Tag Archives

5 Articles

pesymistyczny.pl

Taki żydopodobny

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Z tą brodą to wygląda pan jak żyd – poinformowała mnie z dziwnym uśmieszkiem na twarzy kobieta w trudnym do ustalenia wieku. – One takie brody miały, te żydy, chyba pan nie chce wyglądać jak one – dodała, aby do mnie dotarło jak wielką krzywdę sobie robię hodując brodę na własnym pysku i na dodatek obnosząc się z nią po ulicach.

dziennik pesymistyczny

Miedzy wiarą deklarowaną a prawdziwą

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– (…) Prezydent musi słuchać Narodu, który w ponad dziewięćdziesięciu pięciu procentach jest katolicki. Inne rozumowanie byłoby błędne i przeniosłoby nieszczęście dla Polski – powiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą” pewien kardynał dziadunio lub może dziadunio kardynał. Tak czy inaczej dla nonsensowności wypowiedzi nie ma to najmniejszego znaczenia.

W ostatnim spisie powszechnym, który odbył się w dwa tysiące jedenastym roku, a którego wyniki ogłoszono trzy lata później po raz pierwszy od osiemdziesięciu lat umieszczono pytanie o wyznanie. Okazało się, że prawie osiemdziesiąci osiem procent ankietowanych Polaków określiło się, jako wierni Kościoła rzymskokatolickiego. Nie wiem czy kardynał to wiedział, może i nie wiedział, ale powiedział, co innego. Dziewięćdziesiąt pięć do nie osiemdziesiąci osiem procent. Ale może należy wybaczyć staruszkowi, może nie dosłyszał.

Trzeba jednak dla dobra i prawdomówności ogółu katolickich działaczy i dla dobra kleru tak często szafujących określeniem „katolicki naród” przypomnieć, że choć naród w swej większości przyznał się do wiary rzymskokatolickiej to jak się temu bliżej przyjrzeć to już tak dobrze to nie wygląda. I ten katolicki monolit jest podziurawiony niczym ser szwajcarski.

Kilka miesięcy temu analitycy Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) zliczyli tych, którzy wierzą we wszystkie składowe wiary katolickiej okazało się, że tych, co naprawdę wierzą we wszystkie prawdy objawione kościoła rzymskokatolickiego jest tylko pięć procent. Tak, tylko pięć procent, więc są w wyraźnej mniejszości. Reszta deklamuje przynależność do kościoła, ale wiarę traktuje jak półki w supermarkecie wybierając sobie, co im tam pasuje a resztę ignorując. Przeciętny Polak i katolik wierzy, w co mu tam się żywnie podoba a jednocześnie jest przekonany, że jest sumiennym katolikiem. Dlaczego kościół toleruje ten stan? Bo tylko dzięki temu może twierdzić publicznie, że narodu w ponad dziewięćdziesięciu pięciu procentach jest katolicki. Kleru nie bardzo interesuje, że ci co uważają się za wiernych nie bardzo wierzą w niebo czy piekło, ignorują wiarę w cuda czy zmartwychwstanie. Wolą słyszeć tylko to, że naród jest katolicki, ale nie chcą sprawdzać jak ta wiara naprawdę wygląda. Trwają tak sobie w błogim przeświadczeniu o „ponad dziewięćdziesięciu pięciu procentach” ignorując fakt, że tak naprawdę wierzących jest w Polsce tylko pięć procent.

Polacy zdeklarowani, jako katolicy nie tylko odrzucają dogmaty własnej wiary takie jak na przykład to, że Bóg wysłuchuje ich modlitw, ale jednocześnie przyjmują niektóre z wierzeń pozachrześcijańskich. Niektórym Polakom zdeklarowanym katolikom nie przeszkadza wiara reinkarnację.

Może czas wreszcie przyznać, że wyznawców ścisłej doktryny katolickiej jest w Polsce ledwie pięć procent. Może czas w końcu przestać opowiadać brednie o tym, „ że polska jest katolicka”. Bo jak wynika z badać Polak i katolik w przygniatającej większości wierzy w to co mu się tam w danej chwili podoba i co mu tam do danych okoliczności pasuje i nie ma to nic wspólnego z katolicyzmem. Może czas najwyższy zająć się naprawianiem wiary tych, co tą wiarę tylko w deklaracjach wyznają, a nie rozpływaniem się z zachwycie o prawie stuprocentowo katolickiej Polsce.  Bo „inne rozumowanie byłoby błędne i przeniosłoby nieszczęście dla Polski” – cytując kardynała.

dziennik pesymistyczny

Nasi okupanci

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Od wczesnego lat młodzieńczych, od dzieciństwa prawie, miałem taką wdrukowaną w podświadomość niechęć do wszelkiej władzy. A już szczególną – miałem i mam – fobie na punkcie tych co mnie pouczają. Nie lubię, no wprost mnie trzęsie, jak ktoś mnie szkoli jak mam żyć narzucając mi swoje zasady moralne. Ale oczywiście ironia jest podstawą mojej egzystencji na tym łez padole. Zrządzeniem losu lub za sprawą siły wyższej urodziłem się, wychowałem i żyje w miejscu gdzie prawie każdy każdego poucza jak ma żyć. Do mistrzostwa w nauczaniu i nawracaniu na siłę doszli w kraju nadwiślańskim ludzie, którzy sami siebie zwą katolikami. Oni nie ograniczają się do życia według zasad własnej religii, oni muszą pouczać innych bo… bo inaczej się uduszą.

– Nie damy nigdy przyzwolenia na promowanie tak zwanych związków partnerskich. Nie godzimy się na stosowanie niemoralnej metody poczęcia dziecka, zwanej metodą in vitro – powiedział nie tak dawno pewien dziadyga. Cóż – pomyślałem – niech sobie chłopina żyje jak chce. Co prawda nie zauważyłem, żeby żył w związku rodzinnym jak sam nakazuje i naucza, tak po bożemu, z kobietą i z nią dorobił się gromadki dzieci, ale co tam, niech dziadkowi będzie. On nigdy nie da pozwolenia na związki partnerskie, choć sam od lat żyje wśród mężczyzn i nie wiadomo tak do końca jakie oni tam mają ze sobą związki, ale to jego sprawa nie moja. Pewnie nie partnerskie, tylko takie bardziej feudalne te ich związki, ale jak kto woli, niech sobie żyje jak chce. Ale okazuje się, że pan w śmiesznej czapce to mnie nie da pozwolenia, żeby sobie żył w konkubinacie. Co do siebie to on tam nie będzie stosował swoich zasad. On mnie chroni przed grzechem.

Starowinka, choć nie wiem czy kiedykolwiek ciurlał – jak mawiał pewien Szyszkownik – i pewnie (ale kto to może tak naprawdę wiedzieć) nie dorobił się potomka w zbożny sposób teraz postanowił umoralnić innych. Wpadł na pomysł żeby wyznać, że nie godzić się na „stosowanie niemoralnej metody poczęcia dziecka, zwanej metodą in vitro”. No i co? No i nic w zasadzie, bo przecież nikt staruszkowi nie każe od razu stosować takiej metody rozmnażania się. Niech sobie tam po staremu robi, co tam robi lub nie robi. Przecież go nikt siłą nie zmusza do metody in vitro. Ale po co się na siłę zabiera za nawracania tych, co dalecy są od jego poczucia moralności?

Takie słowa katolickich udzielnych władców tak naprawdę nie powinny mnie nic obchodzić. Przecież staruszek coś tam powiedział to swoich poddanych w wierze, oni do słów kapłana się zastosowali i od tego dnia nie dają przyzwolenia na związki partnerskie i nie korzystają z poczęcia dziecka metodą in vitro. Chcą tak żyć, wybrali taka drogę, proszę bardzo, niech sobie żyją jak chcą. I po sprawie. Ale nie, nie w Polsce, nie katolicy, oni nie odgraniczają się do stosowania zasad własnej wiary do samych siebie. Oni muszą pouczać innych. Na siłę wpajać, pouczać, zakazywać, nakazywać i karać. Bo przecież świat by przestał istnieć gdyby ktoś żył inaczej niż oni. Jak psy ogrodnika – same nie zeżrą, a innym nie dadzą.

Coraz więcej jest wokół mnie osób, które za wszelką cenę i na wszelkie sposoby pragną mnie uszczęśliwić na siłę. Fundamentaliści katoliccy dyktują mi, co jest sztuką a co nią nie jest. Mówią mi z kim mam wziąć ślub, w jaki sposób i gdzie to zrobić. Staruszkowie i mężczyźni, którzy nigdy nie mieli swoich dzieci pouczają mnie jak mam się ich dorobić. To jakiś obłęd. Czy ja im mówię, co mają czynić? Nie! To dlaczego mnie jakiś dziadek poucza. Po co rzymscy katolicy narzucają mi swój zabobonny ogląd świata. Oni wiedzą lepiej ode mnie, co mam oglądać, co czytać, czego słuchać? W myśl własnych przekonań zmieniają moje życie. Nakazują mi, co mam jeść i kiedy mam czegoś nie jeść, kiedy mam robić zakupy a kiedy mam tego nie robić. Postępują w myśl zasady – parafrazując słowa Szyszkownika Kilkujadka – my was będziemy tak długo kochać, aż wy nas wreszcie pokochacie.

– Gdziekolwiek wyłoni się paląca kwestia, w której ludzie głowią się i radzą, co czynić, aby na świecie było trochę lżej i trochę jaśniej, natychmiast wysuwa się złowroga czarna ręka i rozlega się grzmiący głos: „Nie pozwalamy! Nie wolno wam nic zmienić, nic poprawić. Wszystko musi zostać po dawnemu; niczego tknąć nie pozwolimy z gmachu ciemnoty i ucisku. Ktokolwiek chciałby ulżyć doli człowieka na ziemi, sprzeciwia się prawu Boga, sprzeciwia się woli bożej”- pisał w latach trzydziestych ubiegłego wieku Tadeusz Boy-Żeleński w książce „Nasi okupanci”. No i nic się nie zmieniło.

dziennik pesymistyczny

Handlować w niedziele czy nie handlować

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Zakazać handlu w niedziele czy może nie zakazywać. Teraz każdy obywatel mojego miasta może po wypełnieniu specjalnej ankiety wyrazić teraz swoją opinie na ten temat. Wystartowały bowiem konsultacje społeczne dotyczące zasad niedzielnego handlowania.  Przez najbliższy miesiąc mieszkańcy będą mogli się wypowiedzieć, czy trzeba coś ograniczyć, czy całkowicie zakazać, czy pozostawić bez zmian.

W Polsce mamy takie swoiste zamiłowania do powszechnego zakazywania wszystkim wszystkiego. Nakazy, zakazy, rozporządzenia administracyjne. Pragnąc żyć w tym społeczeństwie przeciętny zjadacz chleba musi się ciągle zastanawiać, czy to, co w danej chwili robi nie jest przypadkiem zakazane. Wydaje się, że przeciętny Polak nie jest w stanie żyć i funkcjonować normalnie, jeśli mu się czegoś władza nie nakaże lub zabroni.

Jestem niepokojąco spokojny, co do wyniku konsultacji dotyczących zasad niedzielnego handlowania.  W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: Jeśli Bóg „odpoczął i wytchnął” w siódmym dniu (Wj 31,17), [to] człowiek również powinien „zaprzestać pracy” i pozwolić innym – zwłaszcza ubogim – „odetchnąć” (Wj 23,12). Szabat nakazuje przerwać codzienne prace i pozwala odpocząć. Jest dniem sprzeciwienia się niewolnictwu pracy i ubóstwieniu pieniądza” (KKK 2172). Przecież moje miasto jest bardzo przywiązane do wartości chrześcijański – jak mnie tu wielokrotnie zapewniano. Nie możliwe, więc jest, aby wierzący opowiedzieli się wbrew tym wartościom. Bo jakie to były wartości gdyby wynik konsultacji był inny? Trochę mi będzie szkoda tych niedzielnych zakupów, ale cóż demokracja. Siła większości. Trzeba jej ulec. Tak, to sarkazm. Ale na poważnie to chciałbym, choć raz zobaczyć katolików masowo stosujących się do zasad swej własnej wiary. Przy tych konsultacjach jest na to szansa.

Jeśli ktoś uważa się za katolika, za członka wspólnoty wyznaniowej, jaką jest Kościół Rzymskokatolicki to musi stosować się to zasad własnej wiary. A one są jednoznaczne i nie podlegają interpretacji. – Kto określa, czy wybór jest dobry czy zły? Kto określa rodzaj świętowania? – pytała mnie kiedyś pewna pani. Otóż zasady i wybory, i czy jest to dobre czy złe określone są dla katolika w katechizmie. Jest to synteza nauczania kościoła. Jedyna wskazówka postępowania dla katolika. I tam jest określony rodzaj świętowania. Wiara Rzymskokatolicka to nie forum dyskusyjne. To twarda, jednoznaczna religia ze ściśle określanymi regułami postępowania. Nie można być katolikiem negując lub interpretując przykazania kościoła. Dlatego Trzecie przykazanie Boże: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił” jest jednoznaczne i niezmienne.

Ja „nie pouczam i nie oceniam” ja tylko pokazuje, że jeśli się siebie określa mianem katolika to trzeba przestrzegać zasad tej wspólnoty w stu procentach a nie tylko te, które uważa się za dobre dla siebie. Nikt niema prawa nazywać się katolikiem naginając lub wręcz obchodząc prawdy zawarte w Katechizmie. Ja nie mam monopol na prawdę, ale zasady KK są w tym względzie monopolistyczne i niezmienne.

A może powinno być tak, że Ci wszyscy, którzy z potrzeby i z ducha wiary, która ponoć wyznają nie chcą i nie powinni iść do sklepów w niedziele niech po prostu tam nie idą. Wszędzie słyszę, że większość naszego społeczeństwa to katolicy, więc może przyszedł czas na zaprezentowanie swoich przekonać i na unikanie niedzielnych wizyt w centrach handlowych. Jeśli tylko ten margines niewierzących i innowierców będzie wizytował sklepy w niedziele, to przecież każdy rozsądny przedsiębiorca zamknie interes, bo po prostu z braku klienteli nie będzie mu się to opłacało. Niech zwycięży wiara i ekonomia! Nie potrzeba żadnych zakazów handlu. Tak, więc bracia katolicy, jest Was ponoć dziewięćdziesiąt osiem procent społeczeństwa, nie inaczej jest pewnie w moim mieście. Pokażcie, na co was stać! Jeśli nie będzie Was w centach handlowych w niedziele przez dwa, trzy miesiące to pewnie i bez specjalnego zakazu handlu i tak będą zamknięte.  I bez specjalnego zakazu administracyjnego będzie się „dzień święty święcił”.

dziennik pesymistyczny

Dlaczego łysi nie mają swojej telewizji?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Mam kolegę, który będąc dziennikarzem publikował czasami artykuły w których tych złych, co to rozrabiają, kradną, chuliganią nazywał z lubością łysymi. Na początku mi to nie przeszkadzało, ale pewnego dnia gdy usłyszałem od kogoś ,że jestem łysy tak mi się te teksty z gazety, gdzie łysych przestawiano w bardzo niekorzystnym świetle przypomniały, i uznałem, że coś muszę z tym zrobić. – Słuchaj, dlaczego ty tak o tych, no nazwijmy ich chuliganami, czasami piszesz łysi, jakby to były słowa jednoznaczne – zapytałem go przy okazji naszego spotkania. – No bo mi się tak kojarzy – odpowiedział.  – Ale ja, spójrz na mnie – i tu nadstawiłem mu moją prawie łysą czaszkę pod nos – wcale nie jestem jakimś bandytą – stanowczo zaprotestowałem przeciw generalizowaniu, które mój kolega dziennikarz uprawiał w gazecie. – No tak, ale większość łysych to bandyci, taka jest opinia większości – przekonywał kolega. I tak trwała nasza dyskusja o kojarzeniu tych, co na głowie nie mają owłosienia z tymi, co nas biją i szkodzą, i nie mają przez to najlepszej opinii w społeczeństwie.  – Jak będziesz miał swoją gazetę, radio czy prywatną telewizję, to będziesz mógł tam pisać co chcesz i bronić sobie łysych do woli – odpowiedział mi, mniej więcej tak, na koniec naszej dyskusji. Pomyślałem sobie wtedy, że może to źle, że łysi nie mają swoich mediów. Ale traktowałem to w formie żartu, aż do chwili, gdy przeczytałem wypowiedź pewnego księdza i dyrektora w jednej osobie. – Jesteśmy dyskryminowani i wykluczani, tylko katolicy nie mają telewizji – mówił podczas posiedzenia senackiej komisji kultury i środków przekazu. – Uuuu, przepraszam – powiedziałem sam do siebie po przeczytaniu tych słów. To nieprawda, że „tylko katolicy nie mają telewizji”. Pomijam już to, że nawet ja mam gdzieś w mnogości moich kanałów telewizyjnych zapisaną TV trwam.  Nie wspomnę już, że w telewizji publicznej można znaleźć wielość audycji bardzo w swym wyrazie katolickich. Mnie się przypomniała ta moja trochę bezsensowna dyskusja z kolegą dziennikarzem sprzed lat. I teraz chciałbym odpowiedzieć księdzu dyrektorowi,że przesadą jest twierdzić, że „tylko katolicy nie mają telewizji”, bo jeszcze też łysi jej nie mają a stanowią znaczną część naszego społeczeństwa.  – Potrzeba dialogu, rozmowy i mediów. Również katolicy powinni mieć media – zaznaczył ksiądz – szef – dyrektor telewizji zdecydowanie polsko katolickiej. A mnie się przypomniało, że przecież gazety katolickie w naszym kraju też istnieją tak jak i radio, które ma chyba najlepszy zasięg w Polsce, a to wszystko to też media. No chyba że się mylę? Z jednym się zgadzam z księciem biznesmenem, tak  „również katolicy powinni mieć media”, no i takie mają. Mogą mieć ich nawet więcej, jeśli spełnią wszystkie przepisy i ich na to stać. Ale to nie może być tak, że ktoś, kto jest przekonany o własnym prześladowaniu wymusza na państwie jakieś specjalne traktowanie tylko dlatego, że jest katolikiem. Nie wiem, może się mylę, ale nie przypominam sobie aby własne stacje telewizji miały inne grupy religijne. – Jesteśmy dyskryminowani i wykluczani, tylko katolicy nie mają telewizji – mówił ksiądz, a ja pytam- co z łysymi?! Oni też są dyskryminowani i wykluczani i też decydowanie nie mijam się z prawdą – na pewno w Polsce nie mają swojej telewizji. I nie tylko oni, bo co z rudymi dla przykładu? Co oni mają powiedzieć? no nie mają rudzi swojej telewizji.