Każdy ma prawo do ochrony zdrowia
Wiem, że już chyba wszystko, co powiedziano o polskiej służbie zdrowia. A właściwie, o trwającej już dwadzieścia lat jej całkowitej niewydolności. Ja jednak zmotywowany tym, co dotknęło ostatnio moją czytelniczkę chciałbym do tego tematu powrócić.
W Polsce po osiemdziesiątym dziewiątym roku zreformowano już chyba wszelkie dziedziny życia społecznego. Najlepiej zmiany wyszły nam w dziedzinach takich jak polityka i historia nieźle też przeszły zmiany w gospodarce. Przynajmniej w państwowych założeniach i urzędniczym mniemaniu. Jednak od dwóch dekad nie można zmienić nic, lub bardzo niewiele w ochronie zdrowia. Pan prezydent Lech Kaczyński bardzo często powołuje się na swoje uprawnienia zawarte w konstytucji, więc ja też powołam się na zawarte tam zasady, mając za przykład „ najważniejszą osobę w państwie”.
Artykuł 68 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowi, że: „Każdy ma prawo do ochrony zdrowia”.
Zapisano tam też, że: Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa.Jak w świetle tych zapisów wygląda sytuacja, w której znalazła się pewna moja znajoma Pani? Jej przypadek jest w Polsce raczej normą niż wyjątkiem.
Pewna moja czytelniczka poczuła się źle, więc nie chcąc narażać ze swej wrodzonej skromności polskiej opieki zdrowotnej na koszty, sama udała się taksówką do przychodni lekarskiej. Po odczekaniu dwóch godzin, lekarz pierwszego kontaktu przyjął Panią i zdiagnozował po wykonaniu EKG, że stan jest na tyle poważny, że Pani ta powinna udać się do szpitalnej izby przyjęć. Pani wsiadła w taksówkę i udała się do szpitala. Tam oczywiście po trzech i pół godzinach oczekiwania na wizytę, lekarz pogotowia stwierdził, że Pani ma poważny stan dusznicy bolesnej. Położył Moją znajomą na kozetce, dał kroplówkę, garstkę lekarstw, receptę na inne lekarstwa i po czterech badaniach kardiologicznych wysłał samodzielnie do domu. Wyraził też opinię, że jest nie najgorzej, a na oddziale są znacznie bardziej chorzy. Dodał, że jest kolejka, że może i powinno się zrobić więcej badań, ale jest kolejka, może i powinna Pani pobyć w szpitalu, ale oczywiście – kolejka. I dlatego najlepiej jak Pani ta uda się do domu, bo przecież sama przyjechała to i sama też wrócić może. A jakby się coś działo to niech przyjedzie. Udzielił też rady, że trzeba się leczyć. Poradził szybką wizytę u specjalisty kardiologa oraz wykonanie kompleksowych badań. Pani wzięła to sobie to chorego serca i już następnego dnia postanowiła się zapisać na wizytę lekarską oraz na profesjonalne badania. I pewnie każdy Polak wie, co teraz napiszę i, że nie będzie to niespodzianką. W jednej z poradni specjalistycznych otrzymała Pani informację, że: w tym roku kardiolog już nie przyjmuje pacjentów. Można w przyszłym roku spróbować. Szczęście, że to nie jedyna przychodnia na nasze prowincji. W następnej, możliwa wizyta była już 28 października! Brawo! Tylko kilka miesięcy! A leczyć się trzeba już, zaraz. W istocie to piękny kraj, w którym płacąc podatki nie możesz spodziewać się żadnej pomocy za to co, co każdy z nas zapłacili. Albo jak ci już ktoś udzieli pomocy, to w tak ograniczonej formie, że prawie jej nie zauważasz. Sytuacja dotyczy państwowej opieki zdrowotnej, bo prywatnie Ci sami lekarze zrobią wszelkie badania, jakie tylko można sobie wymarzyć, ale odpłatnie.
Więc, po co ja i Moja czytelniczka płacę i płaciliśmy przez lata podatki. Dlaczego mamy wydawać pieniądze za to samo dwa razy? Przecież, już zapłaciłem za opiekę i mam do niej prawo. I naprawdę nie interesuje mnie polityków tłumaczenia, że są jakieś tam obiektywne trudności. Dlaczego służby zdrowia nie można uzdrowić przez dwadzieścia lat, a na przykład wojsko można było na tyle uzdrowić z zapaści, że już po kilku latach zdolne było prowadzić dwie wojny tysiące kilometrów od naszych granic. I tak, ważniejsza stała się wojna o ropę, niż zdrowie własnych obywateli. Jeśli kogoś stać na wojnę musi mieć też fundusze na ochronę zdrowia w kraju.
W Polsce od początku lat 90-tych trwa nieprzerwanie reforma w służbie zdrowia. Mam jednak wrażenie, że głównym jej celem było i jest zawłaszczenie jak największej części majątku i środków finansowych służby zdrowia dla celów prywatnych, a nie poprawa jej funkcjonowania. Stan jest taki, że od dwudziestu lat wmawia się nam, że najlepiej jak zapłacę za wizytę u lekarza. Ale ja już przecież płacę ze swych podatków.
Jedynym widocznym skutkiem reformy jest całkowite rozregulowanie systemu publicznej ochrony zdrowia, upadek zawodów medycznych, w tym szczególnie lekarzy i pielęgniarek. Jeśli już pracują w Polsce, a nie w Irlandii czy Anglii, to zarabiają raczej na praktykach prywatnych niż w uspołecznionej służbie zdrowia. Rządzący w Polsce przez ostatnich dwadzieścia lat politycy i urzędnicy doprowadzili do skrajnej nędzy szpitale i przychodnie lekarskie. Wszystko to przy jednoczesnym rozwoju prywatnego lecznictwa. Czy to znaczy, że chce się nam wmówić, że państwowa opieka medyczna jest niepotrzebna?
Panie prezydencie Kaczyński, informuję Pana, że jest w Polsce łamana konstytucja i to nie sporadycznie, ale nagminnie. I nie dotyczy to jednej osoby, jak w Pana przypadku gdy utyskuje Pan Prezydent nad niemożliwością znalezienia dla siebie krzesła na konferencji międzynarodowej. Tu, w Pana i moim kraju nie przestrzega się konstytucji z premedytacją od wielu lat, i dotyczy to milionów. Niech Pan, jako „najważniejsza osoba w państwie” coś z tym zrobi, nie kiedyś, lecz teraz, zaraz, póki jeszcze część z nas tych biedniejszych jeszcze żyje.
