Czy politycy mnie straszą?

Obublikował pavvel dnia

Zauważyłem że stałem się ostatnio bardzo podatny na straszenie mnie przez polityków, a już szczególnie na straszenie mnie niemieckim zagrożeniem. Jak pisałem tu kilka dni temu, jestem umiarkowanie uczulony na naszych sąsiadów zza Odry, więc jestem też podatny na takie słowa. A tu jak na złość najwyższa osoba w państwie jeszcze te moje obawy potęguje. Prezydent straszy mnie niemieckim zagrożeniem a wtóruje mu bliźniaczo brat, były premier. I jak tu zachować zimna krew.

 W ostatnich dniach zauważam u siebie dziwne zachowania, które są zapewne związane ze słowami prominentnych przedstawicieli PiSu o powszechnym germańskim zagrożeniu. Ostatnio byłem w supermarkecie i zamiast włożyć do wózka z zakupami jedno opakowanie cukru, jak to robiłem zazwyczaj, umieściłem w nim dwa, i tak samo zrobiłem z mąką oraz kaszą. Moja dziewczyna całkiem słusznie zapytała – do wojny się szykujesz? No właśnie, może podświadomie słowa prezydenta i byłego premiera jednak wywarły na mnie jakieś wrażenie.  Jeśli straszy mnie szeregowy polityk opozycyjnej partii no to jeszcze mogę zrozumieć, że jest to retoryka wyborcza i nie ma powodu do niepokoju. Inaczej jest wtedy, gdy o niemieckim zagrożeniu mówi prezydent, najwyższa osoba w państwie, człowiek stojący na czele armii. W tym przypadku mam prawo czuć zagrożenie. Przecież z racji pełnienia obowiązków prezydent ma dostęp do tajemnic i spraw, o których ja nawet nie mam i nie będę miał nigdy pojęcia. Więc możliwe, że o zagrożeniach wie więcej niż ja. I jeśli od czuje się zagrożony to ja tym bardziej mam do tego prawo.

Takie wypowiedzi spowodowały to, że spoglądają na łopatę w sklepie ogrodniczym myślę o kopaniu rowów przeciwczołgowych. I w sklepie żelaznym z namaszczeniem przyglądam się zwojom drutu kolczastego. Przecież jak by, co to musze być przygotowany. Z tego straszenie mnie wyszedł też jeden pozytyw. Odnalazłem na strychu i odkurzyłem mundur po ojcu, którego nie oglądałem latami a teraz mnie jakoś naszło. I zapewne pchany tym politycznie podsycanym strachem ocaliłem byt tej rodzinnej pamiątki.  Może na innych słowa: – Nie chciałbym zaostrzać stosunków z jakimkolwiek naszym sąsiadem, ale chciałem mocno podkreślić, (…), że jestem w Polsce i gospodarzami tej ziemi są i będą Polacy – wypowiedziane na Pomorzu przez prezydenta nie robią tak wielkiego wrażenie. Jak jednak słysząc takie wypowiedzi od razu przypomina sobie przemówienie przedwojennego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka, to najsłynniejsze, o tym – że polska od morza odepchnąć się nie da. Co ja mam myśleć, jeśli od przeszło tygodnia słyszę z ust brata prezydenta, kiedyś premiera PR o wielkim zagrożeniu niemieckim dla polski? Jarosław Kaczyński występując ostatnimi czasy w radiowych  Sygnałach Dnia zauważył nawet, że w Polsce znaczna część prasy należy do niemieckich wydawców. Więc może ja czegoś naprawdę nie wiem, bo niby jak mam się dowiedzieć z tej prasy, co to nie jest polska i reprezentuje obce interesy.

– Siły zbrojne są także po to, żeby móc bronić własnego kraju, a do tego muszą być odpowiednio wyposażone, uzbrojone i odpowiedniej liczby – powiedział prezydent. Może to nic nie znaczy a może mam to rozumieć, jako sygnał, aby zbroić się, bo zagrożenie jest realne? Może jest inna interpretacja tych słów, a moja jest nazbyt przesadna. Ale ja naprawdę mam uzasadnione prawo do dyskomfortu. To już prawie retoryka Churchilla z lat wojny. Każdy ma własną wrażliwość a ja mam właśnie taką i naprawdę czuje strach. Albo sobie ten strach wmawiam. To też możliwe. Jeśli jednak to tylko taka wyborcza gra, a gdzieś w głębi duszy mam taką nadzieje i tym uspokajam mój strach, to mówię panom politykom – nieładnie się bawicie.  Bardzo nieestetycznie jest tak straszyć współobywateli.