Gdzie libertas i wódeczka jest też awanturka
Niech żyje wolność, wolność i swoboda, niech żyje zabawa i dziewczyna młoda – jak mówi, przeprasza śpiewa klasyk. Asystent eurodeputowanego z mojego prowincjonalnego miasta chyba zbyt dosłownie zrozumiał nazwę partii, z której w wyborach startował jego pracodawca. Poczuł taką wolność po tym jak jego pryncypał przepadł w wyborach a on stracił prace, że nie pozostało już mu nic innego jak tylko się upić w gronie przyjaciół w biurze poselskim. Taki libertas na całego.
Pan asystent Artur K. na wyborcza porażkę zareagował bardzo mocno, bo wódeczka jak wiadomo bardzo mocna być potrafi. Zareagowali z nim też inni pracownicy biura poselskiego byłego już posła PE w moim mieście. To, że ich chlebodawca nie będzie już nas reprezentował w Brukseli wywołało u nich taki wstrząs psychiczny, że nie pozostało już im nic innego jak tylko tak po staropolsku lub po irlandzku się upić. A jak wiadomo jak człek pijany to i bardziej wylewny w słowach. Więc nic w tym dziwnego, że odurzony alkoholem asystent eurodeputowanego zwymyślał przechodnia, potencjalnego wyborcę za to, że jego zdaniem źle zagłosował a następnie naubliżał interweniującym policjantom.
We wtorek, 9 czerwca a więc kilkadziesiąt godzin po oficjalnym ogłoszeniu wyników wyborów do europarlamentu Artur K., asystent w biurze deputowanego zwymyślał przypadkowego przechodnia na deptaku. Mężczyzna początkowo zignorował całkowicie incydent, ale po pewnym czasie wiedziony ewidentnym poczuciem krzywdy postanowił wrócić i wyjaśnić sprawę u źródła. I tam w biurze poselskim doszło do kolejnej awantury. Bo pracownicy i asystent raczyli się właśnie u źródełka, to jest przy gorzałce. Artur K. zaczął szarpać gościa. Na pomoc przyszedł mu współpracownik, który użył gaśnicy. Widocznie chciał zagasić zarzewie awantury.
Na miejscu pojawiła się policja. Aby spisać, kto tu pije i co i kto jest agresywny i dlaczego. Funkcjonariusze metodami operacyjnymi ustalili, że wszyscy troje pracownicy biura znajdują się pod wpływem alkoholu. U Artura K. stwierdzono blisko 1,2 promila a jego kolega miał jeszcze więcej – 1,5.
Teraz ważna informacja dla środowiska politycznego, z którego wywodzą się działacze. Wśród biesiadników po klęskowych była również kobieta. Bo jak pisałem na wstępie, co to za zabawa i libertas bez dziewczyny młodej.
Pewnie niewielu z nas zdaje sobie z tego sprawę jak wielkie nieszczęścia ściągnęliśmy na innych głosując lub niegłosując w ostatnich wyborach do parlamentu europejskiego. Pamięta się tylko o zwycięzcach. A na prowincji dochodzi to prawdziwych tragedii. Alkoholowych tragedii.
