Bez kozery powiem pińćset dni wyborczych!

Obublikował pavvel dnia

No i proszę, nie jestem wiecznym malkontentem – jak twierdzi wielu moich znajomych. Nie zawsze idę pod prąd. Nie zawsze mówię „nie”, gdy wszyscy są na tak. Tym razem, choć z zasady nie głosuję,to zakładając całkowicie teoretycznie, że tym razem zmienię zdanie i w wyborach wezmę udział, to zgadzam się z większością moich rodaków, która pragnie wyborów tylko jednego dnia. Przyłączam się do głosu większości, bo jak przynajmniej wynika z sondaży zdecydowana większość Polaków opowiada się za jednodniowym głosowaniem w wyborach. Chcę jednak zabrać głos w dyskusji na ten temat, bo jak wiadomo wola większości nie zawsze idzie w parze z tym, co zadecydują rządzący.Możliwość dwudniowego głosowania przewiduje nowy kodeks wyborczy. A o tym jak długo będzie trwało głosowanie, zadecyduje ostatecznie osoba zarządzająca wybory – czyli prezydent. Zważywszy, że nie obsadził go osobiście na urzędzie Bóg z niebiesiech, tylko wygrał on wybory w politycznej walce to mogę snuć przepuszczenie, że właśnie opcję polityczną, z której się wywodzi bardziej popiera. Jeśli więc – jak twierdzą niektórzy badacze życia politycznego -dwudniowe wybory bardziej sprzyjają platformie to możliwe, że będziemy głosować dwa dni.  Mnie najbardziej rozśmiesza jednak argument o tym, że jeśli rozciągniemy w czasie możliwość głosowania tozwiększymy przez to frekwencję. To brzmi jak założenie, że Polacy nie chodzą na wybory, bo są strasznie zajęci i nie mogą w niedzielę znaleźć czasu na odwiedziny w punkcie wyborczym. Bo to przecież rano do kościoła, potem spacer,niedzielny obiad, potem drzemka… no i zostaje tylko kilka godzin na głosowanie.Można się nie wyrobić. A jak będą dwa dni to można to lepiej zaplanować.  Takie założenie jest błędne, bo jak stwierdził pewien prawy i sprawiedliwy starszy pan – jak ktoś chce głosować to jeden dzień mu z pewnością wystarczy. Pewnie, że tak, bo ludzie nie biorą udziału w wyborach nie z powodu braku czasu, lecz z poczucia, że to zabawa dla bogatych i ich udział w tym zamieszaniu nie ma znaczenia. Nie stawiają się przed urnami,bo dzięki takiej a nie innej konstrukcji ordynacji wyborczej nie interesuje ich zastanawianie się nad wyborem mniejszego zła. – Wiesz, te wybory przypominają sytuację, gdy ktoś cię zapyta czy bardziej wolałbyś mieć kiłę czy rzeżączkę –odpowiedział mój kolega, gdy go zapytałem, dlaczego nie głosuje.  Mam wrażenie, że dla takich jak on, czyli dla sporej grupy społeczeństwa, nawet jakby głosowanie trwało tydzień to nic by się nie zmieniło. Jeden dzień to przynajmniej taniej, bo według szacunków państwowej komisji wyborczej, jednodniowe głosowanie kosztowałoby podatników około 90 mln zł, dwudniowe – 130-140 mln zł. Przed naszym wejściem do unii europejskiej zorganizowano w Polsce dwudniowe referendum i tam frekwencja była znacznie wyższa niż w głosowaniach, które trwały jeden dzień.  Czyli przyjmując takie rozumowanie to przy możliwości głosowania przez tydzień frekwencja pewnie byłaby jeszcze większa.  A może miesiąc, dwa, trzy, pół roku… O, to bez kozery powiem pińćset dni wyborczych! Dziesięć tysięcy! Pięćdziesiąt! Milion!