NIKoMON

Obublikował pavvel dnia

Czy wojskowi naprawdę wiedzą, co mają w magazynach? A jeśli im coś zaginęło a mundurowi nie zauważyli straty?  Czy możliwe jest, że gdzieś w lesie lub na poligonie stoi czołg, o którym nikt nie pamięta?  To wszystko jest możliwe w świetle informacji zawartych w raporcie pokontrolnym najwyższej izba kontroli spisanym po inspekcji w ministerstwie obrony narodowej. Z raportu wynika, że żołnierze nierzetelnie planowani zakupy sprzętu. W MON pracowali na starych komputerach, podczas gdy nowszy sprzęt zalegał w wojskowych magazynach. Był kiedyś taki dowcip o tym jak w pewnym lesie niemiecki wermacht walczył z partyzantami. Jak opowiadał narrator dowcipu: raz Niemcy przegonili partyzantów. Raz nasi przegonili Niemców. Następnie znów naziści pogonili naszych i znów na odwrót. Aż na końcu zdenerwował się gajowy i wszystkich z lasu przegonił.

Jak czytam doniesienia prasowe o efektach kontroli w ministerstwie obrony narodowej to tak mi się zdaje, że już tak bardzo rozrosło się nasze państwo a z nim MON, że tak naprawdę nikt nie pamięta gdzie, co jest i gdzie się znajduje to, co się kiedyś zakupiło lub zeskładowało. Nie trudno, więc wyobrazić sobie jednostkę, która stacjonuje od dziesięciu lat gdzieś tam w lasach jest tak tajna, że nikt o nie wie. A w zasadzie przez tą tajność zaginęła ona gdzieś w ewidencji i jak jej nie znajdzie gajowy, leśniczy czy NIK to będzie tam trwała na posterunku z dziesięciolecia.

Według raportu najwyższej izba kontroli tylko w trzech skontrolowanych składnicach wojskowych przechowywano nieużywany sprzęt o wartości ponad dwudziestu siedmiu milionów złotych licząc po cenach zakupu. Najwięcej sprzętu zadekowano w dziewiątej Rejonowej Bazie Materiałowej. Tam też padł rekord najdłuższego magazynowania zakupionego sprzętu – dwanaście lat. Średnio okres magazynowania w wojsku wynosił blisko pół roku. W magazynach znajdował się głównie sprzęt i oprogramowanie komputerowe, czyli stacje robocze, serwery, laptopy oraz komputery dostosowane do przetwarzania informacji niejawnych. Nie trzeba byś specem a mieć w domu komputer by wiedzieć jak szybko taki sprzęt się starzeje, jak szybko straci na wartości i jak szybko jest przestarzały. Więc, po co trzymać go tyle w magazynach. Chyba tylko po to żeby stracił gwarancje.

Sprawdzono tylko niektóre wojskowe składnice a jeśli gdzieś w magazynach lub na bocznicy kolejowej stoi transport czołgów, który ktoś zakupił i o nim zapomniał lub zakupił na zapas.  A może gdzieś wypłynął nasz okręt wojenny i jakoś tak do tej pory nie powrócił. A ktoś z wojskowych zapomniał go poszukać. To możliwe, bo jakoś tak coraz mniej mamy okrętów. Może to nie prawda z tymi samolotami F – 16 że się ciągle psują. One po prostu nie latają, bo gdzieś stoją w jakimś hangarze, ale nie bardzo wiadomo, w którym. Ale czy o tym się kiedyś dowiemy. Teraz to nie, bo wszystko, co wojskowe to tajne. I trzeba liczyć na to, że NIK znów im coś znajdzie a nas przy okazji i tym poinformuje cywili. Niewykorzystywanie już zakupionego sprzętu to nie jedyna bolączka armii. Kontrolerzy NIK ujawnili, że wiele jednostek dostało komputery, mimo że ich nie zamawiały, a inne, które złożyły zamówienia, oczekują na sprzęt do dzisiaj – poinformował rzecznik prasowy NIK Paweł  Biedziak.  Mam tylko nadzieje, że do Afganistanu nie wysłano pomyłkowo okrętów podwodnych a marynarce wojennej transporterów opancerzonych rosomak.

Jako przykład rzecznik podaje zamówienie departamentu wychowania i promocji obronności MON, który w dwa tysiące siódmym roku złożył zapotrzebowanie na dwadzieścia osiem komputerów. Nie otrzymał żadnego. Za to sekretariat szefa sztabu generalnego na zamówionych dziesięć komputerów dostał tylko jeden. Z kolei w tym samym roku trzynaście komórek organizacyjnych MON otrzymało sto dziewiętnaście komputerów, pomimo że nie składały na nie zamówień. W tej sytuacji przecież nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby lotnictwo polskie dostałoby na przykład dziesięć myśliwców F – 16 na jednego pilota zdolnego nim polecieć. Albo, że istnieje w Polsce jednostka kawalerii powietrznej, która na no może ze trzy śmigłowce a powinna mieć z trzydzieści. Ale za to, że może jesteśmy obecni militarnie w Afganistanie tylko, dlatego że nikt nie wie jak wrócić do domu, bo gdzieś zaginęły w magazynach mapy i GPSy albo o zgrozo rozkazy. Jak widać w armii wszystko może się zdarzyć. I trzeba mieć nadzieje, że to, co napisałem poza danymi z raportu NIK to czysta fikcja i złośliwości. Boże, niech tak będzie, bo jeśli nie…