem. Leżałem i oglądałem. Leżałem i pisałem.

Potem, a stało się tak dlatego że to wyczytałem, uznałem autorytatywnie że jestem malkontentem, którzy zamiast brać się do roboty, czekają na gwiazdkę z nieba. To prawda, czekam na planetarną zagładę. To moja pasja, można powiedzieć.

Ale to wyjątkowo. Codziennie, tak w dniu powszechnym i zwyczajnym, to robię swoje. Znów poczytałem. Ponownie nakarmiłem Ferdynanda Wilhelma.  Zrobiłem coś dla organizmu, bo się domagał, potem z kwadrans myłem ręce nad umywalką rozmyślając  o chorobach. Następnie znów poczytałem, pisałem, czytałem, oglądałem, pisałem, szukałem, czytałem, sikałem, leżałem, stałem, wyglądałem przez okno, rozmyślałem, siedziałem, czytałem, pisałem, chodziłem, sprzątałem, przeklinałem, bo znów oglądałem. Rozmawiałem przez telefon, bo ku mojemu zdziwieniu ktoś do mnie zadzwonił.  Ponownie szukałem, znalazłem, czytałem, czytałem, znów szukałem i znów czytałem. Słuchałem. Człapałem. Leżałem. Bałem się. Nasłuchiwałem. Zamarłem bez ruchu: zadzwonił domofon. Znów czytałem, pisałem, szukałem, nasłuchiwałem, oglądałem, bałem się. Umieram na raty.

Czasem wychodzę, ale unikam ludzi. Boję się do nich zbliżać. Nie chodzi tu o zwykłe kontakty w stylu:„poproszę mleka pięć deka”. Ale o kontakt, taki ciągły. Nie znoszę jak nie mogę wyjść. Jak coś lub ktoś przymusza mnie do przebywania z ludźmi. Idę wolno, wpatruję się z chodnik. Unikam większych ludzkich skupisk. Takim z których trudno by mi było od razu się wydostać jak tylko poczuje taką potrzebę. Kuśtykam o lasce po dwie cebule, marchewkę i kuszoną kapustę ewentualnie po coś równie prozaicznego. Nie często to robię, bo prawie nie wychodzę z domu.

W bezpiecznych znanych ścianach siedzę na krześle i czytam. Leże i czytam. Pisze. Rozmyślałem. Czekam. O tak, zdecydowanie. Czekanie, to jest moje podstawowe zajęcie. Przeważnie czekam.