Miedzy kuchnią a kibelkiem

Obublikował pavvel dnia

– Czy ma pani w oferciejakiś lokal w którym ubikacja nie sąsiadowałaby  z pomieszczeniem socjalnym? – z tym pytaniem zwróciłemsię do pośredniczki od nieruchomości , trochę wybiegając przed szereg. Chybanie powinienem zabierać głosu,  bo przecieżja byłem tam tylko osobą towarzyszącą. To moja koleżanka poszukująca lokalu dlaswojej nowej firmy poprosiła mnie o doradztwo i pomoc. A ja tak od razuzdyskwalifikowałem lokale, które posiadały takie dziwaczne połączeniesanitariatów z pomieszczeniem socjalnym. Chciała koleżanka żebym doradził, todoradzałem. Choć jak zauważyłem dla niej to nie był najważniejszy problem którywpłynąłby na jej decyzje. Mnie jednak sąsiadowanie toalety z kuchniąprzeszkadza i przeszkadzać będzie. To już było trzecie biuro do potencjalnegowynajęcia, które nam zaprezentowano  iwszędzie było tak samo. Kibelek zawsze w pobliżu kuchni. Tak jakby te dwapomieszczenia o zgoła różnych przeznaczeniach nie mogły w nowo projektowanychpomieszczeniach biurowych istnieć bez siebie.  Zawsze tworzą nierozerwalną parę. Odwiedziłemkilka dni temu zaprzyjaźnioną redakcję i tam było tak samo.  – Przepraszam gdzie jest toaleta – zapytałemznajomą dziennikarkę gdyż potrzeby natury okazały się silniejsze od rozumu. Mogłemsię przecież spodziewać. Redakcja mieściła się w nowo wyremontowanej kamienicy,więc  można się było spodziewaćnajgorszego. I wcale nie chodzi mi o jakość,  czy czystość toalety. Najgorszego z możliwychpłożenia się spodziewałem.  Ale czasamizew natury jest zbyt silny. Nie chciałem ale musiałem. Kierowany wskazówkami koleżankiudałem się na początku do kuchni aby w wydzielonym, na szczęście, pomieszczaniuskorzystać z przybytku.  Ale cały czasmiałem w pamięci, że za cieniutką ścianką siedzą przy śniadaniu pracownicy redakcji.Ja tu za przeproszeniem siku robię a oni tam kanapki wsuwają. Jakoś mi to niepasowało. To, że słyszeliśmy się nawzajem ani dla mnie, ani dla nich nie byłokomfortowe.  Jeszcze do niedawnapracowałem w firmie w której nawiedzony przez pracę w korporacjach managerwprowadził zwyczaj jedzenia drugiego śniadania w pomieszczeniu socjalnym. Isłusznie – jakby powiedziałby mój znajomy.  Oczywiście, że jedzenie przy biurkach to jakośtak nie bardzo.  Ale zmuszanie kilkunastupracowników do jedzenia w pomieszczeniu wielkości windy, przez które przechodzisię do ubikacji jest czymś niezdrowym. Zastanawiam się co kieruje projektantamiktórzy planują pomieszczenia biurowe w ten sposób. Ciekawe czy oni też chętniepopijaliby herbatkę pod drzwiami kibelka. Kto w końcu zrozumie, że tokłopotliwe sąsiedztwo?