Nieszczęście awizowane
Przyszedł dziś rano. A prawdę powiedziawszy to go przynieśli, a ścisłej to go przyniósł posłaniec instytucji, która ma do mnie sprawę. Patrzę właśnie na niego jak leży sobie w przydzielonej dla mnie przegródce w skrzynce na listy. O proszę, jaki dumny! Jaki oparty o sześć lub dziesięć instytucji! Jaki praworządny w swej urzędowej formie i treści! Jaki cały polecony! Taki do odbioru za okazaniem dowodu i za własnoręcznym poświadczeniem przekazania na moje ręce.
Leży tak sobie i się do mnie szczerzy w tym maszynowo literowym uśmiechu pogardy wypisanym na tej złowieszczo bladej twarzokartce. Jest. Dotarło. Spoczywa sobie wyluzowane i spokojne. Leży tam sobie, przyniesione przez listonosza to awizo, ta zapowiedz zbliżającego się nieszczęścia. Źródło moich trosk. To zawiadomienie o mającym mnie dopaść przeznaczeniu i jego nieuchronności. Czytaj więcej
