„Powinieneś opuścić Polskę, bo to nie miejsce dla takich jak ty!”
Droga Wiktorio, postanowiłem odpowiedzieć na twój list do mnie, który znalazłem pod moim artykułem, publicznie a nie prywatnie. Bo uważam, że warto przy okazji odpowiedzi Tobie napiętnować poglądy, którym dajesz wyraz w liście. Nie znam Cię, więc zapewne nie mam pełnego oglądu na to, jakim jesteś człowiekiem, ale jeśli ty pozwoliłaś sobie na analizowanie mojej osoby nie znając mnie osobiście to i ja mam prawo do wyrobienia sobie poglądu na twoją ideologie i osobowość na podstawie tego, co piszesz.
Przyjaciele mówili mi: zostaw to, nie warto Ona i jej podobni i tak nie pojmą tego, co chcesz im przekazać. Ale ja uważam, że zawsze jednak warto spróbować, bo może, właśnie ten jeden raz uda się do kogoś dotrzeć. A człowiek ten, choć w części się opamięta i zrozumie, że własną nienawiść i zwykłą głupotę nie zawsze można tłumaczyć głęboka fanatyczną wiarą.
Piszesz, że „jako emerytowana nauczycielka poświęcasz wiele czasu na tropienie paszkwili wypisywanych na temat naszego kościoła Katolickiego”. Gratuluje misji, jakiej poświęcasz swój czas. Mam tylko wątpliwość czy dobrze obrałaś cel swojej krucjaty. Twój cały wpis pod moim tekstem sugeruje, że dopuściłem się w nim czegoś, co słownik języka polskiego określa, jako artykuł, utwór lub jakakolwiek inna publiczna wypowiedź szkalująca lub zniesławiająca kogoś, czasami także ubliżająca komuś. Ale ja w swoim artykule nikogo nie obrażam, zadaje tylko pytanie czy funkcjonariusz świeckiego państwa powinien być służbowo oddelegowany do religijnych czynności. Bo wydawało mi się, że w Polsce nadal obowiązuje konstytucja, w której jest wyraźny rozdział miedzy wiarą a życiem świeckim.
Podobno po raz kolejny według Ciebie swym pisaniem obraziłem uczucia religijne „naszej polskiej katolickiej społeczności Kościoła katolickiego”. Jeśli pytanie o granice wpływu kościoła i fanatycznych grup religijnych działających w jego łonie na życie świeckie jest obrazą dla kościoła to faktycznie daleko mi to takich wspólnot, ale nie obrażam ich. Daleko mi po prostu do ludzi, którzy zabraniają mi stawiać pytania i dociekać prawdy.
Kilka razy w swym liście do mnie używasz zwrotu „naszego Kościoła Katolickiego” mam nadzieje, że chodzi Ci o kościół Rzymsko – Katolicki. Bo w Polsce działa też kilka innych kościołów ze słowem katolicki w nazwie. Przyjąłem, że tak jest. Co do słowa „nasz” to rozumiem, że nie chodzi Ci o to, że jest on, Kościół naszą wspólnotą twoja i moją, bo ty jak widać już uznałaś jakimś nadanym Ci niewiadomo, przez kogo prawem, że ja jak owca zbłądziłem już i nie ma dla mnie miejsca w tym, co ty nazywasz „naszym” Kościołem? Jeśli tacy ludzie jak ty będą, wydawać w kościele sądy to faktycznie nie ma, co tam szukać. Ale jak na razie nie złożyłem aktu apostazji, więc nadal mogę się uważać za kogoś związanego z kościołem rzymskim, choć stojącego blisko odejścia od niego. W czym i ty masz swój udział.
Piszesz Wiktorio za nic mam nauki o miłości bliźniego, ale czy ty im jesteś wierna? Znasz zapewne, mam nadzieje słowa: „Masz miłować swego bliźniego jak samego siebie”. Oraz słowa: „Nie stawiajcie oporu niegodziwemu; ale temu, kto cię uderzy w prawy policzek, nadstaw i drugi”. Więc jeśli ty naprawdę uważasz, że moje wątpliwości, co do prawdziwości wiary niektórych ludzi, co to ich intencji, co to braku podziału miedzy polską świecką a klerykalną są obrażaniem czyjś uczuć religijnych to jak wyglądną to, co piszesz w świetle słów kogoś, kogo uważasz za Boga?
Piszesz do mnie, że jesteś emerytowaną nauczycielką, to przerażające. Czytam twoje słowa:
„Powinieneś opuścić Polskę, bo to nie miejsce dla takich jak ty!” i jestem przerażony. Jako nauczycielka, kogoś ty wychowała z takimi poglądami?! Jak czytam coś takiego to od razu przychodzi mi na myśl ta cała moczarowa banda, która teraz ubrała się w katolicko – narodowe szaty i jak diabeł ogonem w kościele dzwoni.
Jakie masz prawo, i kto ci je dał żeby negować moje miejsce na tej ziemi? Prawo do życia w tym miejscu, gdzie od pokoleń mieszkają moi dziadowie i ojcowie. Którzy ginęli za ten kraj i dla jego dobra pracowali przez lata! Jakie masz prawo sugerować, że nie ma dla mnie miejsca w Polsce tylko, dlatego że myślę inaczej niż ty! Co za buta, co za ordynarność! I twoja wiara nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem dla takich słów!
Możemy się spierać, dyskutować, możemy się nawet nienawidzić, ale to jest nasz kraj twój i mój i ja, choć nie podzielam twoich poglądów wcześniej bym zginął niż pozbawił Cię prawa do ich głoszenia na tej ziemi. A już na pewno nie pisałbym, że nie masz prawa do życia w Polsce. Piszemy tym samym językiem, ty i moi rodzice wznawiali tą sama wiarę, jestem narodowości polskiej i to jest mój kraj i tu w tym języku, na tej ziemi mam prawo do wyrażania swoich podglądów w moim ojczystym języku. I nie masz prawa nawet sugerować ze jest inaczej.
Pełen tekst listu Wiktorii do mnie zamieszczony jest w komentarzach do artykułu: Religijny spór o straznikow miejskich.
