Emerycka wiedza o ludziach

Obublikował pavvel dnia

Centrum prowincjonalnego miasta. Na ławeczce stojącej na skraju parku siedziało dwóch starszych panów. Wszystkie inne ławki były zajęte i to w większości przez mamy z dziećmi. A takie towarzystwo od zawsze nie wzbudzało we mnie entuzjazmu. Perspektywa odpoczynku na parkowej ławce w cieniu drzew, nawet w towarzystwie dwu emerytów wydała mi się atrakcyjna. Przysiadłem i z racji tego, że panowie mówili dość głośno, a ja nie miałem nic innego do roboty zacząłem przysłuchiwać się ich rozmowie. A właściwie komentarzowi do tego wszystkiego, co wyczytali w lokalnej gazecie. Ściślej mówiąc raczej do tego, co zobaczyli w tytułach i na fotografiach, bo nie wgłębiali się w treści artykułów. Ich rozmowa dotyczyło czegoś innego. Komentowali oni treści zawarte w gazecie poprzez pryzmat swych opinii o autorach. Z wielką łatwością przypisywali oni pochodzenie i poglądy polityczne dziennikarzom i na podstawie tego doszukiwali się w ich tekstach drugiego dna.

 

Z tego mimowolnego podsłuchiwania szybko dowiedziałem się, kto z lokalnych żurnalistów jest ukrytym komuchem, kto zwykłym nieukiem, jakiego to wyznania był ojciec jednej z dziennikarek oraz tego z czyjej kasy opłacany jest pewien redaktor. Nie wytrzymałem, i zapytałem panów o to czy wszystkie te obgadywane przez nich osoby są ich bliskimi znajomymi, bo sądząc po tym, co mówią i co o nich wiedzą tak właśnie jest. Nie usłyszałem odpowiedzi na moje pytanie. Za to z tego, co mówili dowiedziałem się wiele o sobie i o tym, jaka była moja bliższa i dalsza rodzina. Ale tego co usłyszałem nie przytoczę, bo mi za tych panów wstyd. Wstałem i powlokłem się dalej, bo odechciało mi się takiego towarzystwa na parkowej ławeczce. Ale nadal dręczy mnie myśl: skąd oni o tych dziennikarzach tak dużo wiedzieli skoro ewidentnie nie byli z nimi zaprzyjaźnieni? Ja sobie ich nie przypominam a oni o moim pochodzeniu też wiele wiedzieli. Jak to możliwe?