Kapitalizm zaliczkowy
W związku ze zmiana systemu rozliczeń poboru wody inkasenci będą odwiedzali państwa domy co dwa miesiące, wystawiając rachunek za aktualne zużycie oraz zaliczkę na poczet najbliższego rachunku. Takiej mniej więcej treści kartkę zawieszoną na drzwiach mojej kamienicy przeczytałem wczoraj. Przypomniałem sobie jednocześnie, że pismo dotyczące zaliczek dostałem kilka dni termu od mojego operatora telekomunikacyjnego. Oznacza to, że teraz już nie będzie płacił za to, co faktycznie zużyje, lecz za to, co zużyłem lub wykorzystałem plus to, co ktoś przepowiedział, że mogę zużyć lub wykorzystać?
Ja rozumiem, że każdy właściciel firmy woli mieć pieniądze na początku miesiąca i nie martwić się czy jego klient zapłaci za wodę, gaz czy telefon po wykonaniu usługi, ale ta forma płatności zdecydowanie przybiera na sile. Już nie tylko płace zaliczki na poczet przyszłych świadczeń w przypadku energetyki czy spółek gazowniczych. Teraz okazało się, że będę musiał zapłacić za prognozę zużycia w przypadku wody. Zakład energetyczny posuwa się już do tego, że jak ostatnio zapomniałem zapłacić właśnie tej przedpłaty to wysłał do mnie stosowne wezwanie do uiszczenia płatności a w przypadku jej braku strasząc mnie ogromnymi konsekwencjami. Na nic się zdało moje tłumaczenie, że ja chętnie zapłacę i owszem, ale za to, co faktycznie wykorzystałem a nie za to, co ktoś sobie przewidział, że powinienem wykorzystać. Pani z działu obsługi klienta odesłała mnie do regulaminu i już było po sprawie. Podpisałem taka umowę, więc co się czepiam. Słusznie, lecz raczej nie miałem wielkiego wyboru. Każdy z operatorów energetycznych stosuje podobne sposoby rozliczeń z tego, co wiem.
Jak wspomniałem na wstępie dostałem pismo od mojego operatora telekomunikacyjnego informującego mnie o zmianie regulaminu. I tam też znalazłem punkt, który wprowadza możliwość pobierania ode mnie zaliczek na poczet przyszłych rachunków telefonicznych. Operator może zażądać ode mnie przedpłaty za niewykonane jeszcze usługi na przykład, gdy nagle bieżące zużycie nieproporcjonalnie przekroczy średnią wysokości rachunków wystawionych w ostatnich dwunastu miesiącach. Niby wszystko jest w porządku. Ale jeśli ja płace samych abonamentów na moich trzech telefonach w wysokości około 200 zł i tak mam ustawione taryfy, że właściwie wszystkie moje rozmowy zawierają się w tymże abonamencie, to płace za faktyczne zużycie w około 50 złotych. Bo reszta do tak zwane darmowe rozmowy. To, jeśli wyjadę na wakacje i moje rozmowy poprzez roaming wzrosną powiedzmy do 150 złotych. To wydaje się możliwe, że zapłacę po wakacjach razem z wyższym wakacyjnym rachunkiem dodatkowo jeszcze zaliczkę na kolejny miesiąc. Bo moje średnie zużycie znacznie wzrośnie. Co prawda wszystko ma być ustalane indywidualnie, ale jakoś nie mogę uwierzyć, że nie będzie tego naliczał i pilnował system bilingowy mojego operatora. Bo raczej nie wykonalne jest pochylanie się troską nad każdym abonentem w sytuacji, gdy ich liczba sięga milionów.
Ciekawi mnie jak daleko jeszcze pójdzie to zjawisko obowiązkowych przedpłat na co zużyjemy lub kupimy w przyszłości. Codziennie rano kupuje świeże bułeczki w piekarni na rogu ulicy. Z niepokojem myślę o tym ile czasu potrzeba jeszcze, aby jej właściciel wpadł na pomysł zaliczki na poczet tego, co kupie jutro. Tak na przykład, jeśli dziś kupiłem dwie bułki i rogalika to płace za to, co mam w siatce na zakupy oraz przedpłatę na to, co przewidywalnie mogę zakupić jutro. I bardzo łatwo można takie postępowanie uzasadnić. Przecież, jeśli ja nie przyjdę jutro po te bułeczki, bo zaśpię to on, piekarz ich nie sprzeda. A jak zapłacę zaliczkę to przyjdę na pewno a jeśli nawet nie, to i tak piekarnia nie straci. Takie myślenie można rozszerzać w nieskończoność. Na komunikacje miejska z zaliczkami na przyszłe przejazdy, z fryzjerem z zaliczką na przyszłe strzyżenie itd. Kapitalizm bez ryzyka, bo za ryzyko już zapłaciłem zaliczkę. Kapitalizm doskonały. Ale, dla kogo doskonały? Bo dla mnie nie.
