Trzecia trzydzieści osiem
Obudził się w nocy. Nie musiał nawet otwierać oczu by wiedzieć, że w pokoju panuje mrok, że to jeszcze ciemna noc. Zawsze tak się budził. Doskonale wiedział, która jest godzina, choć tego nie sprawdzał. Wiedział, że od teraz będzie leżał i myślał. A w zasadzie obmyślał, jakie ma podjąć decyzje, gdy nadejdzie świt i zacznie się dzień.
– Ponownie, no pewnie, to już stało się tradycją – powiedział bezgłośnie. Nie da się od tego uciec. Nadal z zamkniętymi oczami sięgnął w bok i lekko za siebie, po czym wymacał na szafce stojącej przy łóżku telefon. Trzymając go w ręce przed zamkniętymi oczami nacisnął guzik na obudowie wywołujący ekran, który natychmiast rozbłysnął mocnym światłem. Wiedział o tym mimo zamkniętych oczu. Otworzył oczy. Zamrugał, bo poraziło go światło. -Trzecia trzydzieści osiem – przeczytał godzinę z ekranu.
Odłożył telefon na szafkę, ekran urządzenia jaśniał jeszcze przez chwilę a następnie zgasł i na nowo nastała ciemność. Leżał i myślał, tak jak zawsze. Wiedział, że mimo wysiłków i tak już nie zaśnie. Do głowy zaczynały napływać obrazy. Zaczął analizować, zastanawiać się, snuć plany… zawsze tak było. Każdej nocy. Budził się o tej samej porze. Zastanawiał się, dlaczego się tak dzieje, że choć tego nie chce, to jednak zawsze powtarza się ten nocny rytuał. Budzi się i zaczyna myśleć o sprawach, które go dopadną w dzień.
I tak do rana. Do szóstej trzydzieści. Bo o tej porze wstawał z łóżka by po dokonaniu porannych czynności zdążyć do biura na ósmą. Zawsze go to dziwiło. To powtarzanie się tej nocnej sceny o trzeciej trzydzieści osiem. Zawsze tak samo i zawsze o tej samej porze. Bez względu na godzinę, o której zasypiał, zawsze budził się o trzeciej trzydzieści osiem.
Pamiętał, że dawniej tak nie było i bardzo tęsknił za tymi spokojnymi, stabilnymi czasami. Ale wiedział, że tak już nie będzie. Przynajmniej w najbliższym czasie. Przecież o tym właśnie myślał, co noc, od trzeciej trzydzieści osiem.
