Mądrzejszy od papieża

Obublikował pavvel dnia

– A ja tam jestem za karą śmierci – rzekła dumnie pani siedząca naprzeciwko mnie przy stoliku. Tak jakoś jest między nami Polakami, że wraz ze zwiększaniem się naszego stanu po spożyciu – jak mawiają nasi stróże prawa –rozwija się w nas potrzeba dyskusji o polityce.

Jedna setka wódki, jeden drink i już jesteśmy gotowi do snucia teorii i opowiadania jak to praktycznie byśmy je wcielali w życie gdyby nam się tylko chciało, a przecież nam się najczęściej nie chce. I to pewnie, dlatego, z tego naszego lenistwa, jest w naszym kraju tak źle. Teraz też uczestniczyłem w takim spotkaniu, w którym nie zabrakło rozmów o polityce. Mam też wrażenie, że do tradycyjnego polskiego politykowania dołączyły rozmowy o religii. Nie, nie są to spory o dogmaty wiary, to raczej takie nasze polskie narzekanie.  Teraz moje towarzystwo tyle przyswoiło alkoholu, że nawet się zdziwiłem, że tak długo wytrzymali z unikaniem tematów religijnych i politycznych.

– A ja tam jestem za karą śmierci – powtórzyła pani, bo za pierwszym razem chyba tylko ja zwróciłem na nią uwagę a ona najwyraźniej potrzebowała większego audytorium. – czyli szanowna pani jest podobnego zdania, co prezes prawych i sprawiedliwych – powiedziałem odruchowo i od razu sobie przypomniałem, że przecież miałem unikać rozmów o polityce. Ale to, co we mnie pływało i miało procenty zdecydowanie obniżyło moją czujność.  To panine stwierdzenie dotarło, do kogo trzeba, bo od razu wytworzyły się dwa stronnictwa wśród dyskutantów. Jedni podzielali pogląd pani siedzącej naprzeciw mnie przy stoliku, że kara śmierci jest konieczna, ale dla równowagi pojawili się też tacy, którzy byli jej przeciwnikami.

– Ja jestem za karą śmierci – rzekł pan pijący wino w ograniczonych ilościach. Kilka osób zgodziło się z nim, w różny sposób wyrażając poparcie dla jego oraz pani z mojego naprzeciwka. Padło wiele przykładów jak to zabijanie w świetle prawa jest naszemu narodowi bezwzględnie potrzebne. Stronnictwo przeciwników wyraźnie słabło. – Ale wy pewnie wszyscy katolicy? – zapytał znad kufla piwa mój kolega. Nic nie mówił a wiedziałem, że chce coś powiedzieć, no i powiedział. Po chwili ciszy prawie wszyscy zwolennicy kary śmierci szczerze przyznali, ze są Polakami i katolikami.

– A słyszeliście kiedyś o takim przykazaniu: nie zabijaj? – padło ponowne pytanie.  Słyszeli, ale odniosłem wrażenie, że każdy z nich ma własną interpretację tego, co jak mi się wydaje się jedną z podstaw chrześcijaństwa i także katolickiej wiary. Wszyscy deklarowali, że są katolitami, wiedzą, co to dziesięć przykazań, ale… ale prawie każdy miał dobre wytłumaczenie, że zabijać to jednak można, choć w zasadzie nie można.

–Ja tam się zgadzam z abp. Józefem M. przewodniczącym episkopatu – powiedział jeden z katolików – mówił on ostatnio, że kara śmierci jest dopuszczalna, gdy społeczeństwo nie może sobie poradzić z agresorem. Nie zdziwiłem się, przecież to hierarcha kościoła. – A słyszałeś o papieżu – spytał kolega. – Ledwo, co Benedykt XVI powiedział o karze śmierci, że łamie godność ludzką, jeśli dobrze pamiętam. Teraz znów to oznajmiał. Mówi to najwyższa władza waszego kościoła. Sprawa jest definitywnie rozstrzygnięta. Kara śmierci jest zła – dodał. Nie przekonał polskich katolików, oni wiedzieli lepiej. Lepiej niż papież.

– Jestem wierzącymi praktykującym katolikiem, ale w tej sprawie mam inne zdanie niż Benedykt XVI -stwierdził pewien prezes prawy i sprawiedliwy. Jak widać nie tylko on ma takie zdanie. Zastanawiam się, jeśli w tej sprawie można mieć inne zdanie niż papież, to może każdy katolik może dowolnie interpretować wiarę. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną – a ja tam uważam, co innego- mógłby powiedzieć taki polski katolik. A mnie się zawsze wydawało, że trzeba dosłownie przestrzegać bożych nakazów jak chce się być chrześcijaninem. A tu taka niespodzianka.