… i samemu się nie zagubić

Obublikował pavvel dnia

Nadal się jeszcze wpełni nie odnalazłem. Taki stan permanentnego zagubienia trwa u mnie już odkilku tygodni. Można z tym żyć jak widać po tym, że znów tu coś napisałem. Choćzgubiłeś mapę i nie wiesz gdzie iść,  tojednak nadal wstajesz rano i idziesz – interesujące zjawisko. Jesteś… a jednakcię nie ma. – Nie wiem, czy jestem, czy się odbywam – przeczytałem kiedyś słowapewnego poety. No, dokładne… tak to wygląda. Spoglądam na swoje dłonie, wpatrujęsię w moją ponurą gębę w lustrze i nie wiem już, czy ja nadal tu jestem czyraczej tylko się odbywam. – Zrozum, tak w zasadzie to ja tu nadal jestem ztobą, z wami, ale jednocześnie mam doskwierające mi bardzo uczucie, że całyświat, który nas, mnie otacza, tak do końca nie istnieje, że ja to sobiewszystko wyobrażam – wyznałem pewnego razu przyjacielowi, licząc żeprzynajmniej on zrozumie moje uczucia. Nie zrozumiał. Za całą pociechę jaką od niego otrzymałem musiało mistarczyć to, że jakże wymownie począł wodzić własnym palcem w okolicach mojegoczoła. Chciałem mu wytłumaczyć, jak do tego doszło, tak żeby pojął i wskazał midrogę, ale moje wysiłki były daremne. Coś tam tłumaczyłem o tym, jak to kiedyśsiedząc w biurze nagle poczułem, że tak naprawdę to mnie tam nie ma. Wskazałemmu miejsce gdzie ostatni raz siebie samego widziałem. Tam coś się wydarzyło, cowybiło mnie z mojego normalnego rytmu. Zachwiałem się. Zawahałem się. Zapadłemsię w sobie… i tam się zagubiłem. I choć nadal fizycznie, tam w tym biurzebyłem, i własnym ciężkim ciałem wypychałem fotel, choć moje łokcie nadal opierałysię na biurku i choć moje dłonie nadal oplatały mi głowę… to tak naprawdępoczułem, czy raczej wyczułem, że mnie tam już nie było. – Słuchaj – męczyłemprzyjaciela – ja jestem jak statek, który dryfuje bez żagli, bez steru, bez mapi załogi. – Jestem jak wrak statku na morzu – starałem się… lecz on nierozumiał, lub zrozumieć nie chciał.  Wcalesię nie dziwię, że nie wiedział o co mi z tym moim zagubieniem chodzi. Jak onmiał to uchwycić, gdy ja tego w pełni nie ogarniałem. Ja nadal szukałem drogi. –Tojest tak jakby nagle zabrakło drogowskazów, trasa nadal jest ta sama, ale niewiesz w jakim kierunku podążasz – spróbowałem ponownie. Znów przyjaciel patrzyłna mnie tak, że nie musiałem zgadywać do jakiego lekarza radzi mi się udać i tojak najszybciej. A ja się po prostu zgubiłem. Bo to, w co wierzyłem i w czympokładałem ufność nagle przestało mnie otaczać. Tak nagle, w jednej chwili całymisternie budowany świat runął, a ja choć nadal dostrzegałem jego kontury topoczułem się jakbym w nim już nie uczestniczył. Może to był taki mechanizmobronny? Może ja się po prostu wyłączyłem, gdy wyczułem swąd bezpieczników? Niewiem.  – Odbywam nieustanny rachuneksumienia –  rzekł klasyk. No i chyba mamtak samo. Wciąż szukam przyczyn tego zagubienia. Teraz gdy już się prawieodnalazłem, poczułem że znów odnajduję moją drogę, znów staram się w sobiebudować pewności i aksjomaty. Bo chyba dla mnie najważniejsze jest to, że ktośidzie obok mnie. I teraz wiem, że znów mogę dawać oparcie i szukać oparcia. Ichoć nasza wspólna droga zapewne nie będzie łatwa, i choć przynajmniej ja wiem,że w pełni się jeszcze nie odnalazłem, to mam wielką ufność, że tylko razemwyjdziemy na prostą. Teraz wiem, że ją odnalazłem ponownie i zrobię wszystko, żebyznów jej nie zgubić i samemu się nie zagubić.