Uliczna kaligrafia abstrakcyjna
Moja babcia mawiała, gdy coś zepsułem lub uszkodziłem: ale z ciebie artysta, coś ty tu znów najlepszego zmalował. Dlatego też, od razy przepraszam wszystkich prawdziwych artystów za to, że używam słowa artysta na określenie osób, których działalność ze sztuką nie ma wiele wspólnego, a najbliżej im do zwykłego wandalizmu.
Takich artystycznych czasów wolności doczekaliśmy, że prawie każdy, kto zakupi w sklepie puszkę farby w sprayu lub marker od razu czuje się artystą zaangażowanym i chce swoją boleść duszy przelać na mury lub gdzie jego ręka popadnie. Ja wiem, że od lat trwa dyskusja na temat wolności w sztuce zwanej graffiti, i naprawdę, nie chcę tu piętnować tych wszystkich, którzy tworzą murale tak piękne, że chcielibyśmy je oglądać przez wiele lat. W sztuce tej bardzo często widać prawdziwy talent i nawet jak powstaje w miejscach, no powiedzmy nie bardzo się do tego nadających, to jakoś tak nie bardzo mamy sumienie to, co jest prawdziwą sztuką niszczyć.
W moim mieście nie sposób przejść kilkunastu metrów żeby nie natknąć się na inną formę wyrazu za pomocą markera lub farby w sprayu. Nie jest to graffiti, bo z takimi działaniami sztuki ulicy nie bardzo ma to coś wspólnego. Są to wykonane farbą lub markerem napisy. W tej prymitywnej „sztuce ulicy” można jednak śmiało wykreślić dwa kierunki. Jeden to przekaz polityczno – sportowo – społeczny drugi to czysta w formie abstrakcja. Jeśli chodzi o pierwszą grupę to najczęściej możemy spotkać napisy, negujące przynależność etniczną niektórych drużyn sportowych, oraz sugerujące ich związki z pewnymi organami płciowymi oraz nawet z przedstawicielkami najstarszego zawodu świata. I nie chodzi mi tu o kamieniarzy. Zdarzają się też napisy o charakterze politycznym, ale te wychodzą już z mody. Częściej zdarzają się takie, sugerujące policji odbywanie pewnych praktyk seksualnych mijających się z ogólnie przyjętą normą społeczną.
Te napisy można jeszcze mimo pewnych zastosowanych autorów skrótów myślowych jednak zrozumieć, choć nie pochwalać ich umieszczania na murach. Osobnym jednak kierunkiem jest abstrakcja w napisach coraz bardziej rozpowszechniona i coraz bardziej widoczna na naszych ulicach. Jeśli ktoś nie bardzo radzi siebie z kolorami i jak coś namaluje, to raczej jest to bardzo naiwne i prymitywne, to pozostaje mu jak widać tylko sztuka abstrakcyjnej kaligrafii. I ta forma wyrażanie zapędów artystycznych wśród młodzieży najbardziej się przyjęła. Choć jak możemy zobaczyć na ulicach naszych miast jest ona na razie w fazie sztuki prymitywnej właśnie. Jeśli w ogóle można te bohomazy nazwać sztuką, a nie zwykłym wandalizmem.
Przez lata na murach i płotach można było przeczytać zwykle nabazgrane wyznanie miłości lub niechęci do kogoś. W latach komunizmu doszły to tego jeszcze wypowiedzi polityczne malowane farbą na murach. Teraz wyewoluowało to w formę całkowicie abstrakcyjną, bo jestem przekonany, że jak już ten niby artysta coś nabazgrze na ścianie czy na szybie autobusu farbą lub markerem to tylko on jeden wie, co chciał tym przekazać i nikt inny za nic nie zrozumie, o co mu chodziło.
Więc, po co ta autosztuka przemawiania bohomazem wykaligrafowanym na świeżo odnowionej ścianie kamienicy, jeśli odbiorcą przesłania jest tylko i wyłącznie ten, kto to napisał. I nikt inny, nawet po głębszych badaniach, nie bardzo może zrozumieć, o co niby artyście chodziło poza oczywistą chęcią dokonania zniszczenia tego, co niezniszczone było dotychczas.
Daleki jestem od stawiania tamy rozwojowi artystycznemu młodzieży. Ale może sztukę kaligrafii abstrakcyjnej można rozwijać w inny sposób mniej destrukcyjny. Błagam oszczędźcie mury kamienic, domów, płoty, tablice informacyjne, klatki schodowe, autobusy, pociągi i wszystko to, co nadaje się to pisania po tym, tylko z waszej chęci pisania dla samego pisania. W supermarketach są bruliony po osiemdziesiąt groszy, więc nie ma bariery cenowej i można tam pisać do woli. A jak chcecie się kaligrafią abstrakcyjną pochwalić wystarczy ją pokazać kolegom i koleżankom w szkole. A jeśli już koniecznie ktoś chce prezentować to, co wykaligrafował na ulicy pozostaje jeszcze własne czoło.
