Miasto smutnych ludzi

Obublikował pavvel dnia

Moje miasto, a myślę, że cały nasz kraj zaatakowała obca cywilizacja. Tylko tak można wytłumaczyć to, co się dzieje w naszych sklepach, bankach, urzędach, restauracjach – wszędzie tam gdzie mamy kontakt z panią lub panem sprzedającym nam coś, lub nas obsługującym. Tam subiektów, urzędników i kelnerów obu płci opanowała kosmiczna rasa istot bez poczucia humoru, z tragizmem wypisanym na twarzy, istot permanentnie smutnych.

 

Moje miasto na prowincji opanowała inwazja rasy smutasów z obcej planety. Podstępni kosmici przybyli do mojego grodu i widocznie byli w stanie skopiować człowieka, tworząc klony identyczne pod względem wyglądu do ludzi, lecz całkowicie pozbawione uczuć poza jednym – smutkiem. Bo to przecież nie jest możliwe, tak przez osiem godzin pracy stać za sklepową ladą, czy siedzieć za urzędniczym biurkiem z wypisanym na twarzy tragizmem oraz tak, przez cały dzień ani razu, choć raz się nie uśmiechnąć. Ja wiem, że los kelnerki może się wydawać czarny, gdy ma się świadomość pracy za trzy pięćdziesiąt na godzinę, ale jak już to nas spotkało, to może warto przynajmniej na powitanie powiedzieć coś z uśmiechem.  

 

Idziesz człowieku rano do piekarni a tam już czeka na ciebie smutna pani sprzedawczyni. Od progu rzucasz z uśmiechem i nadzieją: Dzień dobry! A w odpowiedzi słyszysz tylko burknięcie i widzisz ten przerażający smutek na twarzy pani za ladą. Fakt, jest siódma trzydzieści rano i nie każdy tryska energią o tej porze, ale dlaczego nie być jak amerykanie czy inni na świecie i przykleić sobie uśmiech do twarzy jak nie szczery, to dla dobra kupujących przynajmniej wymuszony.

 

W urzędach za biurkami siedzą panie i panowie smutni tak, że aż strach się do nich odezwać. W knajpach i restauracjach snują się jak zombie kelnerzy z przygnębieniem i cierpieniem wypisanym na twarzach. Pytasz czy może mi pani kelnerka coś polecić a w odpowiedzi słyszysz: a bo ja tu jadam! Jest to, co w karcie i posyła ci ta pani to swoje smutne spojrzenie. Można oczywiście podzielać tragizm sytuacji ludzi zmuszanych ekonomiczną zależnością do pracy. Sam jestem w podobnej sytuacji, ale jak już stykam się z innymi obciążonymi obowiązkiem pracy, to przynajmniej staram się nie obarczać ich jeszcze tym moim pracowniczym tragizmem. Bo to może być ponad siły.

 

Sam jesteś wnerwiony, że tak na ósmą rano do pracy i jeszcze perspektywa firmowego kieratu przez kilkanaście godzin a tu jeszcze w kiosku z gazetami smutny pan, w sklepie smutna pani każdy na ulicy jeszcze bardziej smutny od poprzednika i jak już do biura docierasz to nic tylko się rozpłakać. Ja, jako wieczny pesymista też w tym swoim codziennym udawaniu się do pracy nie widzę wielu powodów do radości, ale jak już pisałem przynajmniej staram się nie epatować smutkiem.

 

Czasem tak dla dobra ogółu warto się, choć przez chwilę uśmiechnąć się, abyśmy jakoś tak razem my ludzie pracy, bo jesteśmy nimi przecież, przetrwali wspólnie kolejny roboczy dzień. A jeśli to inwazja z kosmosu to chyba jestem jednym z ostatnich ludzi starających się walczyć uśmiechem z otaczającym mnie tragizmem, bo istoty wokół już nie potrafią się uśmiechać i wszystko stracone. Na zawsze już Polska pozostanie krajem smutnych ludzi.