Policyjny łącznik z przeszłości
Jest pewne prowincjonalne miasto 100 kilometrów od Warszawy, które kiedyś było wojewódzkie a teraz ma tylko Komendę Wojewódzką Policji. Urzekające jest to przywiązanie policji tego grodu do wiekowego stylu architektonicznego z ubiegłej epoki. Nie widać tego przywiązania w mundurach w samochodach a w budynkach widać i to jak!
Siedzibę policja ma w tym grodzie już historyczną, bo powstałą pod koniec lat siedemdziesiątych. Nie wszystkie budynki pochodzą jednak z tych lat. Czasy były trudne i nie udało się zrealizować tak wielkiej inwestycji od razu. Wybudowano na początku wieżowiec, potem drugi mniejszy następnie kilka przybudówek. Wszystkie te twory architektoniczne łączy jedno – brzydota. Są to straszne w formie klockowate dziwolągi postawione wydawałoby się bez żadnej wizji, zamysłu czy planu. Ale pomyślałem sobie, cóż lata takie były, stawiało się potworki, bo taki potworny był czas. Nikt nie dbał o to żeby było ładne, powinno było wielkie, pakowne i posiadało w sobie tysiące pokoików dla policyjnych urzędników. Potem nadszedł czas rewolucyjny, budynek miał przejść we władanie służby zdrowia, ale jak znamy to z historii znów nastąpiły złe czasy i jakoś policjanci urzędują tam do dziś.
Pod koniec lat osiemdziesiątych wpadła mi w ręce ulotka opozycji wolnościowej, z której dowiedziałem się, że rozbudowywany w tym czasie gmach „jest symbolem państwa policyjnego i totalitarnego” i natychmiast powinien zostać wyburzony lub przebudowany. Ale lata płynęły a już w wolnej Polsce komenda została lekko przebudowana, pozbawiona ostatnich ozdób architektonicznych, czyli jeszcze bardzie zbrzydła. Dodatkowo, aby szpetotę gmachu podkreślić dodano do budynki więcej jeszcze masztów telekomunikacyjnych. I tak trwał sobie ten biurowiec w swej szpetocie aż do 2008 roku. I tak to po trzydziestu latach ruszyła budowa łącznika, który połączył dwa biurowce komendy. Rozumiem, pieniądze trzeba było tak wiele lat, ale liczyłem, że jak już będą to może tak coś się zmieni jakiś nowy piękny projekty, jakąś odważna wizja architektoniczna. Coś, co poprawi estetykę tego szarego brzydactwa. Ale stało się inaczej ktoś wydal decyzje o budowie według planów i projektu z przed 30 lat! Łącznik budynku komendy wojewódzkiej ma cztery piętra w jednej części drugiej stronie – bliżej komendy miejskiej – trzy. I jest jak by żywcem przeniesiona z lat siedemdziesiątych i w wyglądzie i technologii budowy. Tak to za 13 mln zł wybudowano coś, co idealnie pasuje do wieżowców – jest tak samo koszmarnie brzydkie. Aby podkreślić jeszcze bardziej szpetność biurowca dzielni budowlańcy malują łącznik na tak samo straszny szaro, brudno, żółty kolor. A może dałoby się inaczej, tak żeby było ładniej, ciekawiej po prostu lepiej.
Już w fazie budowy budowlańcy zatrudnieni przez policjantów robili wszystko żeby zniszczyć otoczenie nowego budynku. Przez cało jesień i zimę betoniarki, ciężarówki i wywrotki pracujące na budowie pozostawiały na drogach dojazdowych ogromne ilości błota i gliny. Zniszczono pobocza, rozjeżdżając je całkowicie. Parkowana na trawnikach pozostawiając ogromne koleiny. Choć za takie czyny grożą surowe kary to mało się wrażenie, że nikt ich nie egzekwuje.
Droga prowadząca na policyjną budowę jest w opłakanym stanie. Od strony Żwirki i Wigury aż do dawnego ogrodzenia komendy zamiast utwardzonego dojazdu wiedzie wielkie błotno – ziemna pustynia. Teraz, gdy zrobiło się ciepło samochody pracowników budowy wzbijają tumany kurzu jadąc zaparkować na nieutwardzonym placu. Codziennie ciężkie pojazdy brną mozolnie przez gliniany szlam a w ciepłe dni nie widać ich prawie tak są spowite w kurzu. Wszystkie te maszyny wywożą na swych kołach ziemie prosto na asfalt. Nigdy nikt – jak mówią mieszkańcy okolicznych bloków – nie widział tam czyszczarki, która wymiotłaby brud z ulicy. Nie mówiąc już o myjce do usuwania błota i gliny. Raz tylko ktoś próbowałby zapanować nad tą sytuacją przy pomocy miotły, ale efekty były nikłe.
Pozostawienie na jezdni dużej ilości błota stwarzają zagrożenie dla kierowców pokonujących bardzo niebezpieczne skrzyżowanie ulicy. Problem mają w tym miejscu nie tylko kierowcy, ale także piesi zmuszeni brnąć przez w błocie lub kurzu do okolicznych bloków.
Zgodnie z zasadą, że pod latarnią jest najciemniej, policjanci nie zwracają uwagi na ewidentne łamanie prawa i obowiązujących przy tego typu sytuacjach reguł. Nikogo nie interesuje droga dojazdowa w opłakanym stanie, nikt nie zwraca uwagi na to, co dzieje się na placu, przez który poprowadzona jest droga. Kiedyś było tam zielono teraz jest jak po bombardowaniu. Powie ktoś budowa, ale ja już mogę się założyć, że tak zostanie na lata.
I tak to koszmarny budynek przeniesiony dziwnym zdarzeniem z lat siedemdziesiątych stanie wśród brudu, śmieci i chaosu, którą zastanowili po sobie budowlańcy. Policja, jako inwestor powinna stanowczo baczniej przyglądać się temu, co dzieje się na jej własnej budowie. Chodzi tu o przykład, a ten jest nie najlepszy.
