Budowanie połowiczne
W moim prowincjonalnym mieście jest taki zwyczaj, od którego nie jest wolna cała Polska. Jak kraj nasz długi i szeroki stoją sobie budowle a nawet drogi rozgrzebane, ale nie dokończone. Zasada u nas mianowicie jest taka, że jak władza ma pieniądze to buduje a jak się kończy kasa to rozpoczyna się czekanie na lepsze czasy, czyli po prostu na pieniądze. A do tego czasu niech to, co budowaliśmy sobie czeka rozgrzebane.
Na mojej prowincji jest wiele takich przykładów budów połowicznych. Najnowszym jest niewątpliwie komenda policji z jej nowym łącznikiem otynkowanym tylko do połowy. Widocznie na resztę zabrakło pieniędzy i teraz sobie poczeka na lepsze czasy. Jest nowy plac miejski, na którym miało być oczko wodne, od którego odchodzić miał kanalik wijący się przez cały deptak. No właśnie miał, bo ciek wodny jest tylko korytkiem niewiadomego przeznaczenia gdyż wodne oczko, z którego miało być zasilane nie powstało. A samo korytko i tak urywa się gdzieś w połowie deptaka.
Jest przed magistratem wkopane w ziemie automatyczne nawadnianie trawników to znaczy leży sobie bezczynnie w ziemi a rośliny usychają. Czegoś tam nie dopilnowano, czegoś nie ma i czeka to podlewanie sobie na lepsze czasy. Jest też sygnalizacja świetlna na nowo przebudowanym rondzie, gdzie najpierw przemodelowano wjazdy i zjazdy ze skrzyżowania a następnie ustawiono nowoczesną sygnalizacje świetlną. I teraz są jeszcze większe korki niż przed modernizacja. Wieść gminna niesie, że obie ekipy, ta od świateł i ta od modernizacji dróg pracowały sobie w najlepsze nic o sobie nie wiedząc. Sygnalizacja świetlna jest idealna do starego rozwiązania ruchu na rodzie a z nową organizacja nie bardzo chce działać. Zrodził się, więc w umysłach urzędniczych genialny pomysł. Postanowiono zaplanować awarie, i o określonej godzinie pewnego dnia wyłączono światła. I po sprawie… I teraz będzie to sobie stało przez lata mrugają żółtym światełkiem przechodniom i kierowcom. Jest już nie jedno takie skrzyżowanie w moim mieście gdzie postawioną na tę rewelacyjnie prosta metodę pozbycia się kłopotów.
Nie ma, co mnożyć przykładów, jest ich wiele. Tłumaczenie urzędników jest zawsze takie same – jak są pieniądze to się buduje, bo jak by się nie budowało do nic by nie powstało. Lub takie, że jak się nie wyda teraz pieniędzy to się ich nie dostanie w przy przyszłym roku. A tak można budować etapami.
Czy nie lepiej jest zgromadzi wszystkie siły i środki i zacząć budowę i ja skończyć w wyznaczonym czasie? Czy tak nie jest po prostu łatwiej? Czy wtedy nie dochodziłoby do takich sytuacji, że jak od jednego do drugiego etapu budowy zmieni się koncepcja to jest już to tylko ciągłe przerabianie? Nie ma tu żadnej spójności tylko jedna wielka przypadkowość. Jeden zaczyna, potem są wybory, drugi kończy, ale już według swojego widzimisie, potem go odwołują i jest trzeci ze swoją koncepcją. Ewidentnym przykładem takiej złej koncepcji inwestycyjnej jest nowo odremontowany deptak głównej ulicy mojego miasta. Był budowany w trzech etapach. I tak oto mamy trzy rodzaje latarni na dwu kilometrowym odcinku. Bo jak zakładano te pierwsze latarnie to nie pomyślało o tych na końcu a jak pomyślano to już tego rodzaju nie produkowano, więc trzeba było kupić inne. I jak to teraz wygląda? Źle.
Bo u nas na prowincji a przepuszczam, że i w stolicy jest tak, że zawsze wszyscy chcą dobrze a wychodzi jak zawsze.
