
Kolejny świt. Otwieram oczy i ponownie dociera do mnie, że żyje. I tak każdego dnia. Wstaje. Ile to trzeba energii z siebie wykrzesać żeby podnieść się z łózka? Dobra stoję. Teraz pierwszy krok, który jest zarazem testem na to, co mnie dziś zaboli. Bo jak powszechnie wiadomo powyżej pewnego wieku to, że coś cię zaboli jest wiadomym znakiem tego, że żyjesz.
Niby nic mi nie jest, ot normalne życie. Dzień po dniu. Poranki i wieczory. Tydzień za tygodniem. Rok za rokiem. Ale to nie jest życie, to tylko pozór. Nie, nie jest tak źle, czasami nawet bywa tak że mogę śmiało powiedzieć, że jest dobrze. Od wielkiego dzwonu nawet bardzo dobrze, ale zazwyczaj bywa nijako, zwyczajnie. Czytaj więcej
Muszę koniecznie stąd odejść. Każdego dnia coraz bardziej pragnę uciec. Zostawić to wszystko poza sobą. Nie rozumiem tego świata. Nie mogę pojąc reguł, które nim rządzą. Ja się zwyczajnie nie nadaje to życia. Muszę jak najszybciej odejść, bo nie chce umierać powoli. Ale cóż, odkładam ostateczne rozwiązanie na później. Czytaj więcej
Z tyłu głowy pulsował znajomy ból – nie ten fizyczny, raczej taki jakby ktoś wymazywał mnie gumką, powoli i starannie, od środka. Nie było nikogo, kto by przyszedł. Nikt nie miał przyjść. I nikt nie powinien.
Zostawiłem niedopite szkło, żeby było na coś czekać. Tak, jak się zostawia okno lekko uchylone – na wypadek, gdyby jednak wróciła. Ale przecież nie wraca się do ludzi takich jak ja.
Z radia sączył się głos jak spod kołdry. Jakby świat mówił szeptem, żebym nie przeszkadzał.Przełknąłem ślinę i znów pomyślałem, że jestem kimś, kto byłby może szczęśliwy, gdyby umiał.
Ale nie umiem. Nie potrafię. Próbowałem – boże, jak ja próbowałem – ale każda radość rozkładała się we mnie szybciej niż trupi jad. W środku czuję, jakbym był pustą walizką po zmarłym – nikomu niepotrzebną, z zapachem czegoś, czego już nie ma.
I tylko wieczór znowu przyszedł, jak stary znajomy, który nic nie mówi, ale wie wszystko. Usiadł obok. Wlał mi jeszcze jeden. I patrzył.A ja piłem, bo co innego mogłem robić?
Mam w sobie gen destrukcji. Jeśli można coś zepsuć, to można być pewnym, że to zrobię. Wszystko niszczę. Mam do tego wyraźny talent. Potrafię koncertowo spierdolić na amen wszystko, co w moim życiu jest dobre. Taki właśnie mam talent. Jestem w tym prawdziwym mistrzem. Czytaj więcej
– To naprawdę dziwne. Już od świtu ktoś coś ode mnie chce – powiedział bawiąc się pustym kieliszkiem. – Jak tylko otworze oczy słyszę lub czytam w przychodzących na telefon wiadomościach o kolejnych bardzo istotnych niestety nie dla mnie zadaniach. Czemu na Boga nie mogę się wyspać do południa i obudzić z myślą, że przede mną dwa tygodnie, może miesiąc, rok spokoju od pilnych zadań? Czytaj więcej
Wszyscy mówią: nic się nie stało, nikt nie umarł, ludzie się schodzą i rozchodzą. Może ludzie tak mają. Nie znam wszystkich ludzi, możliwe że maja inaczej jak ja. Co mnie do tego. Ja tam nie wiem, nie siedzę w czyjeś głowie, w czyjejś duszy. Dla mnie ważne to co moje. Ja mam zupełnie inaczej niż wszyscy. Czytaj więcej
Moja codzienność. Czekanie, to z tego składają się moje dni. Przechodzą one w miesiące, potem w lata. Czekam. Każdego dnia na coś czekam. Z wiekiem zrozumiałem, że nie ma w moim życiu nic stałego oprócz czekania. Nie biorę już w tym życiu udziału, nie jestem jego podmiotem. Ja tu tylko obserwuje i czekam. Czytaj więcej
Tęsknie za spotkaniami. Za grillem. Za rozmowami. Za alkoholem pitym w nadmiarze. Za powrotami nad ranem. Za niepewnością w odprowadzaniu do domu tej poznanej niedawno. Za nowymi znajomościami. Za pachnącym ziołami i kwiatami wieczornym powietrzem. Za tym, że mogę gdzieś wyjść i z kimś pomówić. Tęsknienie za mówieniem do innych, takie to dziwne, bo przecież codziennie do kogoś mówię. Czytaj więcej