Uśmiech nie może być nigdy szkodliwy

Obublikował pavvel dnia

Byłem świadkiem jak pewien mój znajomy opowiedział kolegom z pracy dowcip o charakterze religijnym. Specjalnie żartu nie cytuję, bo po tym, co zobaczyłem wczoraj w telewizji nie chciałbym się narazić na zarzut obrażania uczuć religijnych. Pewnie ten dowcip, który usłyszałem od kolegi, nikogo by nie dotknął, bo jest on tak stary jak ja lub nawet starszy. I jak dotąd nie słyszałem o tym, żeby ktoś za jego opowiadanie poszedł siedzieć. Ale jak to mówią: strzeżonego Pan Bóg strzeże. Żyję w kraju tylu absurdów, że spokojnie mogę założyć przynajmniej teoretycznie, że istnieje szansa zakuwania w kajdany za publikowanie niestosownych dowcipów. W mojej rodzinie krąży od lat kombatancka opowieść o tym, jak to pewien mój „wujek” trafił do komunistycznego aresztu za odpowiedzenie w pracy żartu, który ugodził w fundamentu władzy ludowej. Więc podtrzymałbym rodzinne tradycje. Ale wróćmy do tego,co mnie tak przeraziło w telewizji. Jedna ze stacji telewizyjnych pokazała film, na którym nastolatek ubrany w strój papieża stoi w samochodzie imitującym papieskie papa-mobile i charakterystycznymi gestami pozdrawia mieszkańców miasta. Inni chłopcy, widoczni na filmie, ubrani jak ochroniarze biegną przy aucie. Taki żarcik. Mnie nie rozśmieszył, ale pewnie znajdą się tacy, dla których było to zabawne. Nie licząc oczywiście tych chłopców, którzy nakręcili ten internetowy spot. Ale tak to już bywa z dowcipami, że jednych śmieszą innych nie. Zaraz po pokazaniu w telewizji żartu nastolatków o papieżu,pojawili się kolejno na ekranie: policjantka, pani z kuratorium oraz ktoś z dyrekcji szkoły. I zaczęło się straszenie społeczeństwa przez organa władzy. I można przyjąć, że przy okazji właśnie wtedy powstała, lub raczej powróciła w wielkim stylu, kategoria żartu, który po za tym, że jest śmieszny lub nie, może być karany więzieniem. Bo jak to tak można sobie zażartować z papieża. Pani policjantka przytoczyła artykuł 196 Kodeksu karnego:, „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2″. I to właśnie mnie tak przeraziło, bo przecież nic złego, w moim przekonaniu, się nie stało. Ot zwyczajny sztubacki dowcip. A tu kuratorium, policja, grzywna i te dwa lata więzienia. Czy wracają czasy,w których tak jak tego mojego „wujka” zamkną mnie do ciupy za opowiadanie dowcipów? Z tą tylko różnicą, że teraz nie wolno żartować z papieża oczywiście.

– Były tam wypowiedzi charakterystyczne dla ludzi małej wiary i małego rozumu – to prawie dokładny cytat z wypowiedzi innego dziennikarza tym razem państwowej telewizji. Tej realizującej misję. To był też całkiem inny program. Ale czy ja nie mogłem się poczuć obrażony? Pewnie pod słowem „misja” kierownictwo państwowej telewizji rozumie ewangelizacje, ale chyba oskarżanie kogoś o to, że jest bezrozumny,jeśli się nie zgadza z linią programową to już gruba przesada. Może warto się zastanowić nad tym, że nie tylko uczucia religijne mogą być obrażane, ale też i te inne niż religijne.  Ja wiem, że jest w ludziach przygotowujących ten program głęboka wiara, w to, że jest ich misją ewangelizować te dwa procent naszego społeczeństwa, które do wiary katolickiej się oficjalnie nie przyznaje. Ale może nie warto o ludziach „małej wiary” mówić dodatkowo, że są bezrozumni. Bo uwzględniając mnogość systemów przekonań, i zakładając, że połowę głoszonych przez ludzi wartości można uznać za religie, ciężko jest stwierdzić czy te słowa o bezrozumnych nie są tak bardzo obraźliwe jak ten żart z papieżem. A może przyjąć założenie, że uśmiech nie może być nigdy szkodliwy. I pamiętać, że każdy ma prawo do innego zdania oraz do innego poczucia humoru.