V(W) – the number 1!

Obublikował pavvel dnia

Reklama. Obraz jak z dziennika telewizyjnego. Londyn. Na ekranie zlepek szybko zmieniających się obrazów pokazujących spanikowanych mieszkańców angielskiej stolicy uciekających w popłochu przed zagrożeniem. Stalowo ciemne niebo. Wycie syren. Pożary. Płacz. Krzyki. Na ulicach porzucone samochody z otwartymi drzwiami. Puste puby a w nich na stołach niedopite piwo. Tłum tratujący się na schodach do metra. Zbiegający w panice w dół do wnętrza. Puste skwery, place, ulice… ogłuszające wycie syren alarmowych. Na ekranie widzimy jak królowa brytyjska, dwór oraz rząd jej królewskiej mości w panicznej ucieczce do schronów wzajemnie się tratuje… Słychać zawodzenie policyjnych syren. Na końcu na ekranie pojawia się sylwetka samochodu Volkswagen oraz napis odczytany przez lektora: Volkswagen Scirocco. Berlin-London intinerary without refuelling! Just like V-1 flying bomb some time ago – also without refuelling! VW – the number one! Lub w polskiej wersji językowej: Volkswagen Scirocco. Trasa Berlin – Londyn na jednym baku! Tak jak kiedyś rakietą V – 1… też na jednym baku! W miejscu napisu i słów o rakiecie V – 1 pojawia się tło z charakterystycznym logo Volkswagena z dopiskiem: VW – to numer 1!

 

To tylko mój prywatny scenariusz reklamy i tylko moja prywatna odpowiedz z wyobraźni na reklamę zaprezentowaną w nadawanym na żywo brytyjskim show telewizyjnym Top Gear. W tym programie motoryzacyjnym imitowanym przez telewizje BBC 2 prezenter Jeremy Clarkson, sparodiował inwazję Niemiec na Polskę z tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku. A zawarł to wszystko w reklamie Volkswagena Scirocco.

 

W niedzielny wieczór angielscy widzowie Top Gear mogli zobaczyć reklamę w formie wiadomości dziennika telewizyjnego wykorzystującą markę handlową Volkswagena Scirocco TDI przygotowaną przez jednego z najbardziej znanych brytyjskich prezenterów telewizyjnych. Spot reklamowy pokazywał współcześnie zmontowane sceny panicznej ucieczki Polaków przed domniemaną inwazją niemiecką. Puste ulice, zatłoczone pociągi, autokary, opuszczone place zabaw dla dzieci. Stach i zagrożenie wobec inwazji, przed którą polska armia jest bezradna.

 

Reklamę ta to aluzja nawiązującą do exodusu cywilnych Polaków z początku drugiej wojny światowej. Reklamę kończy napis: Volkswagen Scirocco TDI. Berlin to Warsaw in one tank, czyli dla tych wszystkich, którzy nie bardzo czują się swobodnie w języku Szekspira: Volkswagen Scirocco. Trasa Berlin-Warszawa na jednym baku. Należy zwrócić uwagę, że angielskie słowo tank może także oznaczać czołg. I niewątpliwa wieloznaczność tego słowa może sugerować, iż inwazja niemieckich hitlerowców na Polskę niewiele ich kosztowała. Jeden tank tylko.

 

Jeśli kogoś obraziłem moją wersją reklamy Volkswagena to przepraszam. Ale tylko w takim stopniu przepraszam, w jakim ja sam mógłbym prosić o przeprosiny za to, że zostałem obrażony przez topgearową reklamę. Jeśli Jeremy Clarkson mógł to ja też mogę zostać twórcą reklam. Jeśli moją reklamą ktoś poczuł się obrażony to przepraszam. Jeśli ktoś poczuł się obrażony jego reklamą to czy on przeprosi za nią? Raczej nie. A może nic się nie stało, bo to tylko żart taki, no to wtedy i ja mogę sobie zażartować. Przecież w zasadzie chodzi i jemu i mnie o samo, o dobra zabawę. A co tam narodowe sentymenty. Jak zabawa to zabawa.  Nieprawda, panie Clarkson ?