Wrak z drzewkiem w środku czyli cuda prawdziwe.

Obublikował pavvel dnia

  

 

Ludzkość z całego świata fascynują wybory nowych największych cudów świata. I ja chciałbym się w jakiś sposób przyłączyć do prezentacji takich miejsc. To, co znajduje się w moim prowincjonalnym mieście może nie zasługuje na miano najpiękniejszego zakątka ziemi, ale zapewne zasługuje na miano najprawdziwszego cudu.

 

Nie ma na mojej prowincji wielkich jezior czy wspaniałej puszczy jak to jest u polskich półfinalistów światowego konkursu na siedem nowych cudów świata. Natura nie obdarzyła mojego miasta aż tak szczodrze, ale za to urzędnicy magistratu robią wiele, aby jak najbardziej wpłynąć na środowisko i krajobraz.  Aby tak go ukształtować, by nie można było już powiedzieć, że jest jakiś tam naturalny i nieciekawy.  My tu na prowincji też możemy się pochwalić prawdziwymi cudami. To nasze, mówią urzędnicy miejscy, za nasze pieniądze i nie jest to nasze ostatnie słowo. Że zacytuje klasyków.

W odległości około kilometra od centrum miasta, ale za to prawie 3 kilometry od jego granic czyli krótko mówiąc prawie w centrum. Znajduje się osobliwy skansen dokonań człowieka w dziedzinie motoryzacji i zmian w środowisku. Wśród wysokiej trawy, pięknych kwiatów, wśród wysoko rosnących drzew i krzewów znajduje się miejsce gdzie człowiek zapewne jakiś artysta rozrzucił urokliwie wśród dziko rosnących traw kilkadziesiąt rozbitych i przejętych przez policje samochodów. Tu na nieutwardzonej dziewiczej łące wiele, wiele lat temu porzucono niczym kwiaty wśród łanów traw i chwastów wraki pojazdów rozbitych lub takich, które nie powinny znajdować się już u ich wcześniejszych posiadaczy.

 

Zapewne takie działanie mało na celu próbę połączenia piękna ludzkiej inżynierii i pięknem natury. Każdemu bez oporów poleciłby kilkuminutowy spacer z centralnej ulicy aż w okolice komendy wojewódzkiej policji. Tam przeniesiemy się w całkiem inny świat, w przepiękny świat połączenia na wieki tego, co stworzyła ludzka rękę, tego, co potem człowiek zniszczył i tego, co porzucił następnie z… dziewiczą bujną przyrodą. Pisze o wiecznym połączeniu, bo z wraków samochodów pozostawionych tu i pozostawianych tu nadal po wypadkach i kolizjach, wyciekło już zapewne tyle paliwa i oleju do gleby, że ślad tu pozostanie po tym wieczny.

Mamy tam prawdziwe perełki motoryzacyjne z przed lat współistniejące w harmonii z dziką naturą. Na szczególna uwagę zasługuje wypalony wrak samochodu dostawczego Nysa produkowanego od lat pięćdziesiątych do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Możemy podziwiać niesamowite w formie połączenie pięknych rudawo w barwie rdzewiejących linii pojazdu z zielonością bujnie porastającej go roślinności. Gdzie jak nie tu najbardziej widoczna jest odwieczna walka człowieka z przyrodą. Wśród kwiatów i traw można spotkać bardzo ciekawe formy tego, co stanowiło kiedyś chlubę rodzimej i światowej motoryzacji. Polonezy, duże i małe fiaty, syrenki, volkswageny, peugeoty a w ich wrakach kilkunastoletnie drzewa i krzewy. Bogactwo barw spłowiałych lakierów na karoserii w połączeniu ze stonowaną zielenią roślin.

 

Wszystko to przepięknie podświetlone w nocy przez uroczo pochylające się ku ziemi kilkunastoletnie latarnie. Całość ogrodzona z dwóch stron betonowym parkanem ozdobionym przez miejscowych artystów graffiti a z dwóch pozostałych stron przez szczątki siatki. Poza płotem, jako taki symbol tego, co za nim znajdziemy stoi porzucony kilka lat temu wypalony wrak półciężarówki Robur LD 3000 produkowanej przez Industrieverband Fahrzeugbau w skrócie IFA, czyli po polsku Zjednoczenie Przemysłowe Zakładów Budowy Samochodów, państwowy konglomerat firm produkujących środki lokomocji w Niemieckiej Republice Demokratycznej w ubiegłym stuleciu. I ten wrak pięknie wkomponowany jest w zieleń traw i żywe kolory kwiatów. Przepięknie konweniuje z białą bryłą kontenerowej skrzyni ładunkowej porzuconej nieopodal lata temu.

 

To wszystko, co opisałem to najprawdziwszy cud. Cud, że roślinność jednak nie daje za wygraną, cud urzędniczej głupoty, i naszego polskiego urzędniczego zamiłowania do życia na cywilizacyjnym śmietniku. I to wszystko sprawia, że moje prowincjonalne miasto może być jednak najprawdziwszym siódmym cudem współczesnego świata.